Przepisy na skuteczne odchudzanie - jak schudnąć?

Czym jest dieta?

Dieta jest to sposób żywienia odpowiadający potrzebom organizmu.
Czy wiesz jak rozumiane jest słowo „dieta” przez osoby odchudzające się? - “mniej jeść”.

Zrozumienie tej zasady, że „mniej jeść” nie znaczy „odżywiać się w sposób odpowiadający potrzebom organizmu” jest podstawą do osiągnięcia i utrzymania poprawnej wagi.
Metoda Równowagi Metabolicznej jest formą terapii w zakresie odżywiania dla osób z nadwagą lub otyłych, która pomaga w prosty, zdrowy, skuteczny i trwały sposób osiągnąć właściwą wagę.

Efektem dobrze poprowadzonej terapii nadwagi jest zmiana stylu życia obejmująca modyfikacje nawyków żywieniowych, wzrost poziomu aktywności fizycznej, wzrost poziomu wiedzy żywieniowej i oczywiście zmianę wartości odżywczej jadanej diety. Baza wiedzy stanowi zbiór informacji, które są stosowane w Metodzie Równowagi Metabolicznej. Zapraszamy zatem do lektury.

 

Poznaj Asystenta Równowagi

Asystent Równowagi to elektroniczny trener zdrowego trybu życia, który codziennie przypomina o przygotowanym menu i podpowiada jak szybko schudnąć i utrzymać prawidłową wagę!

Sprawdź więcej informacji:

 

Jak szybko schudnąć? » Przeczytaj więcej o skutecznym odchudzaniu »

Baza wiedzy

        

 

Polska jest obecnie jednym z najszybciej tyjących krajów na świecie już na niechlubnym szóstym miejscu wśród najpulchniejszych narodów w Europie. 50% kobiet i ponad 60% mężczyzn po 40. roku życia w naszym kraju ma nadwagę lub jest otyła. Polskie dzieci tyją szybciej niż dzieci amerykańskie. Jako naród daliśmy się zwariować dietom cud, tabletkom na odchudzanie, środkami, suplementami na odchudzanie. Dla dr. Dukana byliśmy najbardziej profitowym krajem... W Polsce jest najszybciej rosnący rynek suplementów na świecie. My, Polacy, żyjemy z narastającym problemem i rujnujemy sobie zdrowie, próbując problemowi zaradzić dziwacznymi metodami.

         Oddaliliśmy się od natury, od zdrowego rozsądku i od samych siebie. Straciliśmy równowagę. Sami pozbawiamy się energii i radości życia. A tymczasem w każdym z nas kryje się wspaniały, krystalicznie doskonały człowiek, którego niezwykłość jest schowana i nie potrafi, albo nie ma siły się wydobyć. Możliwe, że Ty również zaczynasz już wątpić w swoje piękne wnętrze, bo Twoje własne ciało Ci je przesłania. Nie rób tego! Zasługujesz na harmonię i równowagę w swoim życiu i na wspaniałe ciało. A warto, bo życie jest takie piękne, że koniecznie trzeba się nim cieszyć, dla siebie i dla innych. Wiem, jak fatalnie czułam się sama ze sobą, zanim weszłam na tę drogę odchudzania. Wiem, że Ty też możesz się tak czuć.

         KOLEJNA DIETA. I CO DALEJ? Dlatego moją misją stało się pokazanie jak największej liczbie osób, że można schudnąć. Każdy zasługuje na życie w radości i w zadowoleniu z siebie. Nie musisz każdego dnia rano budzić się z przeświadczeniem, że nie dasz rady, że to będzie kolejny słaby dzień. Masz prawo do pełni życia każdego dnia, już od dziś. Dlatego też proszę Cię, żeby to przesłanie stało się również Twoją misją. Przekaż, proszę, nasze podejście – mam nadzieję, że teraz już i Twoje, i moje, wspólne – swoim najbliższym, dzieciom, czy przyjaciołom, o których wiesz, że mogą mieć podobny problem. Niech Twoje dzieci, dzieci Twoich najbliższych i moje własne żyją dłużej niż my! W RÓWNOWADZE METABOLICZNEJ! A zatem do dzieła!

 

  1.    Statystyki mówią, że wśród Polaków po 40. roku życia aż 68% mężczyzn i „tylko” 50% kobiet ma nadwagę. Cóż, może to częściowo tłumaczy różnicę w średniej długości życia obu płci (odpowiednio 72 i 80 lat). Niezależnie od statystyk i od płci zawsze warto zrobić coś dobrego dla siebie, a więc schudnąć, jeśli jesteśmy choć trochę ponadnormatywni. Pewnie niejednokrotnie miałaś do czynienia z książka zachwalająca kolejną dietę cud albo magiczny preparat. Jestem przekonana, że Ty sama w głębi duszy wiesz, że wszystkie reklamy pokazujące coraz to nowsze diety i specyfiki są nic niewarte. Przecież próbowałaś już tylu z nich. Ale masz nadzieję…. Wiesz, że to po prostu nie jest możliwe, żeby nic nie zmienić w swoim codziennym życiu i w nawykach żywieniowych i tylko z powodu łykania jakiejś pastylki, specjalnej kawy, herbaty czy przyprawy odzyskać równowagę w odżywianiu i szczupłą sylwetkę. Ale masz nadzieję…
  2.    Wiesz, że zmiana diety na dziwaczną, składającą się z obrzydliwie dużej ilości tłuszczu, albo samego białka, albo samych soków warzywnych, nie jest rozwiązaniem na dłużej niż kilka dni, może kilka tygodni, jeśli należysz do najbardziej wytrwałych. A potem jest przecież cała reszta Twojego życia. Ale masz nadzieję… Cóż, w tej książce odbiorę Ci te wszystkie nadzieje. Zrobię to dlatego, że są one fałszywe. A ich twórcy, producenci cudownych specyfików albo dystrybutorzy najnowszych odkryć z zagranicy, po prostu żerują na Twojej nadziei i czerpią z tego niesłychane korzyści. Odchudzają nie Ciebie, tylko Twoją kieszeń.
  3.    Dowiesz się tutaj, dlaczego warto odrzucić te fałszywe obietnice. Ale, co najważniejsze, dowiesz się, że można dojść do ładu ze swoimi nawykami żywieniowymi, że nie potrzeba do tego żadnej psychoterapii ani hipnozy, że można schudnąć bez diet cud i bez operacji zmniejszającej żołądek. Można w przemyślany sposób, stosując metodę zrównoważonego odżywiania i sprytu dietetycznego, odzyskać i utrzymać i kontrolę nad jedzeniem, i szczupłą sylwetkę. Zdrowo, bez drakońskich zabiegów, wyniszczających diet, katorżniczych ćwiczeń i niedziałających suplementów. Dowiesz się o badaniach, które udowodniły, że 67% spośród wszystkich osób otyłych (może nawet dotyczy to Ciebie lub kogoś z Twojego otoczenia) kiedyś było szczupłymi lub miało lekką nadwagę, a utyło tak bardzo w wyniku diet i pojawiającego się po nich efektu jo-jo. To nie ich wina, to wina diet. Dowiesz się o oficjalnym Kongresie Otyłości w Sztokholmie w 2010 roku, podczas którego oceniono większość dostępnych na rynku europejskim suplementów na odchudzanie i nie znaleziono ŻADNEGO dowodu na to, że którykolwiek z nich działa. W 2013 roku powtórzono to badanie z takim samym rezultatem. A w aptece za rogiem ciągle jest cała półka takich specyfików…
  4.     Żyjemy w świecie zabałaganionym jedzeniem. Nigdy dotąd w historii naszej cywilizacji jedzenie nie było tak łatwo dostępne, tak tanie i tak wszechobecne. Czy możesz sobie przypomnieć choćby jedno wyjście po zakupy do centrum handlowego, gdy nie widziałaś na wystawach jedzenia i jego zapach Cię nie kusił? Czy wyemitowano choćby jeden blok reklamowy bez reklamy jedzenia, i to najczęściej słodyczy albo fast fooda? Prawdziwy zawrót głowy. I Ty w tym wszystkim… Skutki są takie, że obecnie żyjące w USA pokolenie dzieci będzie pierwszym pokoleniem żyjącym krócej niż ich rodzice. Do tej pory każde pokolenie naszej cywilizacji, z wyjątkiem krajów objętych wojnami, żyło dłużej niż pokolenie ich rodziców. Był to skutek wzrostu poziomu higieny życia i postępu medycyny. Dzisiejsze amerykańskie dzieci umrą młodziej niż ich rodzicie nie z powodu zatrucia środowiska, chemii w otoczeniu, pożywienia GMO, grypy, AIDS czy raka, a tylko i wyłącznie z powodu epidemii otyłości. Wiem, że teraz dookoła nas w Polsce jest sporo osób, które mają nieporównywalnie większą nadwagę, niż ja kilka lat temu. Czy wiesz, że… ponad miliard osób na świecie jest obecnie otyłych lub ma nadwagę… Dla pocieszenia można sobie w telewizji pooglądać amerykańskie czy brytyjskie programy o ludziach z prawdziwym problemem z otyłością olbrzymią, która w naszym kraju występuje naprawdę sporadycznie. Ale nie zmienia to faktu, że nawet (albo aż) 10, 15 czy 20 kg nadwagi już stanowi problem.

         Może już próbowałaś tabletek, specjalnej kawy, szczególnej herbaty, magicznej przyprawy, specyfiku w proszku, saszetki cud i wielu innych specyfików. Ile pieniędzy na to wydałaś? I co? I nic, prawda? Zdarzyło Ci się sięgnąć po coś z Internetu, po coś nie do końca legalnego, albo z niepewnego źródła, bo figura w momencie paniki i zwątpienia była ważniejsza niż zdrowie, niż ryzyko poważnego zachorowania? Jeżeli aż tak daleko się nie posunęłaś to świetnie, ale jeżeli tak się zdarzyło, to mam nadzieję, że po przeczytaniu tej książki już więcej nie będziesz chciała. Po prostu zrozumiesz, że to nie ma sensu.

         Często pewnie myślisz: „Inni mogą jeść, a ja nie. To niesprawiedliwe” . Cóż, spójrz na ulicę. Ci inni, którzy mogą jeść, w znakomitej większości są pulchni. Życie dla nich jest tak samo niesprawiedliwe, jak dla Ciebie. Jest część osób naturalnie szczupłych. Ale wszystkie, naprawdę wszystkie doświadczenia, publikacje i obserwacje potwierdzają, że nie są one szczupłe z żadnego cudownego powodu. Wyjaśnię to w dalszej części. Na razie zapamiętaj, że matematyka jest królową nauk i w żywieniu, i w spalaniu. Wszystko się dodaje i odejmuje bezwzględnie. Nie ma cudów. Wszystko, co robimy, przynosi efekty. Możesz się zoperować, zrobić liposukcję całego ciała, założyć sobie balon do żołądka, zamknąć za kratami. Ale jest mnóstwo, całe tłumy szczupłych, którzy mają takie same organy wewnętrzne i mózgi jak Ty. Ty nie masz żadnego defektu, który ewidentnie należy zoperować. Nie masz innego mózgu. Tylko inaczej sobie go zaprogramowałaś. I jest on non stop bombardowany innymi substancjami znajdującymi się w Twojej krwi, a na pewno w innym stężeniu, niż u szczupłych. A to akurat możesz zmienić. Wykluczając pewne poważne, ale rzadkie choroby i zaburzenia (jeżeli podejrzewasz u siebie zaburzenia metaboliczne, koniecznie odwiedź lekarza) wszyscy mamy tak samo. Te same działania przynoszą te same efekty. Co nie oznacza, że każdy ma taki sam metabolizm.

         W naszym świecie-gdzie jedzenie jest tak łatwo osiągalne, a zarazem tak bezładnie, chaotycznie udostępniane-trwałe i zdrowe utrzymanie szczupłej sylwetki wymaga podjęcia konkretnych działań. Powiesz: „...ale ja nie dam rady, bo jestem uzależniona od ciastek i nie mam silnej woli, daj spokój, już zawsze taka będę…” Dasz radę, bo to nie ma nic wspólnego z silną wolą. Trzeba tylko wiedzieć, jak. I tu się tego dowiesz. Zaczynajmy zatem!

 

Asystent Równowagi >>


  • Spirala w dół - nałogi dietetyczne

             

     

    Zrozumienie mechanizmu spirali narastającego rozchwiania równowagi metabolicznej jest kluczowe dla Twojej figury i kondycji odchudzania. Trzeba to wiedzieć, ale nie powierzchownie, tak, jak uczymy się definicji na egzamin i 5 minut po egzaminie nic nie pamiętamy. Musimy to wiedzieć tak bardzo, jak znamy swoje imię, jak wiemy, gdzie mamy głowę, a gdzie rękę. Musimy to zrozumieć organicznie, całą sobą. A potem wystarczy sobie to uświadomić i zobaczyć oczyma wyobraźni kilka razy dziennie, w różnych sytuacjach. Zajmie to za każdym razem zaledwie ułamek sekundy. I tyle. Reszta to będą skutki uboczne. Cudowne skutki uboczne.

              Nie traktuję Cię jak mojego Klienta, Pacjenta, Osoby otyłej, Osoby o psychice otyłego. Traktuję Cię jak pełnowartościowego CZŁOWIEKA, bo przecież nim jesteś. To nie jest artykuł tłumaczący, że nadwaga jest wynikiem problemów życiowych i że trzeba najpierw zrobić porządek z tymi problemami, a nadwaga zniknie. To nie jest zachęta do gruntownej psychoterapii, autoanalizy, autohipnozy, przeprogramowania neurolingwistycznego. Też nie jest to publikacja medyczna, która wytłumaczy, ile i dlaczego należy czy nie należy spożywać tłuszczu w przypadku nadciśnienia.

             To nie jest instrukcja katorżniczych ćwiczeń fizycznych, albo po prostu ćwiczeń odchudzających, na które nie jesteś gotowa/y. To jest prosty poradnik mówiący o tym, że można wyjść ze spirali rozchwianego metabolizmu i rosnącej nadwagi, że wpływu jedzenia na nasz mózg możemy użyć na naszą korzyść i że łatwo się przeprogramować by schudnąć. A jak wejść na spiralę prowadzącą w górę? Jak dojść do równowagi między tym, co krąży w Twojej krwi, tym, jakie to przesyła sygnały do Twojego mózgu a tym, co z tymi sygnałami robisz? I w efekcie co robisz ze swoim ciałem? Odkryłam ten mechanizm. Jest on subtelny. Dla Ciebie będzie pewnie miał kilka innych niuansów niż dla mnie, czy dla Twojej koleżanki, ale to są szczegóły. Podstawy są te same i w dodatku są proste. Nie musisz być lekarzem, naukowcem ani psychologiem, żeby je zrozumieć. Właściwie to zastanawia mnie, dlaczego nie jest to przedmiotem nauczania w późniejszych klasach szkoły podstawowej, takie to proste. Ale po kolei.

              Zacznijmy od tego, na czym polega dyskomfort w przypadku rozchwianej równowagi między substancjami krążącymi w Twojej krwi i tym jak one na Ciebie wpływają, a Twoimi oczekiwaniami wobec samej siebie. Należy zrozumieć, ale NAPRAWDĘ ZROZUMIEĆ, pojąć do szpiku kości, jak pewne mechanizmy działają, co spowodowało, że znaleźliśmy się na SPIRALI W DÓŁ. Musimy wyeliminować przyczyny(ę) tycia, zanim rozpoczniemy proces odchudzania. I to jest możliwe.

             Wyobraź sobie taką scenkę: siedzę w restauracji na babskiej kolacji z koleżankami. Przy stoliku obok widzę szczupłą dziewczynę. Chyba wcale nie jest ode mnie młodsza. Je powoli. Jedzenie ewidentnie jej nie obchodzi. A ja jem szybko, jakby ktoś miał mi zaraz wszystko zabrać. I już myślę o tym, że moja porcja nie jest taka duża, jak bym chciała, że zaraz się skończy, a moje ciało i głowa będą chciały jeszcze, ja będę chciała jeszcze. A przy ludziach nie wypada się napychać... (szczególnie frytek mogłoby być więcej...). I to moje myślenie razem z moim łapczywym jedzeniem, razem z tą bezczelną laską, co to nie dba o talerz, powodują, że czuję się gorsza, słaba, kiepska, innej kategorii. Ona to laska, ja to baba. Ona to człowiek wolny. Zajmują ją ważniejsze rzeczy niż fizjologia. Flirtuje z tym facetem, poprawia sobie włosy, zakłada nogę na nogę (ma tak szczupłe nogi, że jedna na drugiej leży płasko).

             A ja żyję w świecie fizjologii. Obżeram się, bo nie mogę przestać. Nie założę nogi na nogę, bo ta górna będzie mi idiotycznie sterczeć w bok. Jak się objem jeszcze bardziej (a tak będzie), to będę miała wzdęty brzuch i będę się czuła jeszcze gorsza i grubsza niż jestem teraz. Potem czeka mnie wizyta w toalecie, dość nieprzyjemna, bo organizm oczywiście nie radzi sobie z takimi ilościami. Wszystko to wiem. Ale teraz i tak MUSZĘ jeść to, co przede mną na talerzu. Nawet nie wiem, czy to jeszcze jest przyjemność dla podniebienia, czy dla przełyku. Jakaś tam przyjemność jest, ale w tym zapamiętaniu już nawet nie zwracam na nią uwagi. I ten ciężar w żołądku i w jelitach, też nieprzyjemny, ale teraz jestem zbyt zatracona, aby go zauważyć. Od tego wszystkiego aż się spociłam i zasapałam. Przez to jeszcze bardziej czuję, że rządzi mną fizjologia. I czuję się jeszcze gorzej. I mam wyrzuty sumienia.

             A ta laska cały czas taka spokojna, ciągle ma jeszcze pełen talerz. I na pewno się nie spociła ani nie zasapała. Nienawidzę jej. Zazdroszczę jej. O, nawet na chwilę odsunęła talerz na drugi koniec stołu, żeby temu facetowi coś napisać na serwetce. Odsunąć taką przyjemność od siebie? Głupia. Ten kawałek kurczaka w jej sałatce wygląda ubogo, ale pewnie byłby całkiem smaczny. Na pewno nie tak smaczny jak mój kotlet w panierce (panierkę pamiętam jeszcze z dzieciństwa, mama zawsze tak robiła), no ale ten już się skończył. Był zdecydowanie za mały. Mama dawała w domu większe, albo dwa. No, nareszcie deser......... Opis obłędu? Przesada? Zbyt realistyczne? Nałóg? Powinnam się leczyć? Mnie to nie dotyczy? Nie do tego stopnia? Pewnie na wszystkie te pytania odpowiedź mniej lub bardziej brzmi – tak. To JEST przerysowany obrazek.

             Ale szczerze, z ręką na sercu (zakładając, że skoro to czytasz, to MASZ jakiś problem z jedzeniem), nie widzisz choćby jakichś elementów czasami pojawiających się u Ciebie? Nie tak często? Na chwilę? (I ta chwila na przykład kosztuje 300 pustych kalorii.) Do jakiegoś stopnia? Tak jakby COŚ Tobą rządziło. Nie jesteś Panią czy Panem swoich wyborów.

             Przez 20 lat próbowałam prawie wszystkich możliwych diet, suplementów, porad. Czasem działało, czasem nie, ale zawsze potem tyłam z powrotem. W końcu postanowiłam temat zgłębić.  COŚ każe Ci wkładać ten kolejny kęs do ust. Nie chcesz, ale musisz. COŚ Tobą rządzi... Co to jest to COŚ? Przeczytałam chyba wszystkie dostępne w Polsce publikacje, skończyłam studia podyplomowe z psychodietetyki i w końcu szczerze spojrzałam na siebie z boku. Obserwowałam siebie przez wiele miesięcy, a właściwie to kilka lat. I doszłam do wniosku, że praktycznie w każdej diecie jest ziarnko prawdy. Ale nie działają, bo są jednostronne. Jedni każą jeść tylko kapustę, inni tylko mięso i nabiał, jeszcze inni twierdzą, że bez psychoterapii nie ma szans, albo wymagają przyznania się do bycia jedzenioholikiem. Ktoś każe wyeliminować cukier, bo insulina, a inny przestawić się tylko na jedzenie eko z masą kiełków, I tak dalej. Wspaniale, że każdy z nich ma trochę racji i od każdego można się wiele nauczyć. Ale człowiek to złożony mechanizm i same kiełki (jakkolwiek super) czy dieta nisko węglowodanowa nie pomogą nam opanować się przed sięgnięciem po pączka w dniu chandry albo PMSa1. Gdyby to było takie proste, to każdy by już miał to załatwione. Ok, dosyć o tym, czym to COŚ nie jest. Teraz czym to COŚ jest. To, co nas pcha do niepohamowanego jedzenia, od którego tyjemy, to stan rozchwiania metabolicznego.

  • Stan rozchwiania metabolicznego

              Metabolizm to całokształt reakcji chemicznych i związanych z nimi przemian energii zachodzących w żywych komórkach, stanowiący podstawę wszelkich zjawisk biologicznych. Procesy te pozwalają komórce na wzrost i rozmnażanie, na zarządzanie swoją strukturą wewnętrzną oraz na odpowiadanie na bodźce zewnętrzne. Tyle z definicji. Ja chciałabym zgłębić kwestię sprzężenia tych reakcji chemicznych w komórkach z bodźcami, jakie one wysyłają do naszego mózgu i z ich efektami w zakresie naszych zachowań w kuchni, w sklepie spożywczym, przy lodówce czy w restauracji. Krótko mówiąc i nieco sprawę upraszczając, metabolizm to spalanie pożywienia i dostarczanie energii bądź magazynowanie zapasów przez nasze komórki. Ale sposób, w jaki się to dzieje, bezpośrednio wpływa na nasz mózg. Pewne substancje chemiczne związane z procesami metabolicznymi powodują w naszych ośrodkach sytości stan nasycenia, inne nie. Kolejne zaspokajają nasz ośrodek głodu albo wręcz przeciwnie - podowują, że jesteśmy ciągle głodni. I tak dalej. Bardzo skomplikowany i subtelny mechanizm. Nawet nie spróbuję go rozwikłać teoretycznie. Skupię się tylko na pewnej grupie czynników, o których wiem ze swojego osobistego doświadczenia, że działają w taki sposób, że ośrodek sytości ma się świetnie, a ośrodek głodu jest zaspokojony i tym samym rozpoczynamy odchudzanie. Ale najpierw jeszcze trochę o samym metabolizmie.

    STAN ROZCHWIANIA METABOLICZNEGO

    Nasz metabolizm różni się w zależności od wielu czynników, nie sposób ich wszystkich określić. Niektóre z nich to:

    - płeć

    - wiek i waga

    - aktywność fizyczna

    - temperatura ciała i otoczenia

    - temperatura zjadanego pożywienia

    - hormony i stres

    - podświadome sygnały z mózgu

    - bakterie w jelitach

    - tendencja do zaparć lub obstrukcji

    - ilość tkanki mięśniowej

    - i wiele innych.

             Czy wiesz, że… nadmiernie rozrośnięta tkanka tłuszczowa staje się gruczołem produkującym hormony hamujące wrażliwość na insulinę i działające jak hormony żeńskie… dlatego otyli mężczyźni mają częściej problem z płodnością…

             Uznaje się, że średnie tempo podstawowej przemiany materii u dorosłego człowieka to 1 kcal na 1 kg masy ciała zużyta w ciągu 1 godziny. To jest to, co zużywasz na obsługę swojego ciała, bez uwzględnienia żadnej aktywności fizycznej, czy umysłowej. Jeżeli ważysz 80 kg to na te podstawowe funkcje zużyjesz w ciągu doby niecałe 2000 kcal. Do tego lekki wysiłek umysłowy i trochę ruchu, choćby tylko spacer i krzątanie się po domu i 2500 kcal daje Ci bilans 0, czyli ani nie tyjesz, ani nie chudniesz. Jednak wymienione czynniki wpływające na metabolizm mogą to zapotrzebowanie podnieść, a niestety częściej obniżyć nawet blisko o połowę! Oznacza to, że Twoja koleżanka ważąca tyle co Ty, ale z wysokim poziomem metabolizmu, spali 2500 kcal, a Ty, z obniżonym, tylko 1800 kcal, podejmując dokładnie te same aktywności. Ale może być też odwrotnie, a ona jest od Ciebie chudsza, bo Ty po prostu dużo więcej i bardziej kalorycznie jesz.

             Może, gdyby zbadać u Ciebie poziom greliny1 , leptyny 2, hormonów tarczycy i dziesięciu innych, to okaże się, że masz któregoś za mało albo za dużo. Ale raczej takie badanie i jeden zastrzyk nie rozwiążą problemu, ponieważ jest on dużo bardziej złożony. Na ten temat napisano dziesiątki doktoratów na całym świecie. Patrząc na ich wpływ na obniżenie wagi nowoczesnych społeczeństw, efekt jest chyba słaby.... Nie zajmujmy się zatem tym zagadnieniem w zbyt dużym stopniu. Popatrzmy, jak proste metody mogą dać wymierne efekty. Mnie dały. I nie muszę liczyć kalorii. Stosując proste triki, myślę, że doprowadziłam u siebie tempo podstawowej przemiany materii bliżej 1kcal/1kg/1h niż połowy tej wartości. A ponadto wiem jak, dlaczego i po jakich pokarmach jestem ponownie szybko głodna, a jakie działają na korzyść mojej sylwetki. Czyli wiem, jak zjedzone kalorie generują

    chęć pochłaniania kolejnych kalorii. W stanie rozchwiania metabolicznego natomiast pewne czynniki zostają  pozostawione same sobie i w efekcie nasza forma się pogarsza.

     

              Mechanizm prowadzący do rozchwiania metabolicznego w skrócie polega na tym, że:

     

             1. Hormon wytwarzany gównie przez żołądek, dający sygnały o głodzie, komórki wytwarzające go często są usuwane podczas operacji zmniejszenia żołądka, co powoduje nie tylko redukcję możliwości przyjmowania pokarmu, ale również mniejsze „ssanie w dołku”.

     

    1. 2.   Hormon wytwarzany przez komórki tłuszczowe, im komórek więcej, tym poziom leptyny we krwi większy i silniejszy sygnał, żeby nie jeść; z nieznanych przyczyn u osób otyłych ten mechanizm zawodzi i mózg nie reaguje na wysoki poziom leptyny. Nasz mózg nie przeszedł ewolucji dostosowującej instynkt łowcy i zbieracza do pełnych półek w hipermarkecie i do lodówek na wyciągnięcie dłoni. Gdyby tę ewolucję przeszedł, odczuwalibyśmy głód, albo to, co interpretujemy jako głód, znacznie rzadziej.

     

    1. 3.     Nasze komórki tłuszczowe również nie przeszły ewolucji w zakresie zrozumienia, że głód nam nie grozi i że 14-dniowa dieta to nie czas suszy, więc nie ma potrzeby magazynowania. Dlatego po dietach cud poziom metabolizmu obniża się i efekt jo-jo murowany: 100 kcal zjedzone przed taką dietą skutkuje mniejszą ilością odłożonego tłuszczu, niż te same 100 kcal zjedzone bezpośrednio po zakończeniu diety. Wróćmy na chwilę do epoki mamutów. Wtedy jedzenie oczywiście nie leżało na wyciągnięcie ręki na półkach sklepowych i człowiek musiał się wiele natrudzić, aby je zdobyć. Mimo tych wysiłków wielokrotnie przychodziły okresy głodu. Po prostu nie było nic do jedzenia. Dziś niewyobrażalne…. I wtedy organizm naszego człowieka z epoki lodowcowej musiał przejść niejako w stan hibernacji. Musiał niesłychanie obniżyć swoje tempo wydatkowania energii, aby po prostu przeżyć. Gdyby tego tempa nie obniżył, umarłby z wyczerpania i z głodu. Organizm człowieka potrafił obniżyć poziom metabolizmu nawet o 40%. Większość z nas nawet nie podejrzewa, że jest to możliwe w aż takim stopniu. A umiejętność ta pozostała w nas do dzisiaj. Dzisiaj my wpadamy w stan hibernacji, będąc na diecie. Nasz organizm dostaje informację: „głód, przestawiamy się na przetrwanie”. W praktyce oznacza to, że jeżeli przed dietą mogłaś zjeść jednego kotleta i nie przytyć, to po diecie będziesz mogła zjeść już tylko nieco ponad pół kotleta, żeby nie przytyć. A po zakończeniu diety najczęściej wracamy do ilości sprzed diety, mimo że powinniśmy na dobrą sprawę jeść połowę. Czy często słyszałaś od koleżanki: „Jem tyle, co zawsze, ale jakoś zaczęłam tyć. Chyba muszę iść do lekarza. Może to tarczyca?” W niektórych przypadkach będzie to rzeczywiście tarczyca, ale w znakomitej większości to właśnie zakończona dieta i opisany powyżej psychologiczny i fizyczny efekt jo-jo.

             Ważna rola w nasilającej się epidemii nadwagi przypada też przemysłowi spożywczemu. Przemysł spożywczy w drugiej połowie ubiegłego wieku przeszedł rewolucję. Rewolucję w kierunku dla niego naturalnym, wiodącym do potencjalnej maksymalizacji zysków. Uznano, że paliwo w najczystszej postaci – czytaj: tłuszcz, biały cukier i biała mąka – będą kupowane i konsumowane najchętniej. To te składniki, o które walczyli nasi prehistoryczni przodkowie, bo to najszybsze źródła energii, więc rzucimy się na nie najprędzej. Sałata tego nie daje. Hamburger i frytki tak. Wybór zgodny z instynktem. Naturalna (brzmi to przewrotnie w tym kontekście) konsekwencja korzystania z tych dobrodziejstw przemysłu spożywczego w kombinacji z poprzednimi punktami to nadwaga z jednocześnie niskim poziomem endorfin, czyli hormonu szczęścia. Dlaczego? Nasi praprzodkowie musieli się nieźle natrudzić, żeby zdobyć ów tłuszcz i cukier. Musieli nabiegać się za dziczyzną, następnie ją oprawić, a zebranie koszyczka jagód wymagało wielu godzin schylania się. Jest już wiedzą ogólnie dostępną, że ruch podnosi poziom endorfin. Bez biegania za zwierzem czy schylania się po jagody hormony szczęścia u nas, kanapowców, są na dużo niższym poziomie niż u naszych protoplastów. Dlatego mamy chandry, PMSy i złe dni. No to pocieszamy się tłuszczem i cukrem. Uwaga! To początek spirali w dół. Kolejna „naturalna” konsekwencja to niedożywienie jakościowe, czyli znaczące braki w zakresie mikroelementów i witamin. To paradoksalne, ale założę się, że pomimo nadwagi twoje ciało jest niedożywione!

             Pomimo nadwagi TWOJE CIAŁO JEST NIEDOŻYWIONE  Dlatego tym uporczywiej myślisz o tłustym, słodkim i słonym jedzeniu. Dlatego, będąc w takim stanie na diecie, najchętniej byłabyś na trzech dietach naraz, bo jedną trudno się najeść. Dla naszych praprzodków cukier z trzciny owszem, był tak samo słodki jak dzisiaj, ale ich zęby i trzewia musiały sobie poradzić z dużą ilością błonnika otaczającego ten cukier. Ta walka z błonnikiem wymagała spalenia wielu kalorii. W dodatku w okolicach owego błonnika było mnóstwo mikroelementów, soli mineralnych i witamin. Trzcina rosła na glebie bogatej w sole mineralne i była zraszana czystym deszczem. I taka była też ona sama – bogata i czysta. Dzisiejszy hamburger z krowy karmionej jałową paszą i masą antybiotyków oraz z bułki upieczonej ze zmodyfikowanej pszenicy rosnącej na jałowej glebie ze sztucznym nawozem ani nie jest bogaty, ani czysty. Jakoś nie ma w nim wszystkich potrzebnych nam składników odżywczych, a te w tabletkach nie chcą się tak łatwo przyswajać. Wiesz, że niektóre suplementy przyswajamy zaledwie w 3%? Tak, to nie jest błąd pisarski, w TRZECH procentach. Dlatego ciągle czujemy ochotę na COŚ, czegoś nam brakuje, ale nie wiemy czego. A brakuje nam jedzenia, pełnego, prawdziwego jedzenia, ze wszystkimi jego dobrodziejstwami. Żadne suplementy w tabletkach tego nie zapewnią. Jest z pewnością mnóstwo mikro-, ultra- i nanoelementów, aktywnych biologicznie związków roślinnych jeszcze nieodkrytych, a niesłychanie dla nas ważnych. Jedząc paprykę, nasiona, kiełki, jabłka i sałatę mamy szanse się na nie natknąć. Jedząc frytki i pączki oraz łykając niskiej jakości tabletki multiwitaminowe – raczej nie. Powiesz: „ale ja nie lubię papryki i sałaty....” Ja też nie lubiłam. Myślałam, że nie lubię. Nasze organizmy mają już dosyć jałowego ekstraktu tłuszczu, cukru i soli uzyskanego z wyjałowionego jedzenia metodami przemysłowymi. Tym właśnie są hamburger i tort czekoladowy. Ale instynkt tego „nie wie”, jest prosty.

             Pamiętasz, człowiek nie przeszedł ewolucji dostosowującej go do aktualnej sytuacji z wyjałowionym jedzeniem na sklepowych półkach. Czegoś brakuje? Instynktownie szukasz tłuszczu i cukru. Dzikie zwierzę nie rzuci się na fiolkę z przeciwutleniaczami i z witaminą E, nie domyśli się, że znajdzie to w sałacie, tylko zapoluje na hamburgera. A każdy z nas jest trochę dzikim zwierzęciem. Na pewno, jeżeli chodzi o instynkt związany z jedzeniem. Niedożywienie i braki ważnych mikroelementów z jednej strony, a nadmiar toksyn i zatrzymana woda z drugiej. Wszystkie przemysłowe dodatki, polepszacze smaku, konserwanty, stabilizatory, barwniki służą temu, żebyś jeszcze chętniej sięgnęła po wyjałowiony substytut prawdziwego pożywienia. W efekcie jesteś niedożywiona, ale i podtruta. O wpływie na zdrowie wszystkich tych substancji można by rozprawiać bez końca.

              Powiem tylko ze swojego doświadczenia, że od kiedy ograniczyłam zbędne i szkodliwe dodatki (bo całkiem ich wyeliminować we współczesnym świecie się nie da) mam więcej energii, łatwiej wstaje mi się rano i rzadziej się przeziębiam. Dzięki temu łatwiej mi też być na spirali w górę, a nie w dół. Natomiast bezpośredni wpływ wszelkich toksyn na wagę to ZATRZYMANA WODA. Współczesna kombinacja białka, tłuszczu i węglowodanów powoduje naturalną reakcję organizmu – krzyczy, że jest GŁODNY!!!

             Dostępne wagi są już badające nie tylko ciężar ciała, ale również zawartość wody w organizmie. Badanie jest proste. Gołymi stopami stajemy na wadze elektronicznej z taką opcją i urządzenie metodą bioimpedancji mierzy przepływ prądu. Część gabinetów dietetycznych już jest wyposażona w takie wagi, a można też kupić, wcale nie tak drogo, własną. Co się okazuje? Sama, kiedy miałam jeszcze kilka kilo do zrzucenia, miałam trzy razy więcej zbędnej wody niż zbędnego tłuszczu. Jak to możliwe? Przypomnij sobie, jak się czujesz dzień po spożyciu alkoholu w lekkim nadmiarze. W ustach sucho, a twarz opuchnięta. Jesteś odwodniona, ale masz za dużo zatrzymanej wody. To jak z wodą na Saharze. Jest jej tam mnóstwo, ale jest ukryta pod ziemią. Ty, w stanie lekkiego zatrucia, masz nadmiar wody zatrzymanej. Pierwszymi objawami będą ból głowy i lekkie opuchnięcie. Może wcale nie masz migreny? Innej między komórkami (stąd opuchlizna) i stanowczy jej niedobór w samych komórkach (stąd suchość w ustach). Tak samo, może w mniejszym stopniu, możesz czuć się nie tylko po alkoholu, ale na co dzień, z powodu nadmiaru innych toksyn. Również rozchwiane hormony działają podobnie. Dlatego kobiety puchną przed miesiączką. Generalnie zatrzymana woda jest bardziej problemem kobiet, choć nie tylko. Z tego też powodu na początku każdej diety występuje taki gwałtowny spadek wagi. Mniej jedzenia, mniej toksyn, woda się uwalnia. A kiedy kończysz lub przerywasz restrykcyjną dietę i pozwalasz sobie na ucztę, następnego dnia ważysz 2 kg więcej. To nie tylko dodatkowe jedzenie w jelitach, przecież nie zjadłaś 2 kg steka z frytkami. Nie jest to też dodatkowe sadełko, przecież nie zjadłaś 14000 kcal, choćby uczta była największa. To zatrzymana woda.

             Następna kwestia to insulina. Pisząc to, zajadam świeżą paprykę, ser feta i piję białe wino. Kiedyś o tej godzinie, a jest 17:00, obowiązkowo byłyby kawa i ciacho. O tej godzinie zawsze miałam spadek energii i niepohamowany, dziki ciąg i głód na białe (a jeszcze lepiej czekoladowe) węglowodany. Ale teraz, mówię serio, ta papryka jest słodka. Jak cukier. Cukier natomiast stał się obrzydliwie słodki. Aż niesmaczny. Ciężko uwierzyć? Mam ten sam mózg i te same kubki smakowe, co kilka lat temu. Już po zaledwie kilku tygodniach na mojej nowej drodze tak ustabilizowałam sobie insulinę. Nie biorę żadnych „prochów”, nie przeszłam żadnych zabiegów przeszczepu ośrodków w mózgu. Kiedyś miałam rozchwiany poziom insuliny, stan przedcukrzycowy. Taki stan, niezdiagnozowany, ma w Polsce kilka milionów osób. Jeżeli miewasz niepohamowaną chęć na słodkie, jesteś najprawdopodobniej jedną z nich. U takich osób często jedzony rafinowany cukier dostaje się do krwi błyskawicznie i natychmiast powoduje wzmożoną produkcję insuliny przez trzustkę. To ochrona przed nadmiarem cukru we krwi. Wysoki poziom insuliny powoduje, że glukoza (do której w końcu zostaje rozłożony każdy cukier) jest szybciej metabolizowana i zamieniana na energię albo magazynowana w komórkach tłuszczowych właśnie w postaci tłuszczu. Im więcej insuliny, tym łatwiej zamienić glukozę w sadełko na biodrach. Im szybszy wzrost poziomu glukozy we krwi, tym szybszy wzrost poziomu insuliny. Im tej insuliny więcej, tym szybciej glukoza jest zneutralizowana. Po chwili we krwi mamy niski poziom glukozy, ale poziom insuliny opada wolniej, cały czas działając na glukozę. Po kolejnej chwili glukozy jest już naprawdę niewiele i w tym momencie czujesz dołek energetyczny i znowu ochotę na coś słodkiego. To nie Twoja słaba wola, tylko masz za niski poziom cukru we krwi. Naturalnie, instynktownie chcesz go podnieść do właściwego poziomu. Organizm nie pamięta, że godzinę temu właśnie zjadłaś pączka i wypiłaś kawę z cukrem, a wszystkie kalorie z tej uczty już wylądowały w komórkach tłuszczowych. To, co interesuje Twój mózg w tej chwili, to za niski poziom cukru we krwi. Te właśnie sygnały biochemiczne z krwi bombardują Twój mózg. A gdybyś godzinę temu zamiast pączka i cukru w kawie zjadła ciastko owsiane i popiła

    kawą bez cukru, glukoza z tejże uczty uwalniałaby się powoli (najpierw system trawienny musi dać sobie radę z dużą ilością błonnika dookoła skrobi w płatkach owsianych). To powodowałoby powolny wzrost poziomu insuliny. I glukoza, i insulina następnie opadałyby powoli, razem, w harmonii. Cukier nie osiągnąłby tak niskiego poziomu i nie miałabyś dzikiego napadu głodu. A z czasem to zjawisko rozchwiania narasta. Skrajnym przypadkiem są osoby, które mówią o sobie, że przestały panować nad jedzeniem, nad swoim ciałem i cały czas tyją. Często w zastraszającym tempie. Super, jeśli to Ciebie nie dotyczy, ale czasem granica jest cienka, czasem możesz nie chcieć sobie tego uświadomić albo do tego przyznać, a czasem to jest ten sam proces, tylko powolny. Ale nawet powolny, po roku, dwóch, trzech, daje ekstra 5, 10, 15 kg nadwagi. Pozostaje jeszcze nie mniej istotne białko. Wyjątek stanowili może Eskimosi, którzy pałaszowali bardzo otłuszczone zwierzęta, ale było to uzasadnione przez ekstremalnie niskie temperatury. Wszyscy żyjący w klimacie umiarkowanym, jeśli upolowali dziczyznę (która nota bene nie miała za wiele tłuszczu), zjadali tłuszcz w niej zawarty Nasi praprzodkowie nie mieli możliwości zjedzenia tłuszczu bez białka. z całą górą białka, czyli po prostu wysokiej jakości mięsa. Dzisiaj jemy kiełbaski wyprodukowane ze zwierząt sztucznie tuczonych i specjalnie otłuszczanych. Proporcja białka do tłuszczu zmieniła się zastraszająco. Generalnie jemy za mało białka, a za dużo tłuszczu i węglowodanów. Białko to niesłychanie istotny składnik pożywienia. Z niego składa się większość ważnych organów naszego ciała. Mózg, mięśnie – wszystko to białko. Niedobór białka to zagrożenie życia! A głód to trauma. Mój dziadek przeżył obóz koncentracyjny i po wojnie już zawsze, do końca życia, kilka razy dziennie musiał podejść, a raczej podbiec, do lodówki i sprawdzić, czy jest pełna, odetchnąć z ulgą i dopiero wtedy mógł spokojnie usiąść. Dla niego głód był traumą. My oczywiście nie doświadczamy teraz takich makabrycznych sytuacji, ale głodzenie się na diecie restrykcyjnej jest namiastką takiego doświadczenia. Nie róbmy sobie takiej krzywdy. Głodówka oczyszczająca, do której przygotujesz się odpowiednio psychicznie i zrobisz ją w zgodzie ze sobą jest czymś zupełnie innym. Zwykłe diety restrykcyjne lub głodówki, do których się zmuszasz, to działanie wbrew sobie, skazane na porażkę. To nie brzmi, jakby miało zbyt wiele wspólnego z silną wolą... To jest właśnie Twój stan rozchwiania metabolicznego, Twoja spirala w dół (a w sensie wagi – w górę).

             Reasumując, w stanie rozchwianego metabolizmu jesteś:

    • przejedzona w sensie objętości i kalorii,

    • z nadwagą wynikającą z nadmiaru sadełka oraz wody,

    • z niskim poziomem metabolizmu z powodu niezliczonych

    diet i poranków na samej kawie,

    • niedożywiona w mikroelementy i witaminy,

    • z niedoborem białka,

    • w kiepskim nastroju i z niską energią,

    • na narkotycznym wręcz głodzie cukru i/albo tłuszczu.

    A wygląda to mniej więcej jak poniżej. Czytaj ten obrazek z góry do dołu, bo to spirala w dół, niestety. Zła wiadomość jest taka, że, choćbyś miała najsilniejszą wolę, nie utrzymasz figury, będąc w stanie rozchwiania metabolicznego i na spirali w dół. Instynkt jest silniejszy. Twój organizm walczy o przetrwanie, tak jak on to rozumie. A w dodatku musisz dawać sobie z tym radę w międzyczasie, między pracą, dziećmi, gotowaniem, sprzątaniem, dokształcaniem się, wakacjami, wywiadówką i wizytą u fryzjera, obiadem u teściów, problemami z rodzicami, bolesną miesiączką, nieprzyjemną menopauzą, grypą, rozwodem, ślubem syna i tak dalej.... Jedzenie nie jest priorytetem na tej liście. Dlatego tak chętnie przechodzisz na chwilę na jakąś dietę. Daje Ci ona obietnicę schudnięcia i nie musisz się zastanawiać, jak to działa. Niewolniczo stosujesz się do zaleceń, bo są proste. Nie trzeba myśleć i dokonywać wyborów. Statystycznie dokonujesz około 200 wyborów związanych z jedzeniem dziennie!!! Aż boli głowa. Prościej jest na diecie Dukana. Mięso, jajka, twaróg, trochę zieleniny i liczba decyzji spada do 5 na dzień. Ale to jest dieta. Dasz radę tylko na chwilę. Nie wytrzymasz na mięsie i twarogu całe życie. I powiedzmy sobie szczerze, na samą myśl – mdli. Organizm potrzebuje tego, czego potrzebuje i kropka. I nikt, żaden dietetyk ani lekarz nie zna Ciebie tak, jak Ty sama i nie wie do końca, czego Ty naprawdę potrzebujesz. Wiesz to tylko Ty. Wysłuchaj siebie. Dowiesz się, czego naprawdę Twój organizm potrzebuje, jeśli pozwolisz mu mówić. Wsłuchaj się, żeby nie musiał krzyczeć, weź głęboki oddech i usłyszysz go... Nie jest to łatwe. Żyjemy w skomplikowanym świecie, nie tylko przez telewizję, Internet, wolność osobistą czy kryzys, ale też przez te 200 wyborów żywieniowych na dzień, mając tysiące rodzajów jedzenia w zasięgu ręki. Prawdziwy zawrót głowy. A do skomplikowanego obrazka dokładają się jeszcze Nawyki, Okazje i Pocieszacze. Przyjrzyjmy się im.

  • Następna dieta i co dalej?

    I nie mów, że to Ciebie nie dotyczy. Przecież byłaś niemowlęciem... Nauka też potwierdza istnienie tego mechanizmu – zdefiniowano białko, którego zwiększony poziom powoduje zwiększone łaknienie węglowodanów. To neuropeptyd Y. Powstaje on, kiedy mamy we krwi za dużo kortyzolu, czyli hormonu stresu. To taki biologiczno- -chemiczny powrót do dzieciństwa, kiedy mleko (zawierające sporo cukru zwanego laktozą) było lekarstwem na wszystko. I nie bez kozery. Jedzenie to miłość wyssana z mlekiem matki. Dosłownie. W mleku znajduje się tryptofan – aminokwas wykorzystywany przez nasze mózgi do produkcji serotoniny – hormonu szczęścia. Tryptofan to naturalny antydepresant, daje uczucie błogości, senności, uspokaja i koi nerwy. Nasze babcie instynktownie proponowały szklankę mleka wieczorem na dobry sen... Jest wiele poradników, które twierdzą, że trzeba zmienić siebie i swoje życie, żeby schudnąć. Że dieta to nie sposób (tu akurat się zgadzam), że tylko dogłębne poznanie swojego wnętrza i jego transformacja  jest rozwiązaniem (i tu się nie zgadzam). Oczywiście, jeżeli Twoja koleżanka jest otyła, bo cierpi na chroniczną wręcz nieśmiałość, jest introwertyczką, siedzi w domu, boi się wyjść do ludzi, jest samotna i to wszystko „zajada” – to jeśli rozwiąże te wszystkie problemy, najpewniej schudnie. Jeżeli sama jesteś w takim punkcie w swoim życiu i czujesz, że masz siłę, ochotę i wolę, aby się przetransformować, jeżeli stać Cię na dogłębne stanięcie twarzą w twarz ze swoimi www.klubrownowagi.pl 39  KOLEJNA DIETA... I CO DALEJ? demonami, z wpływem Twojego dzieciństwa, rodziców, może jakiejś traumy, to super. Gratuluję i podziwiam. Zrób to. Będzie to pewnie długi proces psychoterapeutyczny, ale zrobisz porządek ze swoim życiem, a przy okazji, jako efekt uboczny, gwarantuję, schudniesz. ALE co, jeśli nie jesteś na to gotowa? Albo wydaje Ci się, że nie ma nad czym pracować, albo po prostu nie interesuje Cię to. Ty tylko i po prostu chcesz schudnąć. Czy już zawsze masz być gruba i łapczywie, nieopanowanie głodna? Dlaczego naokoło nas jest tak wiele szczupłych osób, które ewidentnie i z pewnością nie mają idealnie poukładanego życia, mają naprawdę sporo problemów? Na pewno masz koleżankę albo ciotkę, która ma takie problemy emocjonalne, że absolutnie jej nie zazdrościsz, a skubana jest chuda jak patyk. No dobra, ta to pali na potęgę, a tamta ma trzech kochanków. Ale pomyśl jeszcze raz. Na pewno znasz jakąś osobę, która swoich problemów nie rozwiązuje paleniem, ani ŻADNYM nałogiem. Jedzeniem też nie. To w czym sęk? Odpowiada na to Metoda Równowagi Metabolicznej KOLEJNA DIETA... I CO DALEJ? A teraz podsumujmy: Wiesz już, że podstawowe problemy, które nakładają się na siebie i powodują rozchwianie metaboliczne, to:

    • niedożywienie w mikroelementy, witaminy i inne odżywcze składniki

    • niedobór białka, a nadmiar cukru i tłuszczu

    • toksyny i zatrzymana woda

    • szalejące insulina i glukoza we krwi

    • niski poziom endorfin

    • nawyki, okazje i pocieszacze.

    To wszystko działa na Twoją niekorzyść. Ale,

    ZNAJDŹ SWÓJ AKTYWATOR

    Zacznij od impulsu do zmiany. Może jesteś tak zaawansowana w pracy nad sobą, że nie będziesz potrzebować aktywatora. Jeżeli tak jest, będziesz to wiedziała. Przejdź wówczas bezpośrednio do Metody Równowagi. W przeciwnym razie wymyśl dla siebie coś niecodziennego i symbolicznego, co będzie Twoim wielkim startem. Niech to nie będzie kolejny poniedziałek, bo zawsze diety zaczynałaś od poniedziałku. Koniec  z banałami, które nie działają. Niech to będzie związane z Twoją urodą, z dbaniem o siebie, ze zdrowiem albo z dobrym samopoczuciem. Niech to będzie coś, o czym będziesz długo pamiętać albo coś, czym będziesz mogła się komuś pochwalić. Na przykład: • zapisz się i idź na aerobik albo na siłownię

    • umów się z koleżanką, która tak samo planuje schudnąć, na szczerą rozmowę i razem ustalcie, że to jest wasza godzina ZERO

    • zmień fryzurę

    • idź do gabinetu piękności na masaż

    • kup sobie nowy ciuch (pasujący, ale na wdechu)

    • idź sama na długi spacer z przemyśleniami, może z notatkami

    • wyjedź na weekend

    • zważ się, zanotuj wynik wielkimi literami na dużej kartce i powieś

    na lodówce

    • łyknij wieczorem delikatne ziołowe tabletki przeczyszczające (jeżeli

    nie ma przeciwwskazań), od jutra czuj się lekko i chciej utrzymać

    to poczucie

    • zrób sobie zdjęcie całej sylwetki i włóż je do portfela

    • urządź sobie wieczór (nieważne czy z partnerem, czy bez) z winem

    i świecami

    • zjedz coś wykwintnego

    • zrób zakupy w sklepie ekologicznym

    • kup sobie jakieś kosmetyki

    • zrób permanentny makijaż

    • wywal z szafy wszystkie „babciowe” ciuchy

    • coś innego odlotowego.

    Od tego momentu startujesz. Nie od jutra, nie od poniedziałku.

    TERAZ!

  • Myśli różne

    Mam dla Ciebie garść drobiazgów – przemyśleń, ciekawostek, migawek z codziennego życia. Może pomogą Ci w chwilach zawahania? Może dadzą Ci dodatkową inspirację?

             Czy wiesz, że… badania potwierdzają, że rafinowany cukier i oczyszczona mąka
    w kombinacji z dużą ilością  tłuszczu działają na mózg w sposób podobny do narkotyków…?

             Czy wiesz, że… nadmiernie rozrośnięta tkanka tłuszczowa staje się gruczołem produkującym hormony hamujące wrażliwość na insulinę i działające jak hormony żeńskie… dlatego otyli mężczyźni mają częściej problem z płodnością…

             Czy wiesz, że… zjedzenie śniadania podwyższa poziom metabolizmu na cały dzień. Jedząc śniadania, możemy przez cały dzień „bezkarnie” zjeść więcej...

             Czy wiesz, że… napoje zawierające kofeinę, jak kawa czy cola, powodują tak silne odwodnienie, że tych napojów nie powinnaś w ogóle liczyć do bilansu płynów. Pijąc dużo kawy, a za to mało wody czy herbat ziołowych, możesz być w stanie ciągłego odwodnienia. Pierwszymi objawami będą ból głowy i lekkie opuchnięcie. Może wcale nie masz migreny?

             Czy wiesz, że… w Polsce jest tylko 50 tysięcy osób z genetyczną cukrzycą typu 1. Natomiast cukrzyków typu 2, w większości chorych z powodu nadwagi, jest aż 3 miliony. Kolejne 3 miliony o tym nie wie. Prawdopodobnie kolejne 3–6 milionów ma stan przedcukrzycowy i też o tym nie wie. A wystarczy wrócić do równowagi, aby wyzdrowieć…

             Czy wiesz, że… sztuczne słodziki mają praktycznie zero kalorii. Jednak badania na szczurach potwierdziły, że zwierzęta karmione słodzikami tyły bardziej niż te karmione zwykłym cukrem. Kiedy jemy słodziki, oszukujemy mózg – słodki smak powoduje większą produkcję insuliny, ale we krwi nie ma cukru. Organizm reaguje rozchwianiem i tym bardziej gromadzi tkankę tłuszczową...

             Czy wiesz, że… wystarczy jeść warzywa ugotowane na półtwardo, a makaron wypłukać wodą po ugotowaniu, żeby indeks glikemiczny tych potraw był niższy...

             Czy wiesz, że… jedyne pożywienie, które ma indeks glikemiczny wyższy od 100 (czyli od czystej glukozy) to piwo… IG=110. Nic nie powoduje takiego rozchwiania pracy trzustki, jak właśnie piwo. Stąd „mięsień piwny”, niestety...

             Czy wiesz, że… dr Dukan, autor diety nazwanej przez sąd francuski „żywieniową destrukcją”, otrzymał zakaz wykonywania zawodu lekarza. W Polsce jednak jego system znalazł najwięcej miłośników w całej Europie...

             Czy wiesz, że… około 90% pieniędzy, jakie Amerykanie obecnie wydają na żywność, przypada na żywność technologicznie przetwarzaną. Czy Polacy im dorównają? 

             Czy wiesz, że… osoby otyłe żyją statystycznie 10 lat krócej niż osoby o prawidłowej wadze...

             To, co było, nie istnieje. To, co będzie, nie istnieje. Istnieje tylko to, co jest. Jeżeli czujesz się źle, masz wyrzuty sumienia, bo coś poszło nie tak, bo zjadłaś coś bardzo złego dla siebie, bo doprowadziłaś się do takiego stanu – to przeszłość, to już nie istnieje, nie myśl o tym. To strata czasu. Jeżeli myślisz, że teraz sobie pofolgujesz, bo zaczniesz odchudzanie od poniedziałku – to przyszłość, to jeszcze nie istnieje. Nie myśl o tym. To strata czasu. Istnieje tylko to, co robisz i myślisz teraz, to co wybierasz teraz. Tylko na to masz wpływ. Tylko to może wpłynąć na Twoje życie. Tylko to jest Twoim życiem. *

             Myślisz czasem: „za 10 kg zacznę żyć, zakocham się, znajdę pracę, kupię nowe ubrania…” Przecież Ty żyjesz już teraz. Czy te parę kilo nadmiaru to powód, żeby „jeszcze nie żyć”. Schudniesz, jeśli zaczniesz żyć już teraz. Z tak myślą zapomnisz o „diecie od poniedziałku.”

             Warzywa są pełne smaków. Kiedy tylko oczyścisz swoje kubki smakowe z nadmiaru soli i glutaminianu sodu, pozwolisz, żeby wróciły gdzieś bliżej swojej pierwotnej formy. Tylko kiedy Twoje hormony są w równowadze i nie masz dzikiego głodu na ciastko albo na bułkę, możesz doświadczyć, że papryka jest słodka, cykoria ciekawie gorzkawa, zielona pietruszka przyjemnie kwaśnawa, a kiełki mają orzechowo-czekoladowy posmak. Poczujesz też bogactwo zapachów.

             Nadwaga czy otyłość to nie tylko sadełko tu i tam. Nie mówi się o tym, ale tycie nie jest przyjemne. Sam moment tak zwanego „nieba w gębie” może i owszem. Ale potem kac moralny, wyrzuty sumienia, opuchlizna, nieprzyjemna defekacja, wzdęcia, zadyszka i dopiero po wszystkim – wygląd. Oczywiście nie wspominam nawet o kwestiach zdrowia. Na kaca moralnego można zjeść jeszcze więcej, na wzdęcia i bóle wątroby – wziąć tabletki (reklamy mówią wprost – weź tabletkę i jedz dalej – skandal!), o zadyszce zapomnieć, używając tylko windy i samochodu, ze zdrowiem, a raczej z jego brakiem, pójść do lekarza, a wygląd zatuszować szerokim i szarym ubraniem. Więc nie tylko chcesz lepiej wyglądać. Chcesz zrobić porządek ze wszystkimi tymi sprawami. Dopiero wtedy poczujesz się jak Dama i jak Pani swojego życia.

             Idąc do restauracji, przygotuj się psychicznie. Nie chodzi o nastawienie, że nie będziesz nic jeść. To bzdura. Chodzi o nastawienie, że jesteś Damą, integralną osobą, Panią swoich wyborów. Że czujesz się świeżo i w pewnym sensie dostojnie i elegancko. Nie chodzi o wygląd czy wywyższające zachowanie. Raczej o wewnętrzne poczucie spokoju i bycia właściwą osobą na właściwym miejscu. Poczucie integralności. Utrzymaj to uczucie przez całą imprezę. Osoba, która tak się czuje, nie może „rzucić się” na jedzenie. To sprzeczne.

             Czy jesteś „uzależniona” od jedzenia? I tak, i nie. To nie narkotyk, więc nie. Ale jeżeli jesz w miejsce emocji, traktujesz jedzenie jak Pocieszacz, to trochę tak. Z jedzeniem jest ten problem, że nie można bez niego żyć. To tak, jakby niepijący alkoholik i tak musiał codziennie pić, żeby żyć, a nie z powodu nałogu. Straszne, prawda? Ale może być super, kiedy substancje w Twojej krwi wrócą do równowagi i odzyskasz pełną Równowagę Metaboliczną. Wówczas to pytanie przestanie się w ogóle pojawiać.

             Kobieta z widoczną nadwagą w supermarkecie. Widać, że straciła kontrolę nad sobą. Rozbiegana, niepewna siebie, prawdopodobnie nie czuje się dobrze w swojej skórze. Robi szybko zakupy. Pewnie spieszy się do dzieci w domu. Jej mąż dwie półki obok coś wybiera. Woła do niego „Weź jakieś bułki” i pędzi dalej. Jak długo będą to „jakieś” bułki, tak długo będzie tyła i czuła się źle ze sobą. Chwila oddechu, odnalezienie spokoju i właściwy wybór za każdym razem dadzą poczucie dbania o siebie i o rodzinę, o figurę i o zadowolenie. 5 sekund można na to poświęcić. Wiem, bo też mam dzieci. To nie jest brak czasu. To niewłaściwy wybór bez kontaktu z samym sobą. *****

             Lubię jedzenie, kuchnię i gotowanie. Mając metabolizm w równowadze, nie mam dziwnych ciągot. Mogę spędzać czas w kuchni i nie podjadać. Piekę, gotuję, lubię to. Mam dzieci, rodzinę, mam dla kogo. Od kiedy jestem szczupła, nie wstydzę się spędzać czas w kuchni. Takie krzątanie pozwala mi wyżyć się kulinarnie. To moje małe hobby. Zamiast podjadać, nalewam sobie szklankę wody z cytryną i miętą albo kieliszek wytrawnego wina i sączę podczas gotowania. Jestem w kuchni, jestem szczupła, czuję się dobrze, realizuję się, lubię to, lubię siebie i robię to, co lubię. Gdybym zaczęła podjadać, znielubiłabym kuchnię. Byłoby szkoda.... *****

             Dzisiejsza łatwość komunikacji i transportu daje wprost nieograniczone możliwości kulinarne. Mamy dostęp do składników praktycznie z całego świata. Przepisy na egzotyczne i wykwintne dania są w Internecie, w zasięgu ręki. Ciekawe programy kulinarne w telewizji. Dzisiaj gotowanie to sztuka dla każdego, jak nigdy dotąd. Szkoda byłoby z tego rezygnować i się tym nie cieszyć, bo jesteś na diecie.... Zamiast tradycyjnego schabowego w panierce, ziemniaków i zasmażanych buraków stoi przed nami otworem cały świat doznań i ciekawostek smakowych, potraw, które pachną i wyglądają inspirująco. Możemy nie tylko cieszyć podniebienie, ale i poszerzać horyzonty. Potrawy narodowe mówią o historii kraju, o jego kulturze, charakterze, o jego stylu. Korzystaj z tych możliwości. Wybieraj z nich, co dobre dla Ciebie. Powoli nauczysz się słuchać swojego organizmu. Będziesz wiedziała, co wybrać. Modyfikuj ciekawe i egzotyczne przepisy tak, żeby działały na Twoją korzyść. Nie musisz z niczego rezygnować.

             Nie ucz swoich dzieci, że nie wstaną od stołu, jeżeli nie zjedzą wszystkiego. Wiesz przecież, że to nie jest najlepszy nawyk.

             Czy żywienie Metodą Równowagi Metabolicznej jest drogie? Najważniejsza grupa to DoWOLI. A tam warzywa. Warzywa są bardzo tanie. Najdroższe są mięso, ryby i sery. Faktem jest, że musisz zwiększyć spożycie białka, a więc tych właśnie produktów. Łosoś i stek codziennie? Niekoniecznie. Z powodzeniem możesz jeść, a nawet gorąco polecam, jak najczęściej białko z grupy strączkowych – fasola, groch, soczewica, cieciorka. Będzie tanio jak barszcz.

             Czy wiesz, że w naszych jelitach jest więcej neuronów niż w mózgu? Jest tam ich dużo, dużo więcej, niż wynikałoby z funkcji, jaką one wykonują. Najprawdopodobniej nasze jelita to w pewnym sensie drugi mózg. Nawet powstaje nowa dziedzina nauki – neurogastrologia. Jelita i żołądek są pokryte gęstą siecią komórek nerwowych identycznych
    z komórkami, jakie tworzą korę mózgową. Działają one niezależnie od naszego mózgu. Dlatego przed maturą mamy biegunkę, na pierwszej randce „motyle w brzuchu”, ze stresu ściśnięty żołądek, a podczas kłótni „gul w gardle”. Ten oddzielny system nerwowy porozumiewa się z mózgiem poprzez substancje we krwi. Pozwól im na zdrowe porozumiewanie. Komórki tłuszczowe oprócz magazynowania zapasów energii gromadzą też toksyny. Podczas chudnięcia toksyny z tłuszczu dostają się do krwiobiegu. Zbyt gwałtowny przebieg tego procesu może być bardzo nieprzyjemny. Możesz nawet czuć się osłabiona, czuć, że Ty sama, a szczególnie Twój mocz nieprzyjemnie pachnie, mieć bóle głowy. Unikniesz tego, chudnąc powoli i dużo pijąc. Czyste płyny, szczególnie woda i herbaty ziołowe, poprzez filtrowanie nerek wypłukują toksyny z organizmu.

             Tryptofan, wyssany z mlekiem matki aminokwas potrzebny do syntezy serotoniny, hormonu szczęścia, występuje nie tylko w mleku. Możesz znaleźć go w indyku, w soi, łososiu, grochu, fasoli i w amarantusie. To dobre wiadomości. Węglowodany przyspieszają wychwytywanie tryptofanu z krwi. Węglowodany złożone wychwytują go równomiernie i przez długi czas. Dzięki temu masz długo równomiernie wysoki poziom serotoniny. Don’t worry. Be happy.

             Kiedy już schudniesz 5 kg, a nawet tylko 3 kg, zrób dla siebie coś ekstra. Kup nowy ciuch, zmień fryzurę. Będziesz wyglądać, jakbyś schudła 7–10 kg. Przygotuj się na komplementy

Asystent Równowagi metabolicznej

 

Asystent Równowagi to program komputerowy dostępny przez komputer lub przez telefon komórkowy, który służy poprawie zdrowia osób z nadwagą i otyłych przez podniesienie poziomu wiedzy, umiejętności, motywacji oraz zapewnienie profesjonalnego wsparcia w zakresie osiągnięcia spadku wagi użytkownika (oraz utrzymywaniu właściwej wagi) przy jednoczesnym braku poczucia głodu oraz zapewniając prawidłowe odżywienie organizmu w zgodzie z najnowszymi wytycznymi IZZ i WHO co wpływa na szybkie i skuteczne odchudzanie.
 

Podstawowym zadaniem Asystenta Równowagi jest wsparcie uczestnika Programu Klub Równowagi w realizacji osobistego planu odchudzania i utrzymania właściwej wagi przez stosowanie diety i zdrowego trybu życia. Asystent obejmuje najlepsze zweryfikowane metody odchudzania i działa w spsób cykiczny, (cykl dzienny i tygodniowy) oparty na 7 Krokach, które obejmują takie działania jak:

  1. diagnoza obecnej sytuacji i określenie indywidualnego celu,
  2. tworzenie kompleksowych dzienników żywieniowych zapewniających optymalizację przyjmowanych pokarmów,
  3. zmianę nawyków żywieniowych,
  4. podnoszenie aktywności ruchowej,
  5. automotywację i budowanie pozytywnego obrazu samego siebie,
  6. udział w wydarzeniach grupowych zapewniających wsparcie,
  7. planowanie terminów realizacji zadań i raportowanie wykonania,

a także ustawiczne samokształcenie w zakresie zrównoważoengo odżywiania

Asystent równowagi jest dostępny przez serwis internetowy www.klubrownowagi.pl/asystent-rownowagi, oraz przez aplikacje na urządzenia mobilne. Uczestnik Programu Klub Równowagi korzystający z Asystenta Równowagi ma dostęp do następujących funkcjonalności:

  • Diagnostyka i wyznaczanie celu

    Jest funkcjonalnością, która diagnozuje stan użytkownika programu i określa jego indywidualny cel by dopasować zdrową dietę odchudzającą. Użytkownik za pomocą formularza wprowadza do programun swoje dane, a program interaktywnie zbiera informacje wymagane do kompleksowej obsługi potrzeb użytkownika (płeć, wiek, wzrost, wagę aktualną, minimalną, maksymalną) i w odpowiedzi (tak/nie) na dane stanu zdrowia, oraz ilości i skład spożywanych dziennie posiłków (wybór z listy), dane o nawykach żywieniowych użytkownika i jego aktywności fizycznej, po zebraniu i interaktywnym przetworzeniu danych przy użyciu systemu użytkownik przystępuje do określenia swojego indywidualnego celu odchudzania. W trakcie ustalania celu odchudzania system (w formie Wirtualnego asystenta) prezentuje wyniki, oraz przedstawia ich ocenę i wynikające z niej rekomendacje. Inteligenta diagnostyka i wyznaczanie celu obejmuje podanie parametrów użytkownika, ocenę ilościową wagi docelowej przez system, ocenę jakościową wagi docelowej przez system, wygenerowanie pytań sprawdzających poprawność celu (czy jest realistyczny, inspirujący, obezwładniający, osiągalny, itp.), ewentualną weryfikację i akceptację celu waga docelowa, wyznaczenie drogi do celu - określenie w czasie.

     

  • Tworzenie dziennika żywieniowego

    Obejmuje: udzielanie ogólnych informacji o Metodzie doboru pokarmów i edukację żywieniową, wyszukiwanie informacji o typach pokarmów, do której grupy należy oraz jaka ilość stanowi 1 porcję. Użytkownik mający juz wiedzę i świadomość z korzyści jakie może osiągnąć, zapoznawszy się z Metodą Równowagi i jej zasadami polegającymi na zbilansowanym doborze pokarmów dokonuje planu codziennego jadłospisu - Dziennika Żywieniowego. Samodzielnie uczy się komponować swoje menu na kolejne dni, otrzymując niezbędne informacje o ilości porcji z danej grupy dla wybranych pokarmów z informacją, czy menu jest w normie, (weryfikację ilości minimalnych i maksymalnych w grupach pokarmów, i generowania propozycji korekty codziennego jadłospisu w przypadku przekroczenia ilości porcji lub niedostatecznej ilości warzyw i owoców oraz białka. Komponując jadłospis użytkownik ma możliwość wyszukiwania gotowych propozycji menu i przepisów wraz z ich gotową analizą. Skomponowane przez siebie menu diety dzienne można zapisać i łatwo kopiować na przyszłe dni oraz w dowolnej chwili generować listę niezbędnych zakupów. Funkcjonalność obejmuje też generowanie dzienników na przyszłe dni a także monitorowanie realizacji zaplanowanych dzienników żywieniowych wraz z systemową oceną stopnia realizacji planu jadłospisu diety odchudzającej.

  • Zmiana nawyków żywieniowych

    Tu określisz swoje złe nawyki żywieniowe i zamienisz je na dobre. Funkcjonalność polega na przeprowadzeniu ankiety wg algorytmu diagnozującego model nawyków żywieniowych użytkownika, w ankiecie ustalany jest powód dlaczego użytkownik realizuje zły nawyk (przez co nie wspomaga odchudzanie), oraz generowanie propozycji modyfikacji zachowań na inne poprawne zachowania. Po określeniu nawyków następuje wybór od 1 do 3 nawyków do zmiany w określonym czasie i przypominanie o modyfikacji nawyków wg wybranego sposobu, częstotliwości i czasu, a także ćwiczenie nowych nawyków. Praca z nawykami jest efektywna, kiedy użytkownik korzysta z powiadomień przesyłanych przez praogram za pomocą telefonu komórkowego lub wiadomości e-mail. 

  • Planowanie aktywności ruchowej

    Aktywność fizyczna to osobisty kreator ruchowy, który obejmuje dobór indywidualnego zestawu aktywności ruchowych i prostych ćwiczeń fizycznych oraz sposób ich realizacji, a także monitorowanie realizacji zadań i osiąganych efektów zgodnie z potrzebami i możliwościami użytkownika. Funkcjonalnosć umożliwia użytkownikom dobór form aktywności fizycznej dopasowanych do indywidualnych preferencji użytkownika, oraz wygenerowanie planu aktywności na każdy dzień tygodnia.

    Planowanie można dokonywać na komputerze, ale właściwe efekty osiagniemy przez uruchomienie zaplanowanego harmonogramu aktywności na osobistym telefonie komórkowym, który mamy zawsze przy sobie. Wtedy nie zapomnimy o właściwym podejściu do aktywności - np. zamiast windą to schodami :) 

    trener aktywności fizycznej

  • Wizualizacja pozytywnego obrazu siebie

    Obejmuje wizualizację celu odchudzania uczestnika Programu – generowanie zmiany obrazu sylwetki użytkownika opartej na obróbce komputerowej rzeczywistego zdjęcia użytkownika lub wybranego przez niego innego zdjęcia motywującego. Użytkownik dzięki wizualizacji obrazu samego siebie ma głębszą motywację dążenia do własnego Celu odchudzania. Wytworzony obraz, oraz drugim element wizualizacji przekaz muzyczno-dźwiękowy budujący pozytywny nastrój użytkownika, są bardzo ważny podczas realizacji programu skutecznego odchudzania – symulują do dokonywania proponowanych zmian zachowań ukazując ich efekty. Budowaniu pozytywnego obrazu siebie pomaga także symulator bodźców motywacyjnych, który generuje elementy motywujące użytkownika w postaci osiągniętych kamieni milowych w drodze do celu, przyznawanie użytkownikom wirtualnych medali za osiągnięte spadki kilogramów, np. 2 kg, 4 kg, 10% wagi wyjściowej, itd.


    Sportowcy i ludzie sukcesu widzą siebie takimi, jakimi będą osiągnąwszy sukces, zanim jeszcze ten sukces osiągną. Zobacz siebie oczyma wyobraźni tak, jak będziesz wyglądać docelowo. Noś ten obraz w umyśle, albo na tapecie telefonu czy komputera. Oglądaj go często.

  • Planowanie i raportowanie

    Asystent równowagi po zaakceptowaniu przez użytkownika celu odchudzania i ustaleń z poszczególnych kroków zapisuje je w indywidualnym interaktywnym kalendarzu użytkownika, rozpoczyna monitorowanie wykonywania poszczególnych działań i w wysyła użytkownikowi na jego telefon, lub komputer komunikaty przypominające, oraz żąda potwierdzenia realizacji zadań i raportuje wyniki. Użytkowik w tym etapie rozpoczyna monitorowanie własnych zadań, które sobie sam wyzanaczył. Dzięki codziennemu podsumowaniu dnia, oraz podsumowaniu tygodnia w czasie którego waży się i wpisuje dane do programu weryfikuje swoje osiągnięcia odzanaczając po kolei ich wykonanie. W ten sposób otrzymuje raport swojej pracy z poszczególnych dni i tygodni oraz wizualizację swojej drogi na wykresie. W ten sposób przechodzi do pracy kolejnego tygodnia z konktetnymi wynikami swojej dotychczasowej pracy i świadomością tego, co się udało i nad czym jeszcze powinien pracować, by osiągnąć ustalony cel odchudzania. 

  • Wydarzenia wsparcia

    Podczas korzystania z różnych funkcjonalności e-usługi w określonych sytuacjach uczestnik Programu otrzymuje rekomendację udziału w określonych wydarzeniach organizowanych przez innych użytkowników. Jest to idealne połączenie diety odchudzającej i ćwiczeń, aby schudnąć. Gdy użytkownik doda w swoim harmonogramie propozycję wydarzenia na odchudzanie, na które chce zaprosić innych użytkowników, aplikacja sprawdza w kalendarzach innych użytkowników wybranych wg określonych kryteriów (lokalizacja), którzy są zainteresowani udziałem o określonym typie ćwiczeń odchudzających (spacer, jogging, grupy motywacyjne, etc.) i wysyła im zaproszenia. Uczestnik, który otrzyma zaproszenie może potwierdzić chęć udziału w danym wydarzeniu, lub w przypadku gdy zaproponowane działanie lub termin nie odpowiada użytkownikowi może on przejrzeć inne dostępne terminy w zgłoszonych do systemu wydarzeń, dokonać wyszukiwania innych wydarzeń w określonym terminie proponowanych przez innych użytkowników - jeśli są dostępne, lub dodać własną propozycję wspólnej aktywności odchudzającej.

  • Baza Wiedzy Żywieniowej

    Asystent Równowagi udostępnia uczestnikom Programu: Bazę wiedzy o zrównoważonym żywieniu oraz bazy Produktów i Przepisów, dzięki którymprzekazuje użytkownikom w atrakcyjny, kontekstowy sposób: rzetelne, aktualne i kompletne informacje na temat efektywności rekomendowanego sposobu odżywiania i metody odchudzania. Informacje o konkretnyhc produktach i przepisach dają użytkownikowi możliwość skomponowania własnego menu, lub skorzystania z gotowych przepisów. Do każdego produktu oraz dania użytkownik otrzymuje podział na grupy DoWoli, ZdroweExtra lub MałeCoNieco, a dla każdego zaplanowanego menu jego łączny bilans energrtyczny.  

    Stojąc w obliczu tak dużego wyboru produktów naucz się wybierać to, co dla ciebie zdrowe i pomaga w najlepszy sposób na odchudzanie. Wybierz ser biały chudy zamiast pełnotłustego, jogurt owocowy z dodatkiem cukru zastąp jogurtem naturalnym, bułka pszenna ma dwa razy więcej kalorii niż chleb razowy. Mięsa nie musisz smażyć możesz upiec lub dusić z warzywami. Nie zapominaj o wielkości porcji liczy się jakość nie ilość. Jeśli lubisz czekoladę zjedź dwie kostki gorzkiej czekolady min. 60% kakao (dostarczysz organizmowi magnez i potas) zamiast czekoladowego batonika, którego głównym składnikiem jest cukier. Żadnych śmieci, wysoka jakość, smakowania z szacunkiem. Naucz się poznawać nowe smaki i delektuj się nimi, eksperymentuj z odchudzającymi przepisami dietetycznymi.

    Pamiętaj nie bądź głodna, karm swoje ciało rozsądnie i regularnie. Urozmaicaj jadłospis korzystając z oferty sezonowej, zwiększając w swoim menu ilość owoców i warzyw oraz ziół. Staraj się sama przygotowywać posiłki, wypróbuj różne sposoby przygotowania potraw i rezygnuj z gotowych produktów, które zawierają sztuczne składniki. Ważne abyś trzymała się dziennego menu, ale nic się nie stanie, kiedy zastąpisz zaplanowane wcześniej danie innym, ważne aby zachować bilans energetyczny i równowagę.

    Możesz do woli zjadać owoce i warzywa, które zapełniają żołądek i jelita wywołując uczucie sytości, przyspieszając jednocześnie proces trawienia, co pochłania dodatkową energię i tym samym zwiększa utratę masy ciała. Zaspokojenie głodu poprzez spożycie dużej ilości warzyw i owoców pozwoli jeść więcej i czuć się sytą bez zwiększenia spożycia kalorii przez naturalne środki wspomagające odchudzanie.
    W swoim menu nie zapominaj o wodzie, która skutecznie działa na powściągliwość apetytu.

  • Wymagania formalne

    Uczestnikami Programu Asystent Równowagi mogą być osoby, które ukończyły 18 lat, dysponują pełną zdolnością prawną.W razie potrzeby uczestnik programu może poprosić o konsultację dotyczącą stosowania Metody Równowagi Metabolicznej z Trenerem, czyli osobą która prowadzi grupy Klubu Równowagi. Kontakt do trenera jest dostępny na stronie www.KlubRownowagi.pl.
    Wskazówki zawarte w Programie Asystent Równowagi nie stanowią w żadnym przypadku zaleceń medycznych, nie zastępują porad specjalistów, ani leczenia zaleconego przez lekarza.

  • Wymagania zdrowotne obowiązujące Uczestników

    Wymagania zdrowotne obowiązujące Uczestników Jeśli Uczestnik choruje na jakiekolwiek choroby albo przyjmuje leki, zobowiązany jest skonsultować z lekarzem możliwość uczestnictwa w Programie Asystent Równowagi, przed przystąpieniem do Programu. W przypadku zachorowania Uczestnika w trakcie korzystania z Programu, lub wystąpienia jakichkolwiek objawów chorób lub zaburzeń zdrowia, Uczestnik powinien natychmiast skonsultować się z lekarzem i zastosować do jego zaleceń dotyczących uczestnictwa w Programie możliwe jest korzystanie z Programu po konsultacji z lekarzem i pod jego stałym nadzorem przez Uczestników:
    - chorujących na cukrzycę i niestosujących insulinoterapii,
    - z nietolerancją glutenu,
    - karmiących piersią
    - poczynając od 6 tygodnia po urodzeniu dziecka, przy dobrym stanie zdrowia, - cierpiących na alergie pokarmowe,
    - cierpiących z powodu przewlekłych chorób nerek,
    - będących pod stałą opieką lekarską z innych przyczyn.

    Uczestnicy stosujący Program Asystent Równowagi, a mający szczególne zaburzenia metaboliczne, mimo właściwego stosowania się do zaleceń Programu mogą nie osiągnąć oczekiwanego spadku masy ciała. W takich przypadkach zalecamy konsultację lekarską i wdrożenie zalecanego leczenia.

    Z Programu nie mogą korzystać osoby:
    - chorujące na nowotwór złośliwy (raka),
    - chorujące na cukrzycę i stosujące insulinoterapię,
    - przejawiające psychiczne zaburzenia odżywiania, takie jak anoreksja, bulimia, ortoreksja,
    - będące w ciąży, lub które zaszły w ciążę już w czasie korzystania z Programu, - karmiące piersią, jeśli nie upłynęło jeszcze 6 tygodni od narodzin dziecka.

Metoda Równowagi Metabolicznej to nowe podejście do odżywiania, dzięki której nauczysz się sprytu dietetycznego. Doświadczysz jak można chudnąć, nie będąc głodnym, a w pełni zaspokoić apetyt przez cały dzień. Zamiast skrupulatnego liczenia kalorii uczysz się, jak układać menu, aby było ono zdrowe i jednocześnie sprzyjało Twojej szczupłej sylwetce. 
DLACZEGO to działa? ponieważ tylko dokonując zmian w zgodzie ze swoimi potrzebami, jesteś w stanie RÓWNOWAGI PSYCHICZNEJ. Tylko mając naprawdę właściwie odżywione ciało, które nie wysyła Ci panicznych sygnałów głodu, nie dożywienia i zachcianek, jesteś w stanie RÓWNOWAGI METABOLICZNEJ.

Metoda polega na zaplanowaniu 3 KROKÓW.

krok 1 Zaplanuj pyszne i obfite posiłki według najprostszych zasad na świecie


3 główne posiłki (śniadanie, obiad/lunch, kolację) + od 1 do 3 przekąsek = nawet 6 posiłków dziennie - nie zdążysz zgłodnieć! 

Połowa każdego z 3 głównych posiłków to warzywa lub owoce

Każdego dnia wybierz:
ile tylko chcesz produktów z bogatej grupy DoWOLI 
2 porcje z grupy ZdroweEXTRA 
1, 2 lub 3 porcje z grupy MałeCoNIECO 

Żadna z potrwa nie jest zakazana. Masz pełen wybór. Kieruj się tym, czego naprawdę Ty chcesz i spokojnie odzyskuj RÓWNOWAGĘ. 

UWAGA! Porcje MałeCoNieco zależą od Twojej wagi 
poniżej 60kg - 1 porcja 
60-80kg - 2 porcje 
powyżej 80kg - 3 porcje 

Każdą porcję MałeCoNieco zawsze możesz zamienić na dodatkową 1 porcję ZdrowegoEKSTRA

Krok 2 Wybierz korzystne nawyki 


Naucz się rozpoznawać własne nawyki, które są zgubne, a z których pewnie do tej pory nie zdawałeś sobie sprawy. W łatwy sposób możesz je zmienić aby były korzystne dla Ciebie. 

Krok 3 Wizualizuj
Wykorzystaj siłę swojego umysłu. Zobacz oczami wyobraźni swoją wymarzoną sylwetkę i noś ten obraz ze sobą.


Asystent Równowagi >>


  • Mój plan, moja stategia

    Żeby trwałe schudnąć, trzeba zacząć. A żeby zacząć, trzeba mieć plan. Jak w każdym przedsięwzięciu, które ma się powieść. Bez planu miotamy się pomiędzy wyobrażeniami, impresjami i jedynie słusznymi poglądami, wplatając w to nieocenione porady przyjaciół i rodziny (dużo osób, duuuużo porad). A, no i jeszcze nowinki z reklam! Zatem przygotuj PLAN czyli STRATEGIĘ:
    Zastanów się, po co chcesz schudnąć, jakie ku temu są powody? jakie konkretne korzyści chcesz odnieść? Może chcesz się lepiej poczuć, bo jesteś zdołowana? Dobrze, mogę Ci podać mnóstwo sposobów na lepsze samopoczucie, sama znasz ich dziesiątki, wystarczy że się napijesz dobrej kawy z ulubionym ciastkiem i już Ci będzie lepiej. O to chodzi? „Chcę być zdrowsza.” Super, szczytny cel. Jak pójdziesz do dentysty z dziurawym zębem, też z pewnością będziesz zdrowsza albo jak sobie zrobisz ziołową inhalację na przeziębienie. Ale może masz nadciśnienie i chciałabyś zmniejszyć dawki leków (albo je odstawić)? A może masz za wysoki poziom cukru i przydałoby się obniżyć? A może masz zwyrodnienia stawów kolanowych lub biodrowych i chcesz zmniejszyć ich obciążenie? A może cholesterol za wysoki? „Chcę się inaczej ubierać.” A w który konkretnie ciuch chcesz się zmieścić? W ukochaną kieckę, wiszącą od 5 lat bezczynnie w szafie czy może w markowe dżinsy, ale o 3 rozmiary mniejsze niż obecnie? „Chcę im wszystkim pokazać, że mogę.” Jakim im? Sąsiadce, mężowi, szefowej, szwagierce? I po co? Żeby Cię zazdrośnie podziwiali, możesz zrobić coś, co już świetnie umiesz – upiec najlepsze w okolicy ciasto, wydziergać najpiękniejszy sweterek, zaśpiewać solówkę w chórze, wygrać w firmowym rankingu na niespóźnianie się do pracy. Dobrze, można tak bez końca. Chodzi o to, żebyś dokładnie wiedziała, do czego zmierzasz: jaki poziom cholesterolu chcesz osiągnąć? Na które piętro chcesz wejść bez zadyszki? W który rozmiar dżinsów chcesz się zmieścić? Kto ma paść z zawiści, kiedy zobaczy Cię w tych dżinsach? Zapisz to!
    Ustal, jakie są Twoje mocne strony, które pozwolą Ci plan zrealizować. Przestań się na chwilę użalać nad swoimi słabościami i nieszczęściami (które spowodowały, że utyłaś). Zastanów się: jesteś uparta? Lubisz być najmądrzejsza? Potrafisz być zdyscyplinowana, a może nawet zawzięta? Jesteś konsekwentna? Umiesz planować? Jesteś otwarta i bez zahamowań dzielisz się z bliskimi swoimi przeżyciami? A może ufnie podążasz za wskazówkami bardziej doświadczonych, cenisz dobre rady? Albo jesteś mistrzynią logistyki codziennego życia? Każdy ma dobre strony i mnóstwo zalet, ale kiedy źle o sobie myślimy, zapominamy o tym. Dlatego ustal swoje mocne strony i też je zapisz. Jak zapomnisz, od razu to przeczytaj!
    Wytycz cel. No właśnie! Precyzyjne wytyczenie celu jest bardzo ważne np. dlatego, że pozwala nam dobrać odpowiednie środki realizacji. Jeśli masz np. 50 kg nadwagi i postanawiasz tylko wyeliminować z diety pieczywo, to trochę tak, jakbyś głaskała słonia – na pewno nie poczuje. Twoje nadmiarowe kilogramy też. Jeśli z kolei masz do zrzucenia zaledwie 5 kg i przechodzisz na drakońską dietę, to tak jakbyś wytoczyła armatę na wróbla albo łapała pchły w rękawiczkach. Większość z nas ma tak, że jeżeli cel przerasta nasze wyobrażenia o jego osiągalności, w ogóle nie zaczynamy. I jeśli nawet wmawiamy sobie i innym, że naszym największym marzeniem jest wejście na Mount Everest, to kiedy pomyślimy o wysokości tej góry, nie zakładamy nawet butów, żeby pójść… na trening zwiększający wydolność przed wspinaczką. Jeżeli uważasz, że masz do zrzucenia te 30 (lub więcej) kilogramów, podziel je sobie na etapy. I określ czas. Np. 5 kg w 2 miesiące. Potem będą kolejne 2 miesiące i kolejne 5, a może 7 kg. A może tylko 3, ale zawsze mniej, niż teraz. Cel musi być konkretny, w kilogramach, w centymetrach obwodu bioder, ewentualnie w rozmiarze ubrania, w który wejdziesz. To pomoże go zweryfikować i wyciągnąć wnioski na następne etapy: muszę sobie poluzować, bo za bardzo się spinam i jestem o krok od porzucenia tej ścieżki. Albo: mogę być trochę ambitniejsza, dobrze mi idzie.
    Teraz szczerze do bólu porozmawiaj ze sobą o tym, na jak długo chcesz schudnąć – na jedną okazję (ślub, zjazd koleżeński), na wakacyjny wyjazd czy na zawsze. Jeśli na chwilę, zrób dwie rzeczy: wybierz jakąś drakońską dietę, najlepiej wspartą supersuplementami, oraz kup sobie komplet ciuchów na następny sezon – wybieraj ubrania o dwa rozmiary większe niż obecnie. Przydadzą się jak znalazł, kiedy dopadnie Cię nieuchronne jo-jo. Jeśli jednak interesuje Cię druga opcja – zapomnij o cudownych specyfikach, cudownych dietach i w ogóle o cudach. Weź to w swoje ręce. Zmień styl życia, a przynajmniej odżywiania. Wystarczy, że na etapie planu podejmiesz taką decyzję, stanowczo i jasno. Nie interesują Cię półśrodki, bo już jesteś zmęczona ciągłym zaczynanie od nowa. Mnie takiej kompleksowej zmiany udało się dokonać Metodą Równowagi Metabolicznej, Ty możesz wybrać inną. Ważne, że postanawiasz zmienić coś na zawsze. Też to lepiej zapisz, tak jest bezpieczniej.
    Zadbaj o wsparcie najbliższych. Tu bardzo ważną kwestią jest, kogo do tego grona zaliczysz? Męża, dzieci, narzeczonego, siostrę, kumpla od serca czy serdeczną przyjaciółkę? Wybierz dobrze, bo wsparcie będzie Ci naprawdę potrzebne, i to nie tylko, by nie ulegać własnym słabościom. Musisz się liczyć z poważnymi atakami z zewnątrz. Kiedy tylko zgubisz pierwszych kilka kilogramów, chór strapionych koleżanek pochyli się z troską nad Twoim zdrowiem: tak zmizerniałaś, coś Ci dolega? Robiłaś badania? I na Twoją cerą: chyba musisz kupić jakiś mocniejszy krem, bo ten już nie pomaga ci na zmarszczki. I nad Twoim życiem osobistym: ach, pewnie masz kogoś nowego na oku, bo tak dbasz o siebie. A za plecami (ale tak, żebyś słyszała): no chyba ma młodszego kochanka, bo tak się wylaszcza! A dzieci samopas chodzą, kiedy ona na te aerobiki lata! To tylko niektóre możliwości…
    Zrób porządki. Bezlitośnie, nie zważając na protesty rodziny pousuwaj z widoku swoje największe zagrożenia – słodycze, paluszki, chipsy, orzeszki. Jak rodzina niezadowolona – pozamykaj im to w nieprzezroczyste pudełka i ustaw bliżej ich biurek, komputerów, łóżek. W lodówce na wierzchu ma być to, co zdrowe i nietuczące, reszta w drugim rzędzie. Nawet z niewspierającą rodziną można sobie poradzić. Bądź bezkompromisowa, w końcu tu chodzi o Twój plan.
    Zaplanuj zakupy. Po prostu zastanów się, jak ma wyglądać jadłospis na najbliższe dni i spisz dokładnie potrzebne produkty. W sklepie realizuj listę z żelazną konsekwencją, nieczuła na żadne, ale to ŻADNE promocje, okazje, bonusy i gratisy. I nigdy, przenigdy nie idź do sklepu głodna! Wiesz, jak to jest: MUSZĘ KUPIĆ JEDZENIE! DUŻO! GROZI NAM GŁÓD! I bez żadnego planu kupujesz 2 chleby, 8 bułek (dla dwóch osób, bo dla czterech na pewno więcej), 6 jogurtów truskawkowych, jeszcze 3 z marakują, zapas herbaty na rok, zapas cukru na 2 lata, mąkę, płatki, kilo wędliny…i pchasz cały wózek, jakby miała przyjść wojna. Po co?! Potem będziesz musiała to wszystko zjeść…
    Notuj, co jesz. Tutaj jedyną wskazówką jest bezwzględna uczciwość. W końcu możesz to robić w tajemnicy, tylko dla siebie, szyfrem albo w komputerze, gdzie notatki zabezpieczysz nieodgadywalnym hasłem. I nie zasłaniaj się złą pamięcią, jeśli masz taką, notuj na bieżąco. Naprawdę dopiero taki uczciwy przegląd da Ci zapanować nad sytuacją i dostosować plan do Twoich potrzeb i możliwości. Nie musisz być przecież Angeliną Jolie, bądź Sobą Samą We Własnej Wspaniałej Osobie, Która Ma Prawo Do Słabości. Nie schudniesz jako Angelina, tylko jako Ty sama.
    Nagradzaj się za nawet drobne sukcesy. I niech to nie będzie duża pizza ani bombonierka do Twojego wyłącznego użytku! Jest tyle rzeczy, które sprawią Ci przyjemność: wizyta u fryzjera, u kosmetyczki, nowa bluzka, nowa książka, kino, kąpiel z pianą, wieczór tylko dla Ciebie, fajny spacer… Ale nagroda musi być!
    Dołącz do grupy motywacyjnej. No o tym już pisałam wielokrotnie, zajrzyj do poprzednich wpisów, by przypomnieć sobie, że chudnięcie w dobrym towarzystwie to przysłowiowa bułka z masłem i sporo przyjemności. Dobra wiadomość jest taka, że poszerza nam się grono Trenerów Metody Równowagi Metabolicznej i wkrótce takich Grup w całej Polsce będzie dużo więcej. Zapraszam na klubrownowagi.pl.
    Może dziś po prostu zacznij całą resztę swojego życia – na nowych zasadach, w równowadze i w dobrej wadze.

  • Podstawa posiłków - DoWoli


    To podstawa każdego posiłku. Białko to podstawowy budulec naszego ciała, ale dla osób odchudzających się, to pewność sytości przez długi czas o posiłku. Zdarzyło Ci się zjeść na przykład sam makaron z sosem, albo same płatki z mlekiem i po godzinie dziwić się, skąd ten głód? To za mało białka. Sprawdź, które produkty należą do tej grupy. Stosunkowo najmniej znana i najbardziej odżywcza jest ciecierzyca i soczewica. Polecamy!

  • ZdroweEXTRA

     

    Zapewne zdarzyło Ci się słyszeć od kogoś, albo sam tak mówisz o sobie: „Odżywiam się bardzo zdrowo, nie jadam wcale białego pieczywa, za to dużo kasz i ryżu, słodzę miodem, nie używam cukru, jeśli ciasto to tylko marchewkowe, a i tak tyję. Zatem, co jest ze mną nie tak???”

    Jeśli tak się dzieje, warto przypatrzeć się produktom, które rzeczywiście są zdrowe i przyczyniają się do wzrostu wagi.

    W Metodzie Równowagi Metabolicznej wyodrębniliśmy produkty z bogatej grupy tzw. ZdroweEXTRA Jedząc ich dużo, mamy dobre wyniki badań, jesteśmy dobrze odżywieni, bez niedoborów, ale nie koniecznie zadowoleni ze swojej wagi. Sprawdź, które produkty należą do tej grupy:

    • razowe pieczywo, makaron,  ryż

    • płatki i kasze

    • naturalne soki

    • orzechy i suszone owoce

    • ziemniaki

    2 porcje ZdrowegoEXTRA każdego dnia zaspokoją każdy apetyt.

  • MałeCoNIECO

    Pierwszy raz w historii cywilizacji żyjemy tak otoczeni jedzeniem, tak tanim, niezdrowym i powodującym tycie jak nigdy dotąd. Przetrwać w tym otoczeniu to nie lada wyczyn. Możesz przejść na ścisłą dietę i absolutnie nie dotykać niczego niezdrowego, ale jak długo wytrzymasz? Potrzebujesz metody i wiedzy, jak poruszać się w świecie wszędobylskich fastfoodów i batoników. Z Metodą Równowagi i grupą MałeCoNIECO w końcu dasz sobie z tym radę i schudniesz.

    Grupa MAŁEcoNIECO to produkty, które w większości diet są zakazane. W naszej metodzie możesz jeść każdy produkt i z niczego nie rezygnować, ale pamiętaj o zachowaniu ilości porcji każdego dnia w zależności od aktualnej wagi:

    poniżej 60kg - to1 porcja na jeden dzień

    60-80 kg - to 2 porcje na jeden dzień

    powyżej 80kg - to 3 porcje na jeden dzień

     

    Produkty z grupy MAŁEcoNIECO:

    • białe pieczywo, makaron, ryż

    • słodycze i słone przekąski

    • słodkie napoje i alkohol

    • cukier, tłuszcz

     

    Uwaga! Każdą porcję MAŁEGOcoNIECO zawsze możesz zamienić na 1 dodatkową porcję ZdrowegoEXTRA.

  • PORCJE


    Dla szczupłej sylwetki jest ważne, CO jemy, ale też ILE jemy. Prawdopodobnie Metoda Równowagi nieco zweryfikuje Twoje pojęcie dużej i małej ilości jedzenia. Prawdopodobnie pierwsze dni wywołają nieco zdziwienia: „Aha, to jednak moje porcje były troszkę za duże…” To normalne. Wiedz, że po kilku dniach lekkiego dyskomfortu, przywykniesz, Twój organizm, a w szczególności żołądek przystosuje się do regularności posiłków, ale tez do ich mniejszej objętości. Po prostu daj sobie kilka dni.

    Kilka przykładów, dla Twojej lepszej orientacji:

    1 porcja kaszy bez względu na jej rodzaj to nieduża filiżanka. W Metoda Równowagi zwykle do posiłku dodajemy jedną porcję.

    1 porcja chleba to 2 nieduże kromki. W Metoda Równowagi czasem na śniadanie możesz wybrać właśnie taką porcje.

    1 porcja jajek – to 2 kurze jajka. Według najnowszych badań, 2 jajka w ciągu dnia obniżają apetyt o około 200 kcal i pomagają w odchudzaniu

    1 porcja nabiału to szklanka mleka lub około 150g jogurtu.

    1 porcja owoców to nieduży owoc, czyli całe jabłko lub np. pół dużej pomarańczy.

    Warzywa mają tak niską koncentrację energii, że praktycznie nie musisz przejmować się ich ilością, ale mimo tego warto pamiętać o efekcie rozciągania żołądka.

    Słodycze – 1 porcja to 4-6 kostek czekolady albo niewielki batonik. Batonik o wadze 50g to już dużo ponad porcja.

  • Podstawa posiłków


    Każdy z 3 głównych posiłków każdego dnia zawiera solidną porcję ZdrowegoBIAŁKA i przynajmniej połowę objętości warzyw albo owoców. Nasze porcje są solidne, ale jeśli z jakiegoś powodu, sporadycznie stwierdzisz, że masz apetyt na więcej, możesz sobie pozwolić na małą dokładkę warzyw, owoców albo ZdrowegoBIAŁKA. Bo wszystkie te produkty to grupa DoWOLI.

  • Białko w Metodzie Równowagi


    W Metodzie Równowagi mamy 3 główne posiłki i 2-3 przekąski. Główny posiłek musi być tak skomponowany, żeby dał nam uczucie sytości przynajmniej na 2-3 godziny, nawet jeśli będzie całkiem niewielki.  Żeby tak było, musimy w nim pamiętać o ZdrowymBIAŁKU. To może być nietłuste mięso, nietłusty nabiał, jajka, ciecierzyca, soczewica, tofu, inne strączkowe, ryba. Dla przykładu spaghetti z samym sosem pomidorowym nie da nam nasycenia na długo. A wystarczy dodać trochę piersi indyka pokrojonej w kosteczką albo pół filiżanki ugotowanej drobnej fasoli. Będzie to nietypowa kompozycja, ale pyszna i gwarantująca nasycenie.

  • Równowaga


    Żeby sobie uświadomić, jak działa brak równowagi, wyobraź sobie sprężynę. Im mocnej ją napinasz, tym z większym impetem odskoczy ona, kiedy już ją puścisz. Im dieta bardziej restrykcyjna, tym większe napięcie i większy „impet” po diecie. Dlatego wszelkie diety nisko węglowodanowe, nisko tłuszczowe i inne nisko-coś powodują zachwianie równowagi i opisany efekt. A tego nie chcemy. Dlatego w W METODZIE RÓWNOWAGI jadamy i chleb, i słodycze. A chudniemy dzięki właściwym proporcjom produktów zdrowych i łakoci.  

  • „Dieting”


    Słowo „dieta” pochodzi z greki i oznacza „styl życia”. Jednak we współczesnym świecie przekręciliśmy to słowo i potocznie oznacza ono dziwaczny styl żywienia prze jakiś krótki czas po to, żeby schudnąć. Znane są diety kapuściane, ryżowe, białkowe, słoiczkowe i wiele innych.  „Dieting” jest na pewno niezdrowy i jest gwarancją efektu jo-jo. Dlatego nasze dania w Metodzie  Równowagi, smakują tak bardzo „domowo”, bo ważne, żeby nauczyć się zdrowo odżywiać, a nie uprawiać „dieting”.

  • Zasada 20-80


    Dobre zdrowe odżywianie to wcale nie tylko ryba, sałata i woda. Jak widzisz, w Metodzie  Równowagi stosunkowo dużo jest też łakoci. Ok, najczęściej staramy się, aby były to łakocie nieco zdrowsze, jak owoce suszone, ciasto marchewkowe czy mus owocowy. Ale nawet mniej zdrowe łakocie są ok, jeśli wszystkich „nieidealnych” produktów jest nie więcej niż 20% całego menu. Pamiętaj niezdrowe – zdrowe w proporcji 20-80 to gwarancja utrzymania sylwetki. Żeby schudnąć, nieco przesuń tę proporcję, np. 10-90 

  • Warzywa i owoce w Metodzie Równowagi


    Główne posiłki w Metodzie Równowagi muszą zawierać dużo warzyw lub owoców, najlepiej przynajmniej połowę objętości posiłku i najlepiej więcej warzyw, a nieco mniej owoców. Nie zawsze musi to być idealnie połowa, wiemy, że osoby prawidłowo odżywiające się rano bywają bardzo głodne, stąd dodatkowa kromka chleba rano jest ok, i nieco mniej warzyw, ale generalnie warzyw powinno być jak najwięcej.

    Statystycznie Polak zjada dziennie ok. 100 g warzyw (nie licząc ziemniaków). To tylko  plasterek ogórka rano i plasterek wieczorem. Do utrzymania szczupłej sylwetki konieczna jest większa ilość warzyw. Weźmy pod lupę kanapki. Ile zjesz na raz kanapek z chleba, masła i więdliny? A teraz wyobraź sobie, że na każdej kanapce jest „góra” warzyw: ogórki świeże, kiszone, pomidory, papryka, sałata. Ile takich kanapek zjesz? Siłą rzeczy mniej, prawda? I od tego właśnie chudniesz

  • Podstawa posiłków - DoWoli

     

    W Metodzie Równowagi Metabolicznej koncentrujemy się na tym, co dobre i pożądane, a nie na ograniczeniach. Dlatego stworzyliśmy bogatą grupę produktów DoWOLI.

    Żadna dieta nie daje Tobie takiej wolności wyboru i takiego życia bez ograniczeń. Dlatego METODA RÓWNOWAGI to nie restrykcyjna dieta eliminacyjna tylko zbilansowany i właściwy sposób odżywiania.

    Każdy z 3 głównych posiłków każdego dnia zawiera solidną porcję produktów z grupy DoWOLI czyli ZdrowegoBiałka i przynajmniej połowę objętości warzyw albo owoców.

    Możesz wybierać dowolne produkty z tej grupy Jedyną zasada jest to, że warzywa o owoce muszą zajmować co najmniej pół talerza.  

    Zatem bez ograniczeń

    • wszystkie warzywa ( z wyjątkiem ziemniaków)

    • wszystkie owoce ( nawet banany i winogrona)*

    • jajka

    • chudy drób i mieso

    • ryby i owoce morza

    • soja i jej przetwory

    • chudy nabiał

    • warzywa strączkowe

    Niektóre produkty z grupy DoWOLI oznaczone są niebieskim znaczkiem B i określiliśmy dodatkowo, jako ZdroweBiałko. Są to produkty, które szczególnie pomogą nam utrzymać sytość na długo. Warto zadbać, aby 1 porcja ZdrowegoBiałka znalazła się w trzech głównych posiłkach.

    Jeśli z jakiegoś powodu, sporadycznie stwierdzisz, że masz apetyt na więcej, możesz sobie pozwolić na małą dokładkę warzyw, owoców albo   ZdrowegoBIAŁKA, ponieważ wszystkie te produkty to grupa DoWOLI.


    Grupa DoWoli to podstawa każdego posiłku. Białko to podstawowy budulec naszego ciała, ale dla osób odchudzających się, to pewność sytości przez długi czas o posiłku. Zdarzyło Ci się zjeść na przykład sam makaron z sosem, albo same płatki z mlekiem i po godzinie dziwić się, skąd ten głód? To za mało białka. Sprawdź, które produkty należą do tej grupy. Stosunkowo najmniej znana i najbardziej odżywcza jest ciecierzyca i soczewica. Polecamy!

  • Kolejna dieta i co dalej?

    Wyobraź sobie taką scenkę: …W restauracji na babskiej kolacji z koleżankami. Przy stoliku obok widzę szczupłą dziewczynę. Chyba wcale nie jest ode mnie młodsza. Je powoli. Jedzenie ewidentnie jej nie obchodzi. A ja jem szybko, jakby ktoś miał mi zaraz wszystko zabrać. I już myślę o tym, że moja porcja nie jest taka duża, jak bym chciała, że zaraz się skończy, a moje ciało i głowa będą chciały jeszcze, ja będę chciała jeszcze. A przy ludziach nie wypada się napychać... (szczególnie frytek mogłoby być więcej...). I to moje myślenie razem z moim łapczywym jedzeniem, razem z tą bezczelną laską, co to nie dba o talerz, powodują, że czuję się gorsza, słaba, kiepska, innej kategorii. Ona to laska, ja to baba. Ona to człowiek wolny. Zajmują ją ważniejsze rzeczy niż fizjologia. Flirtuje z tym facetem, poprawia sobie włosy, zakłada nogę na nogę (ma tak szczupłe nogi, że jedna na drugiej leży płasko). A ja żyję w świecie fizjologii. Obżeram się, bo nie mogę przestać. Nie założę nogi na nogę, bo ta górna będzie mi idiotycznie sterczeć w bok. Jak się objem jeszcze bardziej ( a tak będzie), to będę miała wzdęty brzuch i będę się czuła jeszcze gorsza i grubsza niż jestem teraz. Potem czeka mnie wizyta w toalecie, dość nieprzyjemna, bo organizm oczywiście nie radzi sobie z takimi ilościami. Wszystko to wiem. Ale teraz i tak MUSZĘ jeść to, co przede mną na talerzu. Nawet nie wiem, czy to jeszcze jest przyjemność dla podniebienia, czy dla przełyku. Jakaś tam przyjemność jest, ale w tym zapamiętaniu już nawet nie zwracam na nią uwagi. I ten ciężar w żołądku i w jelitach, też nieprzyjemny, ale teraz jestem zbyt zatracona, aby go zauważyć. Od tego wszystkiego aż się spociłam i zasapałam. Przez to jeszcze bardziej czuję, że rządzi mną fizjologia. I czuję się jeszcze gorzej. I wyrzuty sumienia. A ta laska cały czas taka spokojna, ciągle ma jeszcze pełen talerz. I na pewno się nie spociła ani nie zasapała. Nienawidzę jej. Zazdroszczę jej. O, nawet na chwilę odsunęła talerz na drugi koniec stołu, żeby temu facetowi coś napisać na serwetce. Odsunąć taką przyjemność od siebie? Głupia. Ten kawałek kurczaka w jej sałatce wygląda ubogo, ale pewnie byłby całkiem smaczny. Na pewno nie tak smaczny jak mój kotlet w panierce (panierkę pamiętam jeszcze z dzieciństwa, mama zawsze tak robiła), no ale ten już się skończył. Był zdecydowanie za mały. Mama dawała w domu większe, albo dwa. No, nareszcie deser.........Opis obłędu? Przesada? Zbyt realistyczne? Nałóg? Powinna się leczyć? Mnie to nie dotyczy? Nie do tego stopnia? Pewnie na wszystkie te pytania odpowiedź mniej lub bardziej brzmi – tak. To JEST przerysowany obrazek. Ale szczerze, z ręką na sercu (zakładając, że skoro to czytasz, to MASZ jakiś problem z jedzeniem), nie widzisz choćby jakichś elementów czasami pojawiających się u Ciebie? Nie tak często? Na chwilę? (I ta chwila na przykład kosztuje 300 pustych kalorii.) Do jakiegoś stopnia? Tak jakby COŚ Tobą rządziło. Nie jesteś Panią czy Panem swoich wyborów. Przez 20 lat próbowałam prawie wszystkich możliwych diet, suplementów, porad. Czasem działało, czasem nie, ale zawsze potem tyłam z powrotem. W końcu postanowiłam temat zgłębić. Przeczytaj-COŚ każe Ci wkładać ten kolejny kęs do ust. Nie chcesz, ale musisz. COŚ Tobą rządzi... Co to jest to COŚ? czytałam chyba wszystkie dostępne w Polsce publikacje, skończyłam studia podyplomowe z psychodietetyki i w końcu szczerze spojrzałam na siebie z boku. Obserwowałam siebie przez wiele miesięcy, a właściwie to kilka lat. I doszłam do wniosku, że praktycznie w każdej diecie jest ziarnko prawdy. Ale nie działają, bo są jednostronne. Jedni każą jeść tylko kapustę, inni tylko mięso i nabiał, jeszcze inni twierdzą, że bez psychoterapii nie ma szans, albo wymagają przyznania się do bycia jedzenioholikiem. Ktoś każe wyeliminować cukier, bo insulina, a inny przestawić się tylko na jedzenie eko z masą kiełków. I tak dalej. Wspaniale, że każdy z nich ma trochę racji i od każdego można się wiele nauczyć. Ale człowiek to złożony mechanizm i same kiełki (jakkolwiek super) czy dieta nisko węglowodanowa nie pomogą nam opanować się przed sięgnięciem po pączka w dniu chandry albo PMSa1. Gdyby to było takie proste, to każdy by już miał to załatwione. Ok, dosyć o tym, czym to COŚ nie jest. Teraz czym to COŚ jest. To, co nas pcha do niepohamowanego jedzenia, od którego tyjemy, to stan rozchwiania metabolicznego.

  • Metoda Równowagi metabolicznej

             Metoda Równowagi Metabolicznej jest sposobem na uporządkowanie Twojego odżywiania w sposób niezwykle prosty i łatwy do zastosowania na co dzień. Metoda ta w dużej mierze bazuje na intuicji, więc możesz się jej nauczyć w kilka do kilkunastu dni.

             Pierwsze założenie – nie bywam głodna! Jem 5, a nawet 6 posiłków dziennie! Przede wszystkim w tej metodzie nie ma żadnego produktu zakazanego. Nawet chipsy z piwem czy wizyta w barze fast food nie są złamaniem zasad. Jako dorośli ludzie nie chcemy, aby ktoś nas łapał za rękę i mówił: „Nie wolno!”. I to właśnie odróżnia Metodę Równowagi Metabolicznej od diet – tu żadna potrawa nie jest zakazana. Nawet kotlety w panierce, czekolada, biały chleb, lody czy alkohol. Pamiętasz, co sprawiało Ci zawsze trudność w restrykcyjnych dietach? Myślenie o zakazanych produktach. Najlepiej było o nich nie myśleć, ale nie da się, prawda? Bo jak tu nie myśleć o różowym słoniu? W Metodzie nie ma z tym problemu, bo tego słonia po prostu nie ma. Nie ma dobrego i złego jedzenia. Nie ma jedzenia, po którym powinnaś mieć wyrzuty sumienia. Nie ma niczego, co powodowałoby napięcie. W ogóle nie zużywasz swojej energii na zakazy. Przecież nawet hamburger może uratować komuś życie, jeśli opcją jest śmierć głodowa. Przecież nawet słodki gazowany napój pomoże przeżyć na pustyni. Czy to jest zatem złe jedzenie? Zamiast oceniać co dobre, a co złe, koncentrujesz się na produktach najlepszych DLA CIEBIE.

             Ogólnie rzecz biorąc, całą żywność podzieliłam na 3 grupy: DoWOLI, ZdroweEXTRA i MałeCoNIECO.

             DoWOLI to zwykłe, zdrowe, sycące i odżywcze produkty, niedrogie
    i dostępne wszędzie. Są tu prawie wszystkie warzywa i owoce, a także produkty zawierające dużo białka, a mało tłuszczu, czyli na przykład drób bez skóry, pieczona szynka bez tłuszczu, półtłusty jogurt, tofu czy cieciorka.

             Produkty białkowe, dla łatwiejszego odróżnienia, nazwałam ZdrowymBIAŁKIEM. I te produkty staram się jeść trzy razy dziennie, jako główny składnik trzech zasadniczych posiłków: śniadania, obiadu i kolacji. Przy tym warzywa lub owoce staram się jeść w takiej ilości, żeby trzy razy dziennie stanowiły połowę talerza czy miseczki. I nie liczę tu w ogóle ilości ani nie przejmuję się tym, czy najem się 1 czy 2 plastrami pieczonego mięsa, czy potrzeba mi więcej. I czy mam ochotę na pół czy na całego banana do porannej owsianki. Tak, nawet bananów i winogron nie muszę ograniczać. Jeżeli jesteś weteranem diet, przypuszczam, że w tym miejscu trochę się dziwisz. Świetnym przykładem obiadu składającego się tylko z produktów z grupy DoWOLI jest Kociołek Wieprzowy. Przepis na końcu książki.

             Druga duża grupa produktów to ZdroweEXTRA. Jest tu wszystko to, co bardzo odżywcze i zdrowe, ale już nieco kaloryczne. Na przykład kasza, ziemniaki, razowy chleb czy świeżo wyciskane soki albo orzechy. Te produkty odmierzamy porcjami. Nie potrzeba do tego tabelek z kaloriami, ponieważ porcje są określone w bardzo praktyczny sposób. Na przykład 1 porcja ZdrowegoEXTRA to 2 średnie ziemniaki, 2 kromki małego razowego chleba albo filiżanka ugotowanej kaszy czy szklanka soku. I takich porcji w ciągu doby mogę zjeść do 2. Czyli wielbiciel pieczywa może zjeść 4 kromki chleba przez cały dzień, a wielbiciel ziemniaków – aż 4 średnie sztuki.

             Ostatnia grupa produktów to wszystko, co w ogólnym pojęciu jest niezdrowe i bardzo kaloryczne. Nazwałam ją MałeCoNIECO. Wszystko to, co z fizycznego punktu widzenia jest nam do życia w ogóle niepotrzebne. Jednak z psychicznego punktu widzenia, ponieważ żyjemy w takiej a nie innej rzeczywistości – otoczeni bułeczkami, batonikami, chipsami i pralinkami – całkowite zrezygnowanie z tych smakołyków oznaczałoby życie dziwaka. Te produkty w Metodzie Równowagi są również w intuicyjny sposób podzielone na porcje. I tak na przykład 1 porcja MałegoCoNIECO to 2 lampki wina, szklanka coli, duży kawałek ciasta drożdżowego czy baton Mars. I tych porcji możemy zjeść 1, 2 lub 3 na dobę w zależności od swojej aktualnej wagi. Osoba ważąca 75 kg może zjeść 2 porcje, a osoba ważąca 95 kg – 3 porcje. Co więcej, każdą porcję MałegoCoNIECO możesz zawsze zamienić na dodatkową 1 porcję ZdrowegoEXTRA (np. jeszcze kilka ukochanych ziemniaków lub kromek chleba). Zarówno ZdroweEXTRA, jak i MałeCoNIECO mogą być częścią trzech głównych posiłków albo przekąskami. Przekąskami mogą też być owoce czy warzywa albo ZdroweBIAŁKO.

             Jak to możliwe, że możemy jeść nawet takie kaloryczne smakołyki i chudnąć? Spójrz na to w ten sposób – czy osoby szczupłe nigdy, przenigdy nie zjedzą ciasteczka albo nie wypiją wina czy piwa? Czy od jednego ciastka się tyje? NIE! Tyje się od życia w przekonaniu, że NIE WOLNO Ci jeść ciastek, co prowadzi do nieuświadomionego nadmiernego, a czasem wręcz obsesyjnego myślenia o tych ciastkach i w efekcie do zjadania ich w nadmiarze. Szczupły zje jedno ciastko i pójdzie dalej, grubasek nie zje żadnego ciastka przez jakiś czas, potem nie wytrzyma i zje ich całą kopę. Dla jednej osoby będzie to ciastko, dla innej kiełbasa, ale mechanizm jest ten sam.

             Metodę stosuje wiele osób, które też nie mogły na początku uwierzyć, że w ten sposób można schudnąć. Ale nawet niedowiarki chudną. To nie cuda. Metoda jest po prostu tak sprytnie opracowana, aby nasz mózg koncentrował się na tym, co korzystne, i to w przyjemny sposób. Brak zakazów, brak napięcia, pełen szacunek dla wyborów każdego z nas i cała energia idzie w stronę „przyjaznych” produktów. Nagle, bez walki ze sobą wybieramy naturalnie to, co lepsze. A efekty pojawiają się praktycznie od razu. I są to efekty, które zostaną z nami do końca życia.

             Metoda Równowagi, po krótkim przyswojeniu, sprowadza się do zwracania uwagi, czy nie jemy za mało produktów DoWOLI i ile porcji ZdrowegoEXTRA i MałegoCoNIECO mamy już dziś na koncie.

             Nagle zdrowe odżywianie staje się dziecinnie łatwe, przestawia się na nie cała rodzina, nie musisz gotować osobno dla męża czy dzieci. Wydajesz mniej pieniędzy na jedzenie, masz więcej energii, nie jesteś niewolnikiem diety i, oczywiście, odzyskujesz upragnioną sylwetkę. Nigdy nie chodzisz głodna. Zamiast wyrzeczeń robi się z tego ekscytująca przygoda i chcesz innym opowiadać o Metodzie. Na początku możesz mieć pokusy, aby dostać rozpisaną dietę, bo nie wiesz, jak się w tym wszystkim poruszać. Jeżeli masz taką potrzebę, możesz skorzystać z bogatego menu gotowych całodziennych jadłospisów
    i przepisów na pyszne potrawy. Znajdziesz tu schabowego, gołąbki, mielone, spaghetti, sernik, szarlotkę, curry, a wszystko w nieco przerobionej wersji, tak aby jak najwięcej było w grupie DoWOLI. Nie uwierzysz, jak sycący, tani, prosty i szybki do wykonania może być przepyszny obiad dla całej rodziny. Kociołek Wieprzowy, Zdrowy Schabowy, Mięsne Kofty, Zamiast Frytek, Owocowe Brulee, Pannacotta z Kardamonem… Inspiracjom nie ma końca. Nadziewany Bakłażan, Sajgonki, Torcik Niebylejaki. To nie brzmi jak dieta, prawda?

             Metoda jest tak przemyślana, żebyś nie miała niedoborów, żeby wszystko było zbilansowane i zdrowe. Dzięki stosowaniu Metody Równowagi wejdziesz na spiralę w górę i z każdym dniem będzie coraz lepiej, będzie Ci coraz łatwiej dokonywać właściwych wyborów. Jak zatem może wyglądać przykładowy dzień?

  • Jak stosować Metodę Równowagi skutecznie i w zgodzie ze sobą?

             Wprowadzenie Metody Równowagi w Twoim życiu jest wprowadzeniem zmiany. Oczywiste, że to wymaga trochę wysiłku. Jednak niewspółmiernie mniej niż wytrwanie na jakiejkolwiek diecie cud. Ponadto najłatwiej zrobić to nie samemu, ale w towarzystwie innych, razem z osobami, którym możesz po prostu zaufać. Wiem z własnego doświadczenia, że deklaracja otwarcie złożona kilku osobom jest więcej warta niż deklaracja złożona samej sobie.

             Czy wiedziałaś, że jest wiele badań, które potwierdzają, że trwałe efekty przynosi tylko odchudzanie polegające na zmianie nawyków i przeprowadzane w grupie? Ciekawe, prawda? Pamiętaj, że praktycznie 99% diet kończy się fiaskiem. Ale zmiany nawyków wprowadzane w grupie – nie. W Polsce odchudzanie w grupie jest jeszcze mało popularne, ale jestem przekonana, że to zmienimy. Że dzięki temu wiele osób, łącznie z Tobą, będzie mogło w końcu uzyskać rezultaty. Bo tylko w grupie osób myślących podobnie możesz poczuć się dobrze. A trwałych zmian możesz dokonywać dopiero wtedy, gdy dobrze się czujesz sama ze sobą. Może nie uda Ci się osiągnąć spokoju w zakresie jedzenia od razu w stu procentach. Może jesteś zbyt zabiegana i odwykłaś od kontaktu z samą sobą. Ale po trochu uspokoisz swoje rozedrgane, rozbiegane łaknienie. Nie potrzebujesz diety, potrzebujesz uspokojenia samej siebie, pewności siebie, osadzenia w sobie, zajrzenia do swojego wnętrza, poczucia siebie.

             Od teraz Twój nowy, właściwy i naturalny styl życia i żywienia nie wynika z walki ze sobą. Wiesz, że każda taka walka jest z góry przegrana. Nawet jeśli czasem wygrywasz (i trzymasz dietę przez jakiś czas) to pokonujesz siebie. A więc to i tak TY jesteś przegrana. W Metodzie Równowagi Metabolicznej jest inaczej. Twój nowy styl wypływa z Ciebie. Odetchnij głęboko i wprowadź się w stan radosnego spokoju. Weź ponownie wdech i wypuść całe powietrze, aż poczujesz własne wnętrze. Czy czujesz teraz siebie? Czy jesteś bliżej siebie? Czy bardziej teraz słyszysz siebie? Czy bardziej wiesz, co czujesz? ..... Zapamiętaj ten stan. ..... Od teraz, kiedy tylko zdarzy Ci się moment przymusu jedzenia, daj sobie 5 sekund. Tyle wytrzymasz, prawda? I przez te 5 sekund weź głęboki wdech, potem wypuść całe powietrze, i jeszcze resztę powietrza, usiądź lub stań mocno, osadź się w sobie, poczuj siebie. Poczuj się tak jak przed chwilą. A teraz uruchom swoją wyobraźnię. Powiesz, że nie masz wyobraźni, nie umiesz. Każdy umie. Różnimy się tylko stopniem wyuczenia widzenia, czyli wizualizowania obrazów. Może należysz do osób, które nie mają z tym problemu. Ale może wręcz przeciwnie. Jeśli tak, to zrób proste ćwiczenie. Wyobraź sobie wymarzone wakacje. Może leżysz na plaży i wygrzewasz się w słońcu? Słyszysz szum fal? A może siedzisz na bujanym fotelu pod sosną i czytasz książkę? Słyszysz śpiew ptaków? A może jedziesz na wielbłądzie i oglądasz piramidy? Czujesz, jak jest gorąco? Na pewno możesz sobie wyobrazić takie rzeczy. Potrafisz. A teraz pomyśl o tym, co w Tobie piękne, ładne, śliczne. Ja mam ładne nadgarstki i dłonie. Nawet kiedy byłam pulchna, zawsze były ładne. Mam pomalowane paznokcie, ciekawe pierścionki. Zobacz tę część swego ciała, która jest cudna. Pogłaskaj ją z czułością. Zakochaj się w niej. Zakochaj się w sobie. Zobacz to, co w Tobie piękne, zobacz swoje atuty. I poczuj do szpiku kości, że je masz, że są Twoje, że są Tobą i że taką siebie kochasz. Wiesz o swoich wadach. Jesteś człowiekiem. Masz fałdki tłuszczu, cellulit, przebarwienia, pryszcze. Ale nie koncentrujesz się na nich. Wiesz, że są. W pragmatyczny sposób pracujesz nad nimi. Dzięki temu masz poczucie, że o siebie dbasz. Ale koncentrujesz się na tym, co u Ciebie piękne. Może szyja, może oczy, może włosy, może biust? Masz całkiem negatywne nastawienie do siebie i twierdzisz, że nie masz w sobie NIC pięknego? Zrób sobie manicure i makijaż. Albo niech zrobi Ci go kosmetyczka. I podziwiaj to. Podziwiaj przez to siebie. To będzie Twój pierwszy krok do miłości do siebie. Potem zrób kolejny, znajdź kolejną cechę wartą podziwu. Może zęby? Może ramiona? Myśl o tym, co masz piękne i to kochaj. Myśl o tym często, ponawiaj świadomie tę myśl, a będziesz kochać siebie coraz bardziej. A teraz wyobraź sobie siebie w wymarzonej sylwetce. Zobacz, jak wyglądasz, jak jesteś ubrana, jak się poruszasz. Doznaj, jak się czujesz. Jak lekko Ci wejść po schodach. Zobacz wzrok innych, kiedy w bikini przechadzasz się po plaży. Usłysz w wyobraźni komplement znajomych :

             „Jak Ty pięknie wyglądasz...”. Widzisz jak się prezentujesz w swoich marzeniach i nie masz żadnych wyrzutów sumienia, że taka jeszcze nie jesteś, bo siebie kochasz. Wiesz, że już jesteś na właściwej drodze. To tylko kwestia czasu. Jest Ci dobrze ze sobą. W sposób przemyślany wiesz, co zmienisz. Wszystko jest w porządku. Czujesz spokój i chęć działania. Teraz, sięgając po jakiekolwiek jedzenie, na ułamek sekundy, może na początku na kilka sekund, wyobraź sobie, co ono spowoduje w Twoim ciele. Wiesz już wszystko o spirali w dół. Wiesz, co ją powoduje. Wiesz skąd u Ciebie stan rozchwiania metabolizmu. Od teraz Ty tu rządzisz i krok po kroku idziesz po spirali w górę, ku Równowadze. …

             Stoi przed Tobą talerz. Hamburger, frytki, cola. Zobacz oczyma wyobraźni, że cała ta porcja to za dużo dla Twojego układu pokarmowego. Zobacz, z jakim wytężeniem będzie on pracował, aby to strawić. Nie da rady. Jelita będą podrażnione aż do następnego dnia. Do krwi dostanie się wiele toksyn. Stoi przed Tobą talerz. Hamburger, frytki, cola. Nadmiar Cię zatruwa. Jutro będziesz wzdęta, wypróżnienie nie będzie przyjemne. Oczy spuchnięte. Dodatkowy tłuszcz w pasie. Zobacz to. Zobacz siebie po tym posiłku. Zobacz, co się stanie w Twojej krwi. Poziom insuliny skoczy do góry, a za godzinę spadnie jak dziki. Będziesz wściekle głodna. Twoje żyły w środku zapcha cholesterol. Nie medytuj nad tymi obrazami, bo są nieprzyjemne. Zrób z nich tylko migawki. A teraz zobacz dużą porcję soczystej, kolorowej, świeżej sałaty z grillowanym indykiem i wodą z cytryną do popicia. Poczuj ten miły zapach. Zobacz w swojej krwi insulinę na umiarkowanym stabilnym poziomie. Mnóstwo witamin i mikroelementów w żyłach. Jelita pracują ochoczo. Rano jesteś wypoczęta, świeża. Śpisz dobrze, brzuch jest płaski. Idziesz spać z poczuciem, że dbasz o siebie, że żyjesz, jak chcesz, że to Ty decydujesz. Widzisz siebie za pół godziny najedzoną, a za 2 godziny nadal niegłodną. Czy jeszcze masz ochotę na tego hamburgera? Widzisz jak nadmiar złego tłuszczu Cię zatyka, a dobry zdrowo oczyszcza? Widzisz, jak po białej bułce jesteś za chwilę głodna, bo ona przez Ciebie migiem przeleci? Widzisz, jak kromkę razowego chleba Twój układ trawienny rozpracowuje powoli. Wyobraź sobie, jak błonnik popity szklanką wody pęcznieje nawet 40 razy w Twoich jelitach. Jaka jesteś najedzona! Czy nadal podać białą bułeczkę? Życie to sztuka wyborów. Ty już wiesz całą sobą, co wybierać. A jeśli przyjdzie Ci zapomnieć, jak dokonywać wyborów, kiedy stare nawyki będą dawały się we znaki, Grupa Motywacyjna zawsze pomoże Ci wejść z powrotem na zdrowe tory

  • Buraki

    Buraki jak dobre wino, czyli korzystajmy z sezonu, ile się da!

    Koniec wiosny, początek lata – zaczyna się sezon! A nawet co najmniej kilka sezonów: na truskawki, na grilla, na czereśnie i na coraz więcej świeżych warzyw i owoców (czyli grupa DoWOLI w pełnej krasie!). A jeśli chodzi o sezon warzywny, mamy teraz m.in. sezon na młode buraczki. Buraczki – poza wigilijnym barszczykiem (oczywiście w tych rejonach, gdzie nie obowiązuje wigilijna grzybowa), chłodnikiem na lato i tradycyjnymi „buraczkami do schabowego” tak naprawdę mamy w lekkiej pogardzie – chętniej obecnie korzystamy z innych, modnych warzyw. No i, jak się pewnie domyślasz, niesłusznie. Buraki to skarbnica wszelkich dobrodziejstw. Buraki mają w sobie mnóstwo dobroczynnych składników, są w naszej strefie klimatycznej powszechnie dostępne, no i są tanie jak barszcz.

    A wiesz, że w dawnych czasach, w epoce sprzed różów i fluidów do twarzy, to właśnie sokiem z buraka kobiety poprawiały sobie urodę, malując na policzkach rumieńce, by wyglądać zdrowo?

    No właśnie, kolor. Czy zauważyłaś, że sok z  buraków i dobre czerwone wino mają ten sam przepiękny kolor? Nie bez przyczyny. Oba płyny swą barwę zawdzięczają antocyjanom –  barwnikom, dzięki którym mamy lepszą odporność, wolniej się starzejemy i zapobiegamy wystąpieniu nowotworów. Brytyjscy naukowcy z Uniwersytetu Exeter, którzy badali medyczne właściwości buraków, w konkluzji uznali to warzywo za  superprodukt odżywczy. I rzeczywiście, szklanka soku z buraków potrafi zdziałać cuda: uchroni przed katarem, uwolni od zgagi, obniży ciśnienie krwi i doda sił. Buraki wyraźnie  obniżają ciśnienie krwi. Na to też mamy oczywiście stosowne potwierdzenie. Naukowcy z London School of Medicine oraz Peninsula Medical School przeprowadzili badania na pijących buraczany sok ochotnikach. Okazało się, że nawet jednorazowe wypicie 1 – 2 szklanek tego soku obniża ciśnienie tętnicze już w ciągu godziny, a efekt ten nasilał się po 3 – 4 godzinach i utrzymywał się przez całą dobę. Może warto to rozważyć, zanim udamy się do lekarza po tabletki? Oczywiście żadnej samowolki, ale jestem pewna, że możecie zadziwić lekarza wynikami.

    Na ostatniej Konferencji Food Forum o żywieniu w sporcie, sok z buraka był jednym z głównych tematów. A to dlatego, że buraki zwiększają wytrzymałość. Dietetycy polecają sportowcom sok z buraka jako znakomity napój energetyzujący. O niebo lepszy od wszelkich sztucznych "energetyków". Doświadczenia wykazały, że zwiększa on o około 16% wytrzymałość człowieka, pozwalając mu być odpowiednio dłuższej aktywnym fizycznie i wytrzymywać większe obciążenia. Naukowcy na razie nie są w stanie wyjaśnić, dlaczego burak ma taki wpływ na osiągnięcia sportowe, podejrzewają jednak, że odpowiedzialne za ten rezultat są występujące w buraku azotany. Obniżają one zużycie tlenu przez tkanki, zmniejszając w wyniku tego zmęczenie człowieka. Jak zapewniają uczeni, taki efekt nie może być osiągnięty żadnymi innymi znanymi ludzkości środkami. Uważają oni, że ich odkrycie wezmą pod uwagę profesjonalni sportowcy: sok z buraka ćwikłowego jest faktycznie nowym – dozwolonym! – rodzajem dopingu.
    Buraki też zwalczają stany zapalne. Pomagają też w walce z wirusami. Jeśli więc dopadnie nas grypa – pijmy sok z buraka. Może on złagodzić ich przebieg infekcji wirusowych. Buraki mają też działanie wykrztuśne, pomagają więc przy kaszlu. Buraki są unikalnym źródłem betainy, substancji, która pomaga chronić komórki, białka i enzymy od tzw. stresu środowiskowego, czyli szkodliwych wpływów zewnętrznych. Betaina zapobiega także rozwojowi zmian miażdżycowych, chorób serca, udarów mózgu i zmian zakrzepowych, czyli znacznie wzmacnia układ krwionośny. Ponadto, buraki zwalczają tzw. formacje nowotworowe, czyli mają działanie antyrakowe. Dzieje się to m.in. dzięki nadającym burakom piękny kolor antyutleniaczom chroniącym przed niszczącym działaniem wolnych rodników. Buraki należą do warzyw najskuteczniej zwalczających raka, czterokrotnie zwiększają przyswajanie tlenu przez komórki. Czerwone pigmenty unicestwiają wolne rodniki, które uszkadzając DNA. Już pół wieku temu naukowcy zauważyli, że stan chorych na raka przewodu pokarmowego lub pęcherza, którzy wypijali 2 szklanki soku z surowych buraków dziennie, znacznie się poprawia. Dziś wiemy też, że buraki wspomagają organizm po chemioterapii, przy niedokrwistości i anemii. Są też nieocenione w menopauzie. Panie w okresie menopauzy zawsze powinny pamiętać o burakach, które zmniejszają ryzyko zachorowania na osteoporozę. Podobnie jak soja, łagodzą dolegliwości przekwitania: dotleniają serce, wyrównują jego pracę, zmniejszają także ciśnienie krwi, łagodzą dokuczliwe uderzenia gorąca i nawracające migreny. Naukowcy doszukali się w botwinie substancji o działaniu podobnym do kobiecych hormonów płciowych, estrogenów. A to są hormony piękna, młodości i seksu.

    Żeby tego było mało, buraczki wpływają na dobry nastrój. Burak zawiera bardzo dużo kwasu foliowego, witaminy z grupy B, która jest ważna w produkcji tzw. hormonów szczęścia. Jeżeli jesteś zmęczona, miewasz stany niepokoju i lęku, cierpisz na bezsenność, brak Ci poczucia radości życia, jesteś roztargniona i masz kłopoty z pamięcią, a do tego zaburzenia w trawieniu – być może w twoim organizmie brakuje kwasu foliowego. Zalecam buraczki!

     I jeszcze mają działanie zasadotwórcze. Dzięki temu buraki przywracają równowagę w przewodzie pokarmowym po zakwaszających go mięsiwach i słodyczach.  Tradycyjne zestawienie tej jarzynki z potrawami z królika czy dziczyzny ma bardzo głębokie uzasadnienie.

     A teraz kilka słów o botwinie, czyli zielonych liściach młodych buraków. Są tak    samo cenne jak wszystkie ciemnozielone warzywa, znacznie bogatsze w żelazo niż korzeń buraka  (w botwince żelaza jest tyle samo co w szpinaku) mają  też spore ilości witaminy A i E. Z działań medycznych botwinki warto wspomnieć, że pomaga zapobiegać osteoporozie poprzez zwiększenie wytrzymałości kości, wpływa na  wzmocnienie odporności przez stymulację produkcji przeciwciał i białych krwinek. Ostatnio medycyna wykorzystuje ją też w walce z chorobą Alzheimera. Botwinka jest typowo sezonowym warzywem. Warto zrobić sobie zapasy – nie wyrzucajmy zielonych liści, jeśli akurat nie mamy dla nich zastosowania. Możemy je pokroić i zamrozić, przydadzą się jako jarzynka w mniej bogatych okresach roku.
    A jak przyrządzać buraki, by były jak najbardziej wartościowe? Składniki mineralne zawarte w burakach rozpuszczają się w wodzie, dlatego lepiej nie gotować buraków, chyba że w zupie. Buraki będą bardziej wartościowe, jeśli zostaną upieczone w skórce i obrane dopiero przed jedzeniem. A jeśli ktoś chce w pełni skorzystać z ich bogactwa, niech pije surowy sok z buraków.


    W Klubie Równowagi mamy w „podstawowym zestawie” przepisy na potrawy z buraków. Między innymi na zupę właśnie z buraków pieczonych. Teraz już wiesz, dlaczego nie gotowanych. Zachęcamy jednak do własnej kreatywności, tylko pamiętaj o naszych grupach – DW, ZE i MCN. 

     

     

     

  • Soczewica

    Soczewica

    Soczewica ma mnóstwo cennego, łatwo przyswajalnego białka (aż 28%), sporo błonnika  i niski indeks glikemiczny. Nasyca więc powoli, powodując stopniowe, harmonijne uwalnianie insuliny.
    Soczewica ma swoją historię.  Jest jednym z najstarszych produktów spożywczych naszej cywilizacji, znana od czasów prehistorycznych. Była uprawiana na Bliskim Wschodzie już ponad 10 tysięcy lat temu. W starożytnej kuchni greckiej i rzymskiej uchodziła za potrawę ubogich. W kuchni żydowskiej stanowiła, wraz z kaszą jaglaną,  danie pokutne. W Polsce była kiedyś rośliną pastewną, a potem  na długo o niej zapomnieliśmy. Dziś jest ulubienicą nie tylko osób niejedzących mięsa – znakomicie je zastępuje – ale także poleca się ją osobom potrzebującym dużo sił witalnych – rekonwalescentom, sportowcom i pracownikom fizycznym. Znajdziemy w niej, poza białkiem,  m.in. skrobię, wapń, fosfor oraz żelazo. Jest znakomitym źródłem witamin z grupy B, w tym dużej ilości B6 i kwasu foliowego. Stanowi też bogate źródło magnezu. Zawiera niemal całkowitą pulę potrzebnych nam białek (aż 18 aminokwasów), a wśród nich jest bardzo cenny tryptofan. Nie wytwarzamy go sami, a bardzo go potrzebujemy – pozwala syntetyzować inne białka, jest także tzw. prekursorem melatoniny i serotoniny, czyli zapewnia relaks, dobry sen i dobry nastrój, zwalcza depresję. Wystarczy uzupełnić soczewicę jej kiełkami lub ryżem, aby mieć komplet potrzebnych nam białek. Soczewica jest również potężnym stabilizatorem cukru we krwi,  zapewniając organizmowi stały strumień energii.

    Do tego peanu dodam jeszcze niezwykłe cechy praktyczne. Niektórzy mówią, że soczewica to marzenie kucharzy. Jest bardzo prosta w obsłudze.  Dania z soczewicy właściwie nie da się zepsuć,  nawet jeśli ją rozgotujemy albo dodamy za dużo wody  –  w każdym stanie jest do uratowania. Nie trzeba jej namaczać, jak większość strączkowych, możemy więc ją przyrządzać ad hoc, bez wcześniejszych przygotowań.  Szybko się gotuje, szczególnie czerwona. Jest ponadto przepyszna, niektórzy nie dodają do niej żadnych przypraw, delektując się delikatnym smakiem. Solenie powoduje, że ziarna soczewicy twardnieją, więc dodawaj ją na samym końcu gotowania (albo zastąp ziołami). Produkty zawierające kwasy, np. wino lub pomidory, wydłużają czas gotowania soczewicy. Warto więc je dodać dopiero gdy ziarna zmiękną. Podam Ci przydatny przelicznik: z jednej szklanki suchej soczewicy po ugotowaniu otrzymasz od 2 do 2,5 szklanki ziaren. Pół kilograma suchej soczewicy jest równe 5 szklankom ugotowanej.
     

    Soczewica występuje w kilku odmianach: zielona, żółta, czerwona, brązowa, a nawet czarna. Różnią się nieco smakiem, to subtelne różnice dla prawdziwych smakoszy. Jeśli chcesz, by po ugotowaniu soczewica zachowała swój kształt, wybierz odmianę brązową, która nie jest łuskana. Czerwona, pomarańczowa i żółta mają  słodkawy posmak, są najlepsze są na zupy i gulasze, również dzięki temu, że szybko miękną, a gotując je, łatwo uzyskać konsystencję kremu lub puree. Najdroższa i najbardziej aromatyczna jest francuska soczewica du Puy, która po gotowaniu zachowuje kształt. Soczewica to idealny materiał  na zupy, gulasze, sałatki, pasztety i pasty, kotlety, świetnie pasuje do curry. Może też stanowić samodzielne danie. Przepisów jest mnóstwo. Ja podam dziś tylko kilka moich ulubionych.  Korzystając z innych, zwracaj uwagę na dodawane składniki – co z grupy DoWOLI, co ZdroweEXTRA itd. Z soczewicy zaprawionej dodatkami także można zrobić kaloryczną bombę.

    Co mogę jeszcze dodać? Soczewica jest tania, tańsza niż mięso i ryby, a już na pewno przebija zwariowane ceny nutrikosmetyków, czyli tzw. urody w kapsułkach. Kup sobie lepiej urodę w ziarenkach i hojnie obdaruj nią całą rodzinę. 

    Ale ja nie mam czasu gotować! – powiesz. Jak już wspomniałam, soczewicy nie trzeba namaczać i gotuje się nieporównywalnie krócej niż inne strączkowe. Ale dla bardzo opornych leniuszków – dobra wiadomość – soczewica jest do kupienia już ugotowana w puszce, zupełnie niedrogo. Nie zachęcam do konserw, ale od biedy lepiej soczewica z puszki raz na jakiś czas, niż soczewicy całkowity brak!

    Pomysły na dania z soczewicy znajdziecie w zakładce PRZEPISY.

     

     

  • Węglowodany

    Przez ostatnie lata ogromna popularność diet z niską i bardzo niską zawartością węglowodanów spędzała sen z powiek lekarzom i dietetykom. Wzięli się więc za te diety naukowcy. Przyjrzeli się bliżej, przeprowadzili eksperymenty, testy.
    No i prawda wreszcie wyszła na jaw, także w majestacie rzetelnych naukowych badań. Diety nisko węglowodanowe – żadna z nich! - w dłuższym okresie nie działają! A nam chyba chodzi właśnie o ten ‘dłuższy okres’, najlepiej na całe życie. Co zaobserwowali i ogłosili eksperci?
    Osoby jedzące mało węglowodanów przede wszystkim są smutne i zestresowane, często depresyjne.
    Czepiasz się męża i dzieci o byle co? Wrzeszczysz na kierowców, prowadząc samochód? Przestało Cię interesować cokolwiek, z Tobą samą włącznie? To niedobór węglowodanów!

    Wszyscy odczuwamy mniejsze lub większe zapotrzebowanie na węglowodany. Jeśli je usuniemy lub drastycznie ograniczymy w naszej codziennej diecie, pragnienie to będzie się nasilać , powodując ogromne napięcie i przybierając niemal kuriozalne rozmiary.
    W Australii prowadzono badania przez rok. Po 12 miesiącach okazało się, ze osoby odżywiające się w zrównoważony sposób były zdecydowanie bardziej zadowolone, spokojniejsze i zdolne do znacznie większej koncentracji niż członkowie grupy będącej na nisko węglowodanowej diecie. Ci drudzy skarżyli się ponadto na wysoki poziom stresu. Specjaliści potwierdzili, że węglowodany podnoszą w mózgu poziom substancji chemicznych regulujących nastrój i redukujących stres. Natomiast pożywienie z dużą zawartością białka i kwasów tłuszczowych powoduje znaczny spadek poziomu tych substancji.

    W rezultacie stres i depresja spowodowane niedoborem węglowodanów niweczą wszelkie Twoje wysiłki, aby schudnąć czy utrzymać szczupłą sylwetkę.

    Podczas stresu wzrasta w naszym organizmie poziom kortyzolu, hormonu stresu, który z kolei wzmaga apetyt, podatność na pokusy, chęć dogadzania sobie, ‘zaopiekowania się’ sobą. W ramach tej opieki zjadamy często kilka tabliczek czekolady, podczas gdy w normalnych warunkach wystarczyłoby nam do szczęścia kilka kostek, i to deserowej lub gorzkiej.
    A zdarzyło Ci się kiedyś, że nie możesz dopiąć spodni, które jeszcze wczoraj były dobre? Nie bójmy się nieeleganckich słów – miałaś wzdęty brzuch. Pewnie obwiniałaś za to bułeczki i ciasteczka. Błąd. Najczęstszym powodem wzdęć jest zaparcie, tak charakterystyczne i nieodłącznie związane z niedoborem, a nie nadmiarem węglowodanów. Mówiąc krótko, dieta nisko węglowodanowa powoduje, że Twój brzuch często jest wzdęty. Nieprzyjemne, prawda?

    W diecie nisko węglowodanowej czujemy się czegoś pozbawieni, z czegoś wręcz ogołoceni. Nie dziwią więc wyniki innych badań, tym razem kanadyjskich, gdzie po zaledwie trzydniowym okresie diety obie grupy kontrolne (jedna była na diecie nisko węglowodanowej, druga na zrównoważonej) zaproszono na śniadanie-test, gdzie wszyscy mogli jeść co i ile dusza zapragnie. Osoby z pierwszej grupy po prostu rzuciły się na croissanty, słodkie bułeczki, wręcz faszerowały się pełnymi tłuszczu, cukru i białej mąki pysznościami. Osoby z drugiej grupy zaś jadły tak jak zwykle. Daje do myślenia?
    Więc już wiemy - dieta nisko węglowodanowa, jak każda niezrównoważona dieta, nie daje się utrzymać w dłuższym okresie. Już sześć tygodni na takiej diecie to wyczyn, a co dopiero sześć miesięcy czy… całe życie. Nie da się. A co jest zawsze po zakończeniu restrykcyjnej diety? Już przecież wiesz – obowiązkowe JO-JO.

    No to podsumujmy. Nie jedząc węglowodanów, będziesz:

    • smutna albo wściekła (może być na przemian),
    • niezdolna do koncentracji,
    • z bardzo często wzdętym brzuchem,
    • podatna na napady obżarstwa,
    • grubsza zamiast szczuplejsza.
    Jedyne rozwiązanie to jeść węglowodany, a najlepiej jeść je z głową.

    I dlatego w mojej metodzie, Metodzie RÓWNOWAGI, jest mnóstwo zdrowych węglowodanów – w grupie ZdroweEXTRA (szerzej napiszę o niej niebawem). Są tu kasze, ryż, pełnoziarniste pieczywo, razowe makarony, pełnoziarnista mąka, ziemniaki, miód, wafle ryżowe, ciastka owsiane, gorzka czekolada, nie mówiąc o pysznościach z grupy MałeCoNIECO, na które też możesz sobie pozwolić.

    Czy teraz już wiesz, dlaczego kukurydziane kulki z miodem i suszonymi owocami SĄ odchudzające?

    Tą przyjemnością możesz się napawać bez żadnych wyrzutów sumienia

     

     

    Składniki na 12 kulek:

    • 6 czubatych filiżanek prażonej kukurydzy czyli popcornu
    • ¼ filiżanki miodu
    • ¼ filiżanki masła orzechowego w temperaturze pokojowej
    • 2 łyżki stołowe drobno posiekanej gorzkiej czekolady
    • 2 łyżki stołowe drobno posiekanych suszonych śliwek lub żurawin

    Przygotowanie (20 min.):
    Przygotuj arkusz papieru do pieczenia.
    Przygotuj popcorn w garnku lub w kuchence mikrofalowej – nie kupuj kukurydzy już z tłuszczem czy solą, często sprzedawanej w kolorowych opakowaniach do przygotowania w domu dla dzieci, tylko czystą suchą kukurydzę na popcorn.
    Przygotuj średnią miskę z bardzo zimną wodą, najlepiej wrzuć do niej kilka kostek lodu.
    Gotowy popcorn wsyp do drugiej dużej miski (nie do tej z wodą!).
    Miód i masło orzechowe połącz w rondelku i podgrzewaj na średnim ogniu, stale ostrożnie mieszając. Gdy mieszanka zacznie bąbelkować, gotuj jeszcze przez 15 sek., nadal mieszając, a potem od razu wylej zawartość rondelka na popcorn i wymieszaj delikatnie drewnianą szpatułką, tak aby pokrył się równomiernie. Dodaj czekoladę i suszone owoce i jeszcze raz wymieszaj.
    Teraz zanurz obie dłonie w misce z wodą i szybkimi ruchami formuj kilkucentymetrowe kulki, mocno ugniatając. Upewniaj się, że w każdej kulce są suszone owoce. Wykładaj kulki na przygotowany papier, a jeśli są zbyt luźno zlepione, zanurz dłonie jeszcze raz w wodzie z lodem i ściśnij kulki mocniej. Teraz powinny całkowicie wystygnąć. Aby je dobrze przechować, owiń kulki folią spożywczą i umieść w szczelnym pojemniku. Tak zamknięte zachowują świeżość do 2 dni, ale najlepsze są od razu :-)
    Powinno wyjść 12 kulek.

    Według Metody Równowagi Metabolicznej 2 kulki to 1 porcja ZdrowegoEXTRA.

  • Soki w diecie

    Soki to napój bardzo popularny, więc warto mu poświęcić trochę uwagi. Szczególnie dlatego, że wokół soków i ich spożycia powstało w ostatnich latach mnóstwo teorii i ‘mądrości’, w których zwykłemu konsumentowi coraz trudniej się rozeznać. Począwszy od traktowania szklanki soku jak 1 porcji warzyw albo owoców po diety "sokowe".

    Więc na początek, aby Cię uspokoić przed lekturą, powiem, że Metoda Równowagi Metabolicznej jednoznacznie uporządkowała tę kwestię: soki owocowe świeżo wyciskane, bogate w błonnik, to ZdroweEXTRA, soki owocowe z kartoników (i innych tego typu opakowań) to MałeCoNIECO. Jak już wiesz, w naszej metodzie obie te grupy spożywamy w limitowanych dziennych porcjach. Soki warzywne, ze względu na prawie brak cukrów, to DoWOLI.

    Dlaczego soki owocowe (takie zdrowe! wszędzie o tym słychać!) nie są DoWOLI?

    Z prostej przyczyny: nawet świeżo wyciskane soki owocowe to dawka składników pokarmowych, a przede wszystkim kalorii, pozyskanych przez organizm bez najmniejszego wysiłku – pracę naszych szczęk i zębów wykonała maszyna. Jeśli zaś chodzi o soki owocowe ‘spreparowane’ przez przemysł spożywczy, pod względem żywieniowym możemy je traktować na równi z cukierkami i batonikami.

    Dla lepszego zobrazowania, czy wyobrażasz sobie zjedzenie takiej ilości pomarańczy, po jakiej widzisz skórki na obrazku obok? Pewnie mało kto dałby radę, no i po takiej sesji, byłby najedzony na długi czas. A wyobrażasz sobie wypić sok wyciśnięty z tej samej ilości pomarańczy? 2-3 szklanki. Pewnie nie byłoby to większym problemem. A teraz pomyśl o poziomie satysfakcji z jedzenia, o "stopniu najedzenia się" po wypiciu tego soku w porównaniu do zjedzenia tych wszystkich pomarańczy?Dzieje się tak dlatego, że nasz mózg też "najada się" rejestrując ruchy żuchwą, czyli po prostu gryzienie i chrupanie. Pijąc soki tego nie mamy, jedząc owoce - tak, i to ile!
    W dużym uproszczeniu, na razie pomijając inne składniki, surowe owoce lub warzywa składają się głównie z wody z cukrem i błonnika. Sok w wersji naturalnej to woda i cukier, ewentualnie niewielkie ilości błonnika. Od tego, co z tą naturalną wersją zrobimy, zależy wartość odżywcza i dietetyczna soków. A zrobić można mnóstwo rzeczy…
    Najnaturalniejsza forma spożywania soków to zjadanie ich wraz z całym owocem lub warzywem, w których są zawarte. Oczywiście mówimy tu o surowych warzywach i owocach, każda forma obróbki termicznej zmienia sytuację.
    Ale powiedzmy, że ta najprostsza forma nam nie wystarcza albo nie odpowiada. Co więc można zrobić z sokiem, gdy już zdecydujemy się go oddzielić od owocu lub warzywa? Można go dosłodzić, rozcieńczyć, zabarwić, dodać sztucznie wytworzone witaminy, dodać konserwanty, wlać do kolorowych kartoników i butelek, zaopatrzyć w zachęcające etykietki, zaprząc ogromną machinę marketingowo-reklamową, bo taki sok jest oczywiście produktem na sprzedaż i aby ta sprzedaż była jak największa, prawie wszystkie chwyty są dozwolone. Nie wiem, czy wiesz, że Polska przez ostatnie trzy lata realizowała – przy udziale ogromnych środków unijnych – projekt ‘5 porcji warzyw, owoców lub soku’, a obecnie szykuje się do kolejnego unijnego trzyletniego projektu pod nazwą ‘Soki i musy – witaminy w wygodnej formie’. Dostaniemy na to 5 milionów euro. To znaczy dostaną producenci tych soków, czyli przemysł spożywczy. To dużo pieniędzy...

    Oczywiście to bardzo dobrze, kiedy spożywamy soki zamiast, np. piwa albo słodzonych (i barwionych!) napojów gazowanych, ale jak we wszystkim potrzebny jest umiar i rzetelna wiedza o tym, co robimy. Przy prowadzonych z wielkim rozmachem kampaniach marketingowych raczej nam to ‘nie grozi’.

    Zarówno w Ameryce Północnej, jak i w Europie są ostatnio, ze wsparciem rządów i organizacji międzynarodowych, prowadzone kampanie mające zwiększyć spożycie owoców i warzyw. Stwierdzono, że mieszkańcy wysoko zurbanizowanych państw zjadają ich stanowczo za mało ze szkodą dla swego zdrowia. To niskie spożycie ma też niebagatelny wpływ na ‘epidemię otyłości’, z jaką mamy do czynienia na tych terenach. Przeznaczono na to spore środki, które w dużej mierze trafiają też do producentów żywności. To dla nich spora szansa na zwiększenie atrakcyjności produktów i przez to zysków. Spora środki na kampanie reklamowe. Czy spodziewasz się, że w takiej kampanii zostaniesz rzetelnie poinformowana o wszystkich skutkach kupowania coraz większych ilości przetworów owocowych, czyli soków? Myślę, że raczej będziesz zachęcana do zjadania coraz większej ilości dżemów i kompotów, a jak się boisz utyć – kupuj je w wersji light. Czyli ze słodzikiem. Brrr….Przeciętny Amerykanin wypija rocznie nieco ponad 30 litrów soków. I są to głównie soki owocowe. Soków warzywnych , z najbardziej popularnym pomidorowym pije się stosunkowo niewiele. A szkoda, bo akurat soki warzywne nie zawierają prawie cukrów, bo też i warzywa ich prawie nie zawierają, zatem zrobienie z pomidora soku nie zwiększa koncentracji cukru. Z tego też powodu soki warzywne to DoWOLI w Metodzie Równowagi. Ale w USA króluje sok pomarańczowy. Podobnie jak i w Polsce. U nas roczne spożycie soków wynosi średnio 18 do 20 litrów na osobę, z lekką tendencją spadkową w ostatnich latach (kryzys czy wzrastająca świadomość dietetyczna?). Zwiększa się za to spożycie wody mineralnej, co cieszy nie tylko jej producentów, ale także lekarzy i dietetyków.
    Od razu powiem, że soki owocowe, nazwijmy to, komercyjnie ulepszone, nie cieszą się dobrą opinią dietetyków i lekarzy. Ich zdaniem wpływają na przyrost tkanki tłuszczowej i niewiele różnią się od innych niezdrowych napojów. Specjaliści w dziedzinie zdrowego odżywiania podkreślają, że nawet tak zwane stuprocentowe soki owocowe dostępne w sklepach zawierają niezwykle małe ilości witamin, minerałów i flawonoidów i są jedynie niepotrzebnym źródłem cukru. Ponadto nie zawierają błonnika wcale, a niektóre – z reguły dość drogie, specjalnie wzbogacone – zawierają go bardzo niewiele. Oczywiście dla zachowania zdrowia – dobrego samopoczucia i prawidłowego funkcjonowania organizmu – ważne jest spożywanie odpowiednich ilości warzyw i owoców. Na przykład amerykański Departament Rolnictwa zaleca minimum półtorej do 2 szklanek owoców (nie soków owocowych) dziennie dla kobiet i co najmniej 2 dla mężczyzn. Stąd też unijna kampania ‘5 porcji warzyw i owoców codziennie’. Sok może być także doskonałym dostawcą witamin i minerałów, ale nie można go traktować jako równoważny zamiennik, a poza tym na pewno nie każdy sok.

    Wielu dietetyków, np. dr Jonny Bowden, zaleca całkowite wyeliminowanie soków owocowych z diety, uważając je za pełne cukru mało wartościowe napoje. Z kolei dietetyk i instruktorka zdrowego stylu życia Kristen Ciuba radzi jednoznacznie: jeśli tylko możesz, zjedz owoc zamiast go pić. Swoim dzieciom, kiedy dopominają się o sok, daje do picia wodę z odrobiną soku żurawinowego. Nawet jeśli chodzi o stuprocentowe soki owocowe, nie widzi sensu dawania ich nikomu: ani dzieciom, ani dorosłym.
    Zimą pojawiła się na chwilę afera z sokiem Kubuś, kiedy to oburzeni rodzice dociekali, dlaczego soczek ten pozostawiony w samochodzie na mrozie nie zamarzł, a woda w butelce obok tak. Co za chemia? Nie tyle akurat chemia była to, tylko cukier. Dodawany do tego soku syrop glukozowo-fruktozowy ma inną temperaturę zamarzania niż woda, więc soczek "trzymał się" nieźle mimo mrozu. Nie była to trutka, ale też nic dobrego i nic, co miałby cokolwiek wspólnego z owocem. A na opakowaniu same obrazki uśmiechniętych buziek i tańczących owoców...
    Z drugiej strony wiele osób soki po prostu lubi. Jeżeli chcemy zdrowo się odżywiać, to lepiej wybrać soki świeżo wyciskane. Będziemy mieli wówczas pewność, że nie dodano do nich niczego niespodziewanego.

    Ze świeżo wyciskanymi sokami sytuacja wygląda nieco inaczej w zależności od tego, jaką metodą te soki uzyskamy. Kiedyś warzywa czy owoce ścierano na drobnej tarce i odciskano z nich sok – tak robiły nasze mamy czy babcie, aby dać dzieciom np. sok z marchwi. Trudno tak jednak przerobić kilka kilogramów ‘surowca’ dla całej rodziny. Obecnie najpopularniejszą domową metodą na soki jest używanie sokowirówki, w której oddzielamy z owoców i warzyw tzw. suchy miąższ. Oddzielamy i z reguły wyrzucamy. A z nim mnóstwo błonnika… Możemy oczywiście trochę tego suchego miąższu z powrotem dodać do soku, to korzystne rozwiązanie. Możemy także ‘szarpnąć się’ finansowo i zaopatrzyć w najnowszy hit, czyli wyciskarkę wolnoobrotową. Takie wyciskarki miażdżą surowiec mocnym ślimakiem, a następnie powoli przecierają pulpę przez sito, wszystkie cenne substancje pozostawiając w soku nieuszkodzone. Bardzo, bardzo korzystne rozwiązanie, ale niekoniecznie dla kieszeni – to wydatek rzędu od kilkuset do ponad tysiąca złotych. W takie wyciskarki są jednak zaopatrzone niektóre restauracje, a nawet bary typu fit czy stoiska w centrach handlowych, można więc spróbować soków w takich miejscach. Niestety, nawet tak wyciskarka nie załatwi na poczucia gryzienia i przeżuwania, co da nam zjedzenie zwykłego owocu.
    Dla osób zdecydowanie nie mających problemów z tuszą ani z poziomem cukru i insuliny we krwi, picie soku owocowego, a dla wszystkich - picie soku warzywnego, może mieć zalety.

    Na przykład:
    • soki pozwalają zwiększyć ilość dostarczanych witamin i składników mineralnych. Na 1 litr soku wyciskanego w wyciskarce potrzeba ok. 1,5 – 2 kg surowca. Czy łatwo jest zjeść 1,5 kg surowych marchewek lub jabłek? Wypić warzywa jest dużo szybciej i efektywniej niż je zjeść. Zdaniem niektórych amerykańskich dietetyków stuprocentowe soki owocowe pomagają ludziom zbliżać się do rekomendowanych dawek warzyw i owoców w diecie; świeżo wyciskane soki pozwolą na dostarczanie do organizmu większej różnorodności warzyw, ziół, traw, kiełków czy owoców. Z reguły jadamy te same warzywa, robimy te same ulubione sałatki lub zupy. Niektórzy nie jadają warzyw niemal wcale (bo nie lubią, bo cierpią po nich na niestrawność itd.), a dzieci lubią wybierać np. pietruszkę czy seler z zupy itd. W wyciskanych sokach można przemycić nawet takie warzywa, zioła czy przyprawy, których normalnie się nie lubi. Dodane w niewielkich ilościach w wyciskanym soku nie są nawet wyczuwalne ani widoczne. Ale musimy też pamiętać, że nie jest to zupełnie to samo, co zjadanie owoców i warzyw. Jedząc cały owoc, dostarczamy organizmowi także sporą ilość błonnika, który wspiera pracę jelit. Jeśli pijesz sok owocowy Twój organizm nie czuje się tak samo nasycony, jak po zjedzeniu owocu. A to oznacza, że niedługo potem zaczynasz myśleć o tym, żeby coś zjeść. Innymi słowy: pijesz sok jako dodatek do normalnej ilości jedzenia, a nie zamiast jego części. Wadą świeżo wyciskanych soków jest też konieczność ich przygotowywania bezpośrednio przed spożyciem. W zasadzie sok owocowy nie powinien być przechowywany dłużej niż 5 godzin po przygotowaniu. Ponieważ są smaczne, można ich wypić sporo i wtedy dostarcza się organizmowi naprawdę wiele kalorii, głównie w postaci szybko wchłanianego cukru - fruktozy. Soki ze świeżych owoców nie różnią się od pierwowzoru jedynie mniejszą zawartością błonnika. Dlatego owoce i soki owocowe nie mogą zastępować głównych posiłków, ponieważ zaburzają równowagę metaboliczną.

    Wypicie soku owocowego, nawet tak dobrego, jak ze świeżo wyciśniętych owoców, najprawdopodobniej wywoła skokowy wzrost poziomu glukozy we krwi, a co za tym idzie – także insuliny. Efektem będzie pojawienie się po pewnym czasie głodu. Nawet jeżeli przed wypiciem soku nie byliśmy głodni, to po jego wypiciu głód może się pojawić. Soki owocowe powinno się pić razem z innymi pokarmami. Grzanka z wędliną lub serek sprawią, że danie będzie zdrowsze i bardziej sycące.

    Picie soków to nawyk i tak traktuje go Metoda Równowagi Metabolicznej. Podstawowa funkcja picia soków to zaspokojenie pragnienia, dostarczenie organizmowi płynu. O tym, czy zrobimy to, pijąc soki, wodę lub inne napoje, decyduje tylko nasze przyzwyczajenie. A czy picie soków to nawyk dobry czy zły, decyduje z kolei kontekst, czyli przede wszystkim proporcje i równowaga.

  • Czym słodzić?

    Zacznijmy od zwykłego białego cukru. Pamiętasz może słynny przedwojenny slogan reklamowy „Cukier krzepi”? Jest już nieaktualny. Nawet autorstwo samego Melchiora Wańkowicza nie uchroniło go przed detronizacją. Teraz, popadając nieco w skrajność, mówi się, że cukier to biała śmierć – jedna z trzech, pozostałe to sól i biała mąka. Prawda o cukrze leży gdzieś pomiędzy (może niezupełnie pośrodku). Nie pozostawia jednak wątpliwości, że: po pierwsze, cukier nie jest ani zdrowy, ani niezbędny naszemu organizmowi, a po drugie, że biały cukier to ciągle najpopularniejsza substancja słodząca używana w domach, w gastronomii i w przemyśle spożywczym. Cukier kryształ, który kupujemy w sklepie, składa się głównie z sacharozy i jest pozbawiony wszelkich witamin, minerałów, protein, włókien, wody. W układzie pokarmowym jest rozkładany na fruktozę i glukozę. Biały cukier poza energią, której źródłem są przecież również inne węglowodany, nie dostarcza żadnych innych składników odżywczych. To dlatego nazywany jest „pustymi kaloriami”. Często mówimy o kawie, że wypłukuje z naszego organizmu cenne pierwiastki mineralne, np. magnez. Ale tak samo robi każda substancja, która zakwasza organizm: wypłukuje magnez, a także pozostałe minerały zasadowe, czyli wapń, potas i sód. Cukier też jest takim złodziejem minerałów – i to bez względu na to czy jest to cukier biały, brązowy czy w jakimkolwiek innym kolorze.

    Więc jeśli nie cukier, to coś innego. Tylko, co? Dostępnych obecnie kontrpropozycji jest tyle, że trudno się nie pogubić, tym bardziej, że niemal do każdej jest dorobiona jakaś mniej lub bardziej wiarygodna ideologia. Coś z tego wybierzemy, ale najpierw krótki przegląd.

    O miodzie (więcej przeczytasz w oddzielnym folderze). Przypomnę, że miód jest uznawany za naturalną, zdrową słodycz. Różne jego rodzaje składają się głównie z fruktozy (ok. 39%) i glukozy (ok. 34%). Jednak to właściwości antybakteryjne, detoksykacyjne oraz te wpływające na regulację ciśnienia oraz większą odporność organizmu stanowią o wartości miodu. Jego kaloryczność jest jednak dwukrotnie wyższa niż białego cukru, a poddany temperaturze powyżej 40º C traci swe cenne właściwości (ale nie kalorie!). Tak, więc miód stosuj w celach prozdrowotnych, także smakowych, ale mądrze i z umiarem.

    Fruktoza to cukier prosty, najczęściej występujący w owocach, stąd jego nazwa. Jest słodsza od sacharozy i wolniej przyswajana przez organizm, nie wywołuje jednak takiego uczucia sytości jak glukoza. Naukowcy ostrzegają przed nadmiernym spożywaniem cukrów prostych, np. według WHO cukry proste nie powinny stanowić więcej niż 10% spożywanej dziennej dawki energii. Chyba lepiej to zostawić na pyszne owoce? Dlaczego fruktoza nie jest zalecana? Nie wdając się w szczegóły (chętnych odsyłam do fachowej lektury, ale nie portali producenckich – tam niestety przeczytacie mnóstwo bzdur na ten temat) stwierdzono, że często używane w produktach spożywczych cukry proste prowadzą do przyrostu masy ciała, czyli tyjemy! i negatywnych tego konsekwencji: chorób układu krążenia, nadciśnienia tętniczego, dyslipidemii, wysokiego poziomu „złego” cholesterolu i trójglicerydów, a także do powstania cukrzycy typu 2. No to, dlaczego w stoiskach ze zdrową żywnością są dostępne ciasteczka z fruktozą dla cukrzyków??? To jeden z największych błędów przemysłu spożywczego! Został już skompromitowany i potępiony, ale takie ciasteczka niestety nadal są dostępne. I to, jako zdrowsze od słodzonych cukrem! Lepiej ich nie kupuj, lepiej już zjedz zwykłego pączka. Z badań wynika, że jeśli rano wypijemy słodzony krystaliczną fruktozą napój lub zjemy produkty nią posłodzone nasz organizm przerobi na tkankę tłuszczową nie tylko śniadanie, ale i obiad. Najgroźniejsze jest jednak to, że fruktozę przetwarzamy na najgorszy rodzaj tłuszczu – ten gromadzący się wokół narządów wewnętrznych. Jeżeli spożywamy fruktozę zawartą bezpośrednio w owocach – sąsiedztwo błonnika, wody, witamin i soli mineralnych sprawia, że cukier ten absolutnie nie ma takiej siły rażenia. Dlatego w Metodzie Równowagi owoce są DoWOLI. W sokach już nie jest tak różowo, ale zdecydowanie najgorzej wypada fruktoza w kryształkach. Wypada tam wręcz fatalnie.

    Brązowy cukier. Tu wszystko zależy od tego, czy to prawdziwy brązowy cukier z zawartością melasy, czyli niepoddany procesowi rafinacji, czy zabarwiony karmelem zwykły biały cukier. W tym pierwszym są zawarte pochodzące z surowca roślinnego niewielkie ilości takich minerałów jak żelazo, wapń, fosfor, potas czy magnez. Ten drugi zaś to produkt powstały w wyniku marketingowej sztuczki (czy raczej oszustwa). Kiedy jakiś czas temu powstała moda na brązowy „zdrowy cukier” niektórzy producenci w ten sposób uatrakcyjnili swój wyrób, licząc na naiwność klientów. Czyli to handlowa ściema. Niestety identyczny zabieg stosują niektórzy wytwórcy pieczywa: zamiast zdrowego chleba z mąki z grubego przemiału sprzedają zabarwiony karmelem wypiek z białej mąki. A więc uwaga! Jeśli zaś chodzi o cukier, to nawet te niewielkie ilości minerałów zawarte w „prawdziwym” brązowym cukrze nie czynią z niego czegoś zdrowego.

    Aspartam (i inne sztuczne słodziki). Sztuczne słodziki chemiczne, takie jak acesuflam, sacharynian, aspartam, sukraloza i wiele innych nie mają kalorii, nie są fermentowane przez bakterie w jamie ustnej i nie szkodzą zębom…. Ideał? Oj, nie! Co prawda w ostatnich dwóch latach oficjalnie odwołano najcięższe zarzuty wobec sztucznych słodzików pomawianych przede wszystkim o działanie rakotwórcze. Ale to nie znaczy, ze są zdrowe i że należy je polecać. Paradoksalnie pobudzają one apetyt i zwiększają zapotrzebowanie na węglowodany, co przyczynia się do tycia. W chwili spożycia słodziku nasz mózg, poinformowany o słodkim smaku, wysyła trzustce polecenie produkcji insuliny. Tymczasem nie ma ona, czego zneutralizować, bo organizm nie dostał prawdziwego cukru. Insuliny jest, więc za dużo, a od jej nadmiaru łatwiej odkładamy sadełko. Badania przeprowadzone na szczurach wykazały, ze w długim okresie te karmione słodzikami utyły dwa razy bardziej niż te karmione zwykłym cukrem. Ponadto stwierdzono, ze niektóre słodziki, np. aspartam czy mannitol, mogą powodować nadpobudliwość, agresję, ból głowy, biegunkę czy wymioty. Zwróć uwagę, że tymi właśnie słodzikami jest posłodzona guma do żucia zachwalana, jako zdrowa dla zębów i polecana nam w reklamach „po każdym posiłku”. Od tych substancji zdecydowanie powinny stronić kobiety w ciąży. Sztuczne słodziki nie nadają się też do pieczenia i do gotowania, ponieważ pod wpływem temperatury rozkładają się i tracą słodki smak.

    Czym słodzić?

  • Banany pomagają w odchudzaniu!

    „Bananowy song” przed laty śpiewała na karaibską nutę rodzima grupa VOX. Z tego radosnego szlagieru parkietów wynikało, że „bananowy żywot” jest szalenie atrakcyjny i wart pozazdroszczenia. I chyba coś jest na rzeczy…

    Większość z nas lubi banany. Na 10 osób zapytanych o 3 ulubione owoce, 9 wymieni wśród nich banany. A gdy zapytamy wprost: „czy lubisz banany?” to nawet 9 i pół osoby w statystyce wszystko jest możliwe na te 10 odpowie „TAK!” i szeroko się uśmiechnie. Tak jak uśmiecha się do nas banan już przy pierwszym kontakcie – swoim wygiętym w uśmiech kształtem i kolorem przypominającym słońce. Matka Natura, stwarzając ten cudowny owoc, wyposażyła go chyba w specjalne wabiki przyciągające naszą uwagę. Nie bez przyczyny…

    Zacznijmy od radości – uciecha na sam widok banana ma swoje odzwierciedlenie w jego zawartości, czyli tym, co kryje się pod skórką. A w tej zawartości m.in. znajdziemy tryptofan, zwany hormonem miłości (zawarty m.in. w mleku naszych mam), który z kolei syntetyzuje „hormon szczęścia”, serotoninę – odpowiedzialną za dobry nastrój, dobry sen i odprężenie (jej brak jest charakterystyczny dla wszelkich stanów depresyjnych) oraz melatoninę regulującą rytm dobowy. Obie substancje tak potrzebne w zachowaniu Równowagi.

    Banany zawierają trzy naturalne cukry – sacharozę, fruktozę i glukozę. Dzięki temu stanowią znakomity, działający natychmiast zastrzyk energii, tak bardzo ceniony m.in. przez sportowców. Pamiętasz, jak kilka lat temu połowa Polski zajadała się słynną bułką z bananami, ulubionym pokarmem naszego mistrza olimpijskiego, Adama Małysza? Z tego dania usunęłabym może bułkę (ewentualnie zastąpiła pełnoziarnistym tostem) i jak najbardziej polecam, jako znakomitą przekąskę. Dwa banany zapewnią Ci dawkę energii wystarczającą do tego, żeby przepracować 2,5 godziny! Nawet wtedy, gdy jesteś wyczerpana lub przemęczona, banan natychmiast postawi Cię na nogi, a dostarczona przez niego energia jest w stanie napędzać organizm na dłużej niż kofeina czy słodka przekąska.

    Te żółte owoce są bardzo cenne dla układu trawiennego. Przede wszystkim są bogate w błonnik, więc regularne ich spożywanie świetnie wpływa na pracę jelit, bez herbatek ziołowych i środków przeczyszczających. Są też bardzo pomocne w chorobie wrzodowej żołądka – banan to jedyny owoc, który jedzony na surowo nie tylko nie podrażnia, ale ochrania ściany żołądka, gdyż świetnie neutralizuje kwasy w przewodzie pokarmowym. Czyni to z niego także niezwykle skuteczny lek na zgagę. Banany działają jak prebiotyki, stymulując rozwój przyjaznych bakterii w jelitach, a także łagodzą refluks żołądkowy.

    Banany są bogate w żelazo i witaminy z grupy B, a szczególnie B6, czyli pirydoksyna, ważną także w odchudzaniu, bo reguluje poziom cukru we krwi. Tych witamin w bananach znajdziemy szczególnie dużo. Tu szczególnie dobra wiadomość dla pań – dzięki temu są w stanie złagodzić większość objawów PMS (napięcie przedmiesiączkowe), takich jak drażliwość, senność, bóle głowy, wzdęcia czy bolesność piersi. Uważa się także, że przyczyniają się do utrzymania korzystnych proporcji między poziomem estrogenów i progesteronu.

    Spora dawka potasu zawarta w bananach sprawia, że regulują one ciśnienie krwi, zapobiegają udarom mózgu i wspomagają sprawność intelektualną. Są takim naturalnym środkiem z kategorii „brain power”. W ubiegłym roku w Anglii przeprowadzono badanie na grupie 200 studentów uczelni w Twickenham, których poproszono o spożywanie w czasie sesji egzaminacyjnej bananów na śniadanie, w czasie porannej przerwy i na lunch. Okazało się, że grupa testowa miała niezwykle wysoką umiejętność koncentracji, dużo energii i dobry nastrój, co bezpośrednio przełożyło się na świetne wyniki egzaminów. Naukowcy stwierdzili, że główną rolę odgrywa tu potas, naturalny wspomagacz pracy mózgu, ale także „szybki cukier” działający jak kofeina oraz witaminy z grupy B do spółki z tryptofanem, łagodzące stres i dające stabilny dobry nastrój. A więc maturzystom, uczniom i studentom z czystym sumieniem polecam banany zamiast „Sesji” i innych tego typu suplementów.

    Banany przydają się także do kontrolowania temperatury ciała, działają ochładzająco. W niektórych kulturach (np. w Tajlandii i w Indiach) uważa się je za silnie działający „lek” obniżający temperaturę zarówno fizyczną, jak i emocjonalną (wycisza) i są tradycyjnie stosowane przez kobiety w ciąży.

    Banany spożywane rano albo, jako przekąska pozwalają uniknąć mdłości spowodowanych zaburzeniem gospodarki cukrowej w organizmie.
    A teraz jeszcze kilka nietypowych zastosowań:
    Skórka banana to nie tylko świetny rekwizyt komediowych gagów, ale także wspaniały lek na ukąszenia owadów: potarcie swędzącego miejsca wewnętrzną stroną takiej skórki zmniejsza opuchliznę i łagodzi podrażnienia. Skórki bananów stanowią także bardzo dobry nawóz, szczególnie pod krzaki róż.
    I jeszcze jedno, bardzo praktyczne – bananowy koktajl (może być z mlekiem) jest znakomity na kaca: uzupełnia cukier i witaminy B, wycisza, nawadnia, łagodzi „niepokój żołądka”. Co prawda w Metodzie Równowagi alkoholu też używamy w zrównoważony sposób, ale zawsze można poratować znajomego, który przesadził z zabawą. A skoro już jesteśmy przy używkach: okazało się że banany pomagają też osobom zmagającym się z głodem nikotynowym, dzięki swojemu działaniu tonizującemu napięcia, dzięki zajęciu rąk obieraniem ze skórki, robieniu „czegoś”.
    W Metodzie Równowagi banany jak i inne owoce, są DoWOLI . Oczywiście owoce świeże, nie suszone czy „czipsowane” – te wersje to ZdroweEXTRA. I myślę, że teraz już naprawdę rozumiesz, dlaczego banany są DoWOLI w Metodzie Równowagi.

    A na koniec jeszcze małe porównanie: banan ma cztery razy więcej białka niż jabłko, dwa razy więcej od niego węglowodanów, trzy razy więcej fosforu, pięć razy więcej witaminy A i żelaza oraz dwa razy więcej witamin i minerałów z innych grup. Oczywiście nie rezygnujemy z naszej ulubionej uniwersalnej przekąski, jaką jest jabłko (mające nad bananami ogromną przewagę kaloryczną – tzn. ma tych „nielubianych stworzonek” aż 2 razy mniej!), ale dodanie do listy dyżurnych pokarmów ratunkowych także bananów na pewno znacznie nam poprawi nastrój.

    Banany pomagają w odchudzaniu

  • Jajka


    Badania japońskie 1990-2001  potwierdziły, że nie ma związku między ilością zjadanych jajek a chorobami układu krwionośnego. Co więcej, osoby regularnie jadające jajka, według innych badań,  miały połowę mniejszy deficyt wit. B12, wit. A i wit. E. A osoby jadające przynajmniej 4 jajka na tydzień miały znacząco mniejszy poziom cholesterolu, niż osoby jadające poniżej 4 jajek na tydzień. Ponadto, 2 jajka rano zmniejszają łaknienie w ciągu dnia o około 200 kcal.



    Cholesterol to określenia na różne rodzaje lipoprotein. Jednak jakiekolwiek lipoproteiny kurze nie dostają się bezpośrednio do naszego krwioobiegu, lecz są trawione (jak wszystkie egzogenne, czyli pochodzące z zewnątrz, inaczej po prostu zjadane produkty).  Dlatego cholesterol z jajek nie ma wpływu na poziom naszego cholesterolu. Z drugiej strony, w Metodzie Równowagi, chodzi o Równowagę. Dlatego jedzmy jajka, ale pewnie 2-6 na tydzień każdemu wystarczy.

  • Mięso


    Dzięki nowoczesnym programom hodowlanym i nowy technikom trymowania mięsa, czerwone mięso w dzisiejszych czasach jest chudsze niż kiedykolwiek. Na przykład wieprzowina w latach 50-tych  miała 30% tłuszczu, teraz około 4%. Chuda wołowina ma około 5% tłuszczu, a dla porównania jagnięcina “aż”8%. Mięso, nawet czerwone, ale bez widocznego tłuszczu, należy w Metodzie Równowagi do grupy ZdroweBIAŁKO.

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    Co więcej, większość z nas myśli że czerwone mięso jest pełne zatykających arterie nasyconych kwasów tłuszczowych, a tymczasem około połowy tłuszczu w czerwonym mięsie to tłuszcze jednonienasycone, takie same jak w oliwie z oliwek. Dodatkowo, czerwone mięso jest pełne witamin i minerałów, szczególnie żelaza, które jest praktycznie najlepszym „lekarstwem” na anemię.

    Wybieraj chude mięso, ale też czerwone, pozbawione widocznego tłuszczu, ewentualnie usuń widoczny tłuszcz przed rozpoczęciem gotowania. Wybieraj metody przyrządzania, które nie wymagają dodawania tłuszczu – grillowanie, duszenie, pieczenie. I pamiętaj, że różnorodność jest najlepsza, dlatego czerwone mięso owszem, ale nie codziennie. Najlepiej na przemian ze strączkowymi, rybami i jajkami i drobiem.

  • Kasze


    Najpopularniejszy produkt z grupy ZdroweEXTRA. Kasze są pełne wartość odżywczych. Im kasza grubsza, mniej zmielona, tym więcej w niej zdrowia. Dlatego pęczak będzie lepszy od kaszy perłowej. Ale najdrobniejsza kasza będzie lepsza od mąki. Kaszą o najbardziej zasadowym odczynie, dzięki temu odkwaszającą, jest kasza jaglana. Ta kasza też świetnie rozgrzewa i pomaga w leczeniu przeziębień i pozbywaniu się śluzu. Niezależnie od rodzaju kaszy, 1 porcja ZdrowegoEXTRA to filiżanka kaszy po ugotowaniu.

    Kasze to wspaniałe pożywienie i to nie tylko dla odchudzających się. Przede wszystkim są to produkty w 100% naturalne i zawierają mnóstwo cennych składników. Można je długo i niekłopotliwie przechowywać. Są tanie i łatwe w użyciu. No i są uniwersalne w kuchni. Mogą stanowić zdrowy węglowodan uzupełniający danie obiadowe (zamiast ziemniaków, kluseczek itp.), mogą być składnikiem zup, bazą sałatek, składnikiem kotlecików (najlepiej pieczonych), ciast i zimnych deserów, a także bardzo modnych ostatnio koktajli typu „smoothie”. Niestety nie jemy kasz za dużo – GUS podaje, że średnio 14 dag na osobę rocznie, a jedynie 10% gospodarstw domowych jada się kaszę regularnie. Czas to zmienić. Z ogromną korzyścią dla nas samych.
    Kasze powstają z ziaren zbóż i ze względu na rozmiar mamy są to albo kasze grube (te najlepiej odchudzają!) najcenniejsze, bo to pełne ziarna zbóż pozbawione jedynie niejadalnych części, kasze łamane – ziarna rozdrobnione – oraz kasze drobne, powstałe w wyniku polerowania połamanych ziaren. Są też oczywiście kasze szczególne, np. bulgur – powstaje w procesie łamania podgrzanych ziaren twardej pszenicy (durum), kuskus zaś to otrzymane drobne kawałki takich podgrzanych pszenicznych ziaren obtoczone dodatkowo w mące. Bulgur i kuskus są dzięki tym technologiom bardzo wygodne w obsłudze – wystarczy je zalać gorącą wodą, przykryć i poczekać kilka minut.

    W Metodzie Równowago kasze to ZdroweEXTRA. 1 filiżanka ugotowanej kaszy to 1 porcja ZE. Pamiętajmy zatem, że brak równowagi, nawet w przypadku kasz, może oznaczać przesadę, też niezdrową. Ale zachęcam do kasz jako takich.

    Dlaczego kasze są tak cenne w odchudzaniu, podczas gdy jeszcze niedawno uważano je za tuczące? Jeśli spojrzymy na tabele kaloryczności, rzeczywiście może się wydawać, że nie różnią się od makaronu i ryżu, za to znacznie przewyższają siłą rażenia ziemniaki... Ale: po pierwsze kasze są pełne błonnika (zawierają go dwukrotnie więcej niż makaron czy biały ryż), który reguluje pracę jelit i utrudnia przyswajanie tłuszczu, a ponadto powoduje, że szybciej się nimi najadamy. Możemy dzięki temu zmniejszać porcje węglowodanów (mniej jemy – mniej tyjemy), co zmienia także nasze nawyki – oduczamy się pochłaniać duże ilości pożywienia. To może nawet cenniejsze niż te zaoszczędzone 2 łyżki potrawy. Bardzo ważne dla odchudzania jest też to, że skrobia z kaszy wchłania się dzięki błonnikowi o wiele wolniej niż np. z ryżu czy z makaronu. Ma to niebagatelne znaczenie dla równowagi metabolicznej i zapewnia uczucie sytości na dłużej. No a poza tym wszystkim jedząc kasze, nie wchłaniamy żadnej spożywczej chemii, konserwantów, barwników, polepszaczy – kasza sama w sobie jest cudownie smaczna!

    Pod względem wartości odżywczej kasze także przewyższają ryż, makaron i ziemniaki. Zawierają tak istotne m.in. w odchudzaniu witaminy z grupy B: B1, B2, PP, B6, oraz witaminę E. Sporo składników mineralnych, głównie potasu obniżającego ciśnienie, żelaza zapobiegającego niedokrwistości oraz magnezu korzystnie działającego na układ nerwowy i pracę mięśni (w tym sercowego). Kasze są też dobrym źródłem wapnia, miedzi, cynku, manganu i krzemu. No i są pełne skrobi, która rozkłada się powoli na glukozę - paliwo potrzebne do pracy mózgu i wszystkich innych komórek.

    Część kasz jest także pozbawiona glutenu, mieszaniny białek, której w ostatnim czasie z różnych względów staramy się unikać. Tego składnika nie zawierają kasze : jaglana, gryczana, kukurydziana, quionoa i amarantus.

    A teraz szybki przegląd dostępnych kasz.

    Gryczana – wyjątkowa, bardzo godna uwagi. Nie dość, że nie zawiera glutenu, to, w przeciwieństwie do innych kasz, nie zakwasza organizmu. Kasza gryczana występuje, jako prażona (ciemna) i nieprażona (jasna). Ta pierwsza ma co prawda bardziej wyrazisty smak, ale jasna jest bardziej wartościowa, gdyż w procesie podgrzewania ginie część witamin. Kasza gryczana obniża ciśnienie krwi, jest bogata w lizynę i tryptofan, cenne białka egzogenne, których nie zawierają inne kasze. Bardzo dobre źródło magnezu, potasu i cynku.

    Jaglana – otrzymywana z ziaren prosa, ma wyjątkowe właściwości rozgrzewające. Pod względem wartości odżywczych dorównuje kaszy gryczanej. Ma mało skrobi, za to dużo białka i najwyższą wśród kasz zawartość witamin z grupy B oraz żelaza i miedzi. Nie uczula, nie zawiera glutenu. Zawiera lecytynę wspomagającą działanie mózgu i krzem korzystny dla kości, stawów oraz spowalniający procesy starzenia.

    Jęczmienna – oczywiście z jęczmienia, ma kilka postaci: od grubego pęczaku do drobniutkiej perłowej. Reguluje trawienie i poprawia wygląd skóry, ponieważ jest dobrym źródłem witaminy PP (niacyny), która rozszerza naczynia krwionośne. Zawiera glukan, przez co skutecznie obniża poziom cholesterolu we krwi. Kasza jęczmienna ma dużo rozpuszczalnego błonnika, dzięki temu zapobiega zaparciom, wzdęciom i bólom brzucha towarzyszącym zaburzeniom trawienia. Jest bogata w przeciwutleniacze.

    Orkiszowa – z odmiany pszenicy zwanej orkiszem. Ma wysoką zawartość żelaza, potasu, cynku i magnezu. Zawiera rodanid, naturalny antybiotyk, który poprawia odporność, zapobiega nowotworom, działa przeciwzapalnie i przeciwalergicznie. Zawarte w orkiszu lignany regulują gospodarkę hormonalną u kobiet w okresie menopauzy oraz zmniejszają ryzyko nowotworów piersi.

    Kukurydziana – drobna, słodkawa, stanowią ją mocno oczyszczone i rozdrobnione ziarna kukurydzy, ma sporo “dobrego tłuszczu” oraz witaminę E. Dodaje energii, jest polecana alergikom, gdyż nie wywołuje odczynów uczuleniowych. Nie zawiera glutenu i jest lekkostrawna, ale ze względu na wysoki indeks glikemiczny nie poleca się jej cukrzykom i odchudzającym się. Ma pozytywny wpływ na wzrok.

    Manna – drobniutka kasza pszenna, znakomita na nerki i choroby pęcherza. Najlepsza jest nieco rozgotowana, kleista – składnik zup mlecznych, legumin, grysiku do zup. Jest lekkostrawna, więc polecana dzieciom i osobom z problemami z układem pokarmowym (np. po operacjach). Jednak nie poleca się jej w odchudzaniu.

    Quinoa - Czyli komosa ryżowa. Występuje w trzech rodzajach: biała (o łagodnym smaku), czerwona (ma intensywniejszy zapach, wymaga dłuższego gotowania), czarna (ma najintensywniejszy smak i twarde ziarno). Quinoa ma bardzo dużo białka, błonnika, wapnia i magnezu. Zawiera także więcej tłuszczu niż inne kasze, ale jest to głównie zdrowy tłuszcz nienasycony. W porównaniu z innymi kaszami ma też więcej witaminy E, folianów, potasu i cynku.

    Amarantus, czyli szarłat. Uważany za zboże XXI wieku ze względu na niezwykle wysokie walory odżywcze. Jest lekkostrawny, zawiera sporo tłuszczów i białka. Ma też dużo wapnia, żelaza, magnezu i selenu. Działa przeciwnowotworowo i spowalnia starzenie się. Pomimo że kaloryczny, ma niski indeks glikemiczny. Mówi się o nim, że zawiera więcej błonnika niż owies, więcej wapnia niż mleko, więcej żelaza niż szpinak, więcej magnezu niż czekolada, więcej nienasyconych kwasów tłuszczowych niż inne zboża, a białko bardziej wartościowe niż soja. Zawiera skwalen, niezwykle cenny w dla poziomu dobrego cholesterolu.

    Kuskus - pozyskiwany z pszenicy durum. Ma największą wśród kasz zawartość białka i węglowodanów, ale niski poziom tłuszczu i błonnika. Jest lekkostrawny.

    Bulgur – powstaje także z ziaren pszenicy durum. Jest znakomita dla chorych na cukrzycę i osób na diecie, bo ma mało cukru i niski indeks glikemiczny. Bulgur jest o wiele bardziej pożywna niż ryż i kuskus. Ma też więcej błonnika, witamin (głównie z grupy B) i minerałów (takich jak żelazo, fosfor, potas i mangan). Jest znakomita dla chorych na cukrzycę i osób na diecie, bo zawiera bardzo mało cukru i ma niski indeks glikemiczny. W opinii wielu dietetyków bulgur to jedna z najzdrowszych kasz na świecie.

    Owsiana - najczęściej występuje w postaci płatków. Odsyłam do posta z 5 maja, w całości poświęconego temu produktowi.

    I na koniec, żeby nie było za różowo (a bardziej realistycznie i odpowiedzialnie) kilka ostrzeżeń. Kasze zawierają sporo fosforu, chloru i siarki, które zakwaszają organizm. Jeśli jednak wybierzesz kaszę gryczaną, możesz o tym nie myśleć. Częste jedzenie grubych kasz może zaszkodzić cierpiącym na wrzody żołądka i dwunastnicy. Osoby osłabione i rekonwalescenci w ogóle powinny jadać tylko lekkostrawne najdrobniejsze kasze, a unikać kasz grubych, gdyż podrażniają śluzówkę jelita i utrudniają wykorzystanie białka z pożywienia, które jest niezbędne do regeneracji organizmu.

  • Miód


    Produkt z grupy ZdroweEXTRA. 1 porcja to miodu to 3 płaskie łyżki. Miód jest nieporównywalnie zdrowszy od cukru, jednak jest też od niego cięższy. Zatem łyżeczka miodu ma więcej kalorii niż łyżeczka cukru. W trakcie podgrzewania, powyżej 40°C, miód traci prawie wszystkie swoje właściwości odżywcze. Zatem ciasto na miodzie tak naprawdę nie różni się odżywczo od ciasta z cukrem. Pamiętaj też, żeby najlepiej wybierać miód z określonej pasieki i unikać miodu „spoza Unii Europejskiej”.

  • Pieczywo

     Pyszne, chrupiące, pachnące, ale czy zdrowe? Razowe, żytnie na zakwasie? Co wybrać? I co z tym glutenem? Pieczywo razowe może być z każdego rodzaju zboża, ale jest wykonane z mąki razowej, czyli z pełnego przemiału. Powinno być widać wówczas małe kawałeczki otrębów, a zarówno mąka jak i pieczywo nie mają jednorodnej struktury. Jeżeli kupisz pieczywo o kolorze brązowym, ale idealnie gładkie, prawdopodobnie jest to pieczywo z białej mąki jedynie zabarwione słodem lub karmelem. Nie ma ono nic wspólnego z pieczywem razowym.

    .

  • Odżywczy alkohol


    Jest jeden rodzaj alkoholu, którego warto czasem się napić, nie tylko dla towarzystwa. To czerwone wino. Zawiera ono polifenole, które nas odmładazją i działają przeciwrakowo. Żaden inny alkohol nie może się tym pochwalić. Swego czasu wprowadzono nawet pigułkę zawierającą ekstrakt z czerwonego wina. Pigułka nie zrobiła jednak furory i przegrała z prawdziwym winem. Nam wydaje się to oczywiste. Jeżeli tylko możesz zamienić inny alkohol na czerwone wino, zrób to od razu!

  • Herbaty

    Herbata nie tylko zielona i czarna, czerwona to dopiero herbata! Na odchudzanie, oczywiście.


    Niezależnie od rodzaju herbaty, każda zawiera mniejszą lub większą ilość substancji o prozdrowotnych właściwościach. Polifenole są naturalnymi składnikami herbacianych listków, należą do przeciwutleniaczy. Dzięki nim komórki naszego organizmu są chronione przez niszczycielskim działaniem wolnych rodników. A to z kolei powoduje, że na dłużej zatrzymujemy młodość. Jednak herbata czarna, podobnie jak kawa, zawiera kofeinę. Dlatego nie powinna być spożywana w nadmiarze.

    Herbata i serce

    Polifenole zawarte w herbacie mają także inne działanie - zmniejszają ryzyko rozwoju miażdżycy. Udowodniono, że osoby regularnie pijące zieloną herbatę rzadziej zapadają na tę chorobę, mają we krwi niższy poziom cholesterolu frakcji LDL, czyli tzw. "złego cholesterolu". 

     

    Herbata i choroby

    W badaniach na zwierzętach wykazano, że zawarte w zielonej herbacie katechiny, które należą do polifenoli, zapobiegają uszkodzeniom wątroby powstałym w skutek zapalenia. Przeciwutleniacze, zawarte przede wszystkim w zielonej herbacie, chronią komórki, ale nie tylko przed przedwczesnym starzeniem się, również przed niepożądanymi zmianami, np. nowotworowymi. 

     

    Herbaty odchudzające

    Herbata biała, podobnie jak zielona, nie jest poddawana fermentacji, a ponadto do jej „produkcji” używa się pączków lub bardzo młodziutkich liści. Są one poddawane tylko więdnięciu i suszeniu. Powstały surowiec to liście koloru jasnozielonego, słomkowego lub srebrnego, które po zaparzeniu dają bardzo blady, jasnożółty napar o smaku znacznie różniącym się od innych herbat – jest delikatny, pozbawiony jakiejkolwiek cierpkości, „trawiastości” czy dymnego posmaku ziemi. Krótki proces obróbki sprawia, że biała herbata zachowuje duże ilości prozdrowotnych polifenoli, jest jedną z najzdrowszych herbat. Jest zdrowa dla serca, zapobiega nowotworom, ma właściwości antybakteryjne, spowalnia procesy starzenia. Na filiżankę naparu potrzebna jest 1 łyżeczka herbaty. Zalewamy ją wodą w temperaturze 70 – 85 °C. Parzymy ok. 5 – 7 minut. Wyjątkiem jest odmiana Yin Zhen, którą parzymy 15 minut. Liście możemy zaparzać do 3 razy.

    Herbata żółta jest czymś pośrednim pomiędzy herbatą zieloną a czarną – poddawana krótkiej fermentacji zwanej procesem men dui. Proces zaczyna się tak jak w przypadku czarnej herbaty, ale jest przerywany, zanim zaczną działać enzymy (fermentacja nieenzymatyczna). Od momentu przerwania fermentacji zależy gatunek żółtej herbaty. Zwana jest także herbatą cesarską – przez wiele setek lat była zarezerwowana dla cesarskiego dworu w Chinach. Była także wykorzystywana w religijnych ceremoniach. Jest mało znana w Europie, małe jej ilości są produkowane w Chinach. U nas dość trudno ją zdobyć, a i cenę ma wyższą od innych herbat. Warto jej jednak spróbować. Źdźbła gotowej herbaty mają ciemny kolor zielono-żółty. Napar jest bladożółty, ale podawany w białych filiżankach, dzięki odblaskowi zyskuje barwę bladoróżową, charakterystyczną dla prawdziwej żółtej herbaty. Żółta herbata jest delikatna w smaku, można w niej wyczuć delikatną nutę ciemnej czekolady oraz kawy. Przywraca siły witalne, ma dobry wpływ na układ trawienny, oczyszcza organizm ze szkodliwych substancji. Żółta herbata ma niską zawartość teiny. Parzenie: liście zalewamy wodą o temperaturze 70 – 80ºC, parzymy przez około 3 – 5 minut.

    Teraz coś specjalnie dla dbających o figurę: herbata czerwona. Tym mianem określa się grupę herbat, u nas najbardziej znana jest Pu-erh. Należy do herbat „dojrzewających”, poddawanych procesowi fermentacji nieenzymatycznej, podobnemu jak herbaty żółte, ale zachodzącemu w znacznie silniejszym stopniu, który nadaje im bardzo ciemny, niemal czarny kolor i specyficzny ziemisto-pleśniowy posmak. Jest to fermentacja mikrobiologiczna (z udziałem bakterii), o specyficznym przebiegu zebrane i podsuszone liście są moczone i przykrywane materiałem, tworzy się coś w rodzaju kompostu. Herbaty leżakują w specjalnych górskich grotach. Naukowcy zgodnie twierdzą, że lecznicze właściwości herbata zawdzięcza procesowi fermentacji i bakteriom biorącym w nim udział. Im dłużej herbata dojrzewa ( leżakuje) w odpowiednich warunkach, tym właściwości są silniejsze. Herbata Pu-Erh może leżeć nawet 60 lat, w przeciwieństwie do innych, które nie powinny być przechowywane dłużej niż rok. Picie tej herbaty było za czasów dynastii Tang (VII – X wiek) przywilejem cesarza. Zwykły obywatel nie mógł posmakować tej herbaty nawet pod groźbą kary.

    Właściwości, oraz działanie czerwonej herbaty:


    • wspomaga pracę wątroby,
    • obniża poziom cholesterolu,
    • posiada właściwości przeciwutleniające, oczyszcza organizm z toksyn,
    • pobudza procesy trawienne, przyspiesza przemianę materii skutecznie walczy z nadwagą, „morderca tłuszczu”
    • łagodzi skutki spożycia alkoholu, przyspiesza trawienie alkoholu
    • wzmacnia organizm.
    • poprawia się wygląd skóry i włosów
    • zapobiega próchnicy – zawiera sporo fluoru.
    • flawonoidy pomagają we wzmacnianiu naczyń krwionośnych
    • pomaga w koncentracji, poprawia pamięć
    • poprawia krążenie obwodowe i mózgowe;
    • hamuje zmiany miażdżycowe;
    • poprawia zły nastrój, jest dobra na depresję;
    • ma właściwości moczopędne;
    • obniża ciśnienie;
    • obniża poziom cukru we krwi.
    Na filiżankę potrzeba pół łyżeczki herbaty, zalewamy ją wodą w temperaturze 90°C, parzymy 3 – 5 minut. Herbatę czerwoną możemy zaparzać kilkakrotnie.

    Herbata oolong jest to herbata nie w pełni sfermentowana, a ponadto poddana procesowi prażenia. Stopień jej utlenienia (sfermentowania) sięga maksymalnie 80% (w porównaniu do 100% utlenionej herbaty czarnej), ale zwykle mieści się w granicach 20 – 50%. Prażenie takich częściowo sfermentowanych liści znacząco wpływa na smak i aromat herbaty – zmniejsza kwaśny i cierpki smak, nadaje lekko dymny aromat, orzechowy. Liście w tym procesie nie są przed fermentacją zwijane, a więc nie są połamane, pozostają dość sporych rozmiarów po zakończeniu obróbki.
    Herbata oolong obniża ciśnienie krwi, zmniejsza ryzyko nowotworów, wspiera spalanie tłuszczu, reguluje poziom cukru we krwi, zmniejsza ryzyko chorób układu krążenia, chroni przed niewydolnością nerek.
    Ze względu na spore rozmiary liści należy ją parzyć w dość dużym naczyniu. Tę samą porcję można parzyć nawet czterokrotnie. Należy zalać ją wodą o temperaturze ok. 90° C i parzyć przez ok. 4 minuty, przy czym czas kolejnych parzeń można nieco wydłużyć. Oolong ma bardzo niską zawartość kofeiny, dlatego można ją pić nawet przed snem.

  • Różne herbaty odchudzajace, czyli którą wybrać, by zeszczupleć

    Zajmijmy się zwykłą herbatą. A właściwie niezwykłą, nieco może spowszedniałą, ale nadal wyjątkową. Napary, jakie pijamy pod tą nazwą, są zaparzonymi liśćmi krzewu herbacianego (dla ciekawych: w botanicznej systematyce jest to rodzaj camellia). Gatunków krzewów herbacianych jest oczywiście mnóstwo, dzielimy herbatę przede wszystkim na chińską i indyjską, bo stamtąd się wywodzi, chociaż dzisiaj herbatę uprawia się także w wielu innych rejonach świata (poza Azją to m.in. Gruzja, Turcja, Kenia,), a ważne miejsce wśród herbat wysoko gatunkowych zajmują zielone herbaty z Japonii. Od tego, kiedy liście z krzewów są zebrane i jakim procesom się je poddaje zależy, czy otrzymamy herbatę zieloną, białą, czarną, żółtą, czerwoną czy oolong (ulung). Warto jednak je rozróżniać, bo każda działa trochę inaczej i z każdą należy się nieco inaczej obchodzić, aby skorzystać z jej unikatowych właściwości.

    Naszą najlepszą znajomą jest czarna herbata, bo właśnie taka jest najbardziej rozpowszechniona w Europie. Aby otrzymać z listków krzewu herbacianego czarną herbatę, trzeba je poddać aż 4 procesom: więdnięcia, skręcania, fermentacji i suszenia. Tak przygotowana herbata zawiera najwięcej teiny, czyli substancji pobudzającej, z której powodu herbatę zaliczamy do używek. Teina chemicznie jest tożsama z kofeiną, której tak chętnie używamy do dodania sobie wigoru. Jednak herbata działa na nas inaczej niż kawa. Dlaczego? Otóż w herbacie są zawarte także polifenole, które spowalniają tempo przyswajania teiny i powodują, że stan pobudzenia jest łagodniejszy, ale trwa o wiele dłużej i jest połączony z dużą zdolnością koncentracji. A więc dla mocnego, szybkiego „kopa” lepsza jest kawa, dla dłuższego wysiłku intelektu – zdecydowanie herbata. I to czarna, bo we wszystkich pozostałych „kolorach” teiny jest znacznie mniej. Czarna herbata zawiera ponadto m.in. taninę (garbnik roślinny), karoten (barwink) i witaminy (P, K, B1, B2, PP i C). Dzięki swym składnikom działa stymulująco na ośrodkowy układ nerwowy, pobudza i pokrzepia, niweluje zmęczenie, poprawia koncentrację, bystrość umysłu i procesy myślowe, wspomaga wydzielanie soków trawiennych, poprawia wentylację płuc, ma działanie bakteriobójcze, chroni przed kamicą żółciową, w połączeniu z cytryną i z miodem działa napotnie, pomagając w wygrzaniu organizmu i zwalczaniu infekcji, obniża ciśnienie krwi, poprawiając przy tym krążenie i zmniejszając ryzyko wystąpienia chorób serca. Zawarte w czarnej herbacie flawonoidy wzmacniają naczynia krwionośne i przeciwdziała zakrzepom krwi, a dzięki zawartości fluoru chroni zęby przed próchnicą. Herbata zawiera dużo garbników, co może zmniejszyć wchłanianie się minerałów i mikroelementów do organizmu, ale garbniki wydzielane w trakcie długiego parzenia zmniejszają ryzyko zachorowania na niektóre rodzaje raka i są wskazane dla schorowanych żołądków, np przy chorobie wrzodowej.
    Czarną herbatę parzymy, zalewając liście przegotowaną wodą o temperaturze ok. 95°C. Jakość naparu zależy oczywiście od wybranego surowca roślinnego (czyli gatunku herbaty), jakości wody i tego, czy odpowiednie naczynie (najlepiej kulisty imbryczek) podgrzaliśmy uprzednio nad parą. Jeśli chodzi o czas parzenia, zaleca się ok. 3 minut. Warto jednak wiedzieć, że jeżeli przetrzymujemy listki herbaty w naparze przez 3 minuty, teina pozostaje w swojej aktywnej postaci i napar działa pobudzająco, natomiast wydłużenie czasu parzenia do 5 – 6 minut powoduje, że zachodzi reakcja teiny z garbnikami, co daje nieaktywną postać teiny, a otrzymany napar ma działanie relaksacyjne, wyciszające i uspakajające. Używamy tylko jednego, pierwszego naparu z czarnej herbaty.

    Czy czarna herbata wspomaga odchudzanie?
    To zależy. Mocna i słodzona - niekoniecznie. Odwodni nas (przez teinę) i dostarczy pustych kalorii. Nawet, uwaga - posłodzona miodem, jeżeli miód dodaliśmy do bardzo gorącej herbaty, też nie wyjdzie naszej sylwetce na zdrowie, bo "ugotowany" miód jest niewiele wart. Niezbyt mocna herbata, gorzka lub słodzona "mądrze", np stewią albo umiarkowaną ilością ksylitolu, szczególnie, jeśli pojawi się w naszym menu zamiast coli i latte z syropem albo wieczornego wina czy piwa - taka herbata będzie zdecydowanie odchudzająca!

    Zielona herbata pod względem, nazwijmy to, obróbki jest na przeciwnym końcu osi niż herbata czarna: jej liście są natychmiast po zerwaniu poddawane procesowi suszenia. Nie ma tu żadnej fermentacji. Dzięki temu zachowuje ona więcej cennych „oryginalnych” składników niż czarna herbata, jest też od niej delikatniejsza w smaku. Zielona herbata zachowuje dużo naturalnych barwników, więcej związków mineralnych i antyoksydantów, które np. przeciwdziałają zmarszczkom. Zielona herbata zawiera L-teaninę, aminokwas o działaniu uspokajającym, zmniejszającym stres i stabilizującym nastrój. A oto tylko niektóre dobroczynne skutki picia zielonej herbaty: oczyszcza organizm z toksyn, poprawia koncentrację, obniża poziom „złego” cholesterolu, jednocześnie powoduje wzrost cholesterolu HDL, ma właściwości przeciwbakteryjne i przeciwwirusowe, spowalnia proces starzenia, łagodzi dolegliwości związane z reumatyzmem, poprawia pracę mózgu, reguluje wydzielanie żółci, pobudza trawienie, neutralizuje nadkwaśność gastryczną, wspomaga leczenie i hamuje rozwój wielu nowotworów oraz zapobiega ich powstawaniu. Wyczerpujący spis jej właściwości ma wymiary encyklopedyczne (w końcu to starożytna roślina, było kiedy ją badać), ale myślę, że nawet ten powierzchowny też czyni z niej eliksir piękności i cudowny lek prawie na wszystko. I najważniejsze - ogólnie rzecz biorąc - zielona herbata MA właściwości odchudzające, ponieważ przyśpiesza metabolizm i wzmaga usuwanie zbędnych produktów przemiany materii. Czyli obiadek popity zieloną herbatą mniej się odłoży na bioderkach, niż obiadek popity czymś innym! I to jest świetna wiadomość. Gorsza wiadomość jest taka, że zielona herbata nie zastąpi złych nawyków, które, jeśli je mamy, powodują niestety tycie. Ze zmianą nawyków - najlepiej do Klubu Równowagi. Ale herbata jako taka - na pewno zadziała pozytywnie.

    Jak przyrządzić zieloną herbatę, żeby zachować jej właściwości? Używamy jej do 2 do 3 naparów, z czego najcenniejszy jest drugi. Niektórzy nawet twierdzą, że ten pierwszy napar najlepiej wylać i dopiero drugim i trzecim się rozkoszować. Pozostawiam tę kwestię do uznania, herbaciani puryści na pewno znajdą bardziej szczegółowe zalecenia w specjalistycznych serwisach. Na pewno drugi napar jest pozbawiony większości garbników, a więc i łagodniejszy w smaku. Czas parzenia, tak jak w przypadku czarnej herbaty, wpływa na bardziej pobudzające (do 3 minut) lub bardziej tonizujące działanie, nie należy jednak przekraczać 8 minut, bo wtedy herbata staje się gorzka i niesmaczna. Temperatura używanej do zaparzania wody powinna być niższa niż dla czarnej herbaty i wynosi: 75 – 85°C dla herbaty chińskiej i indyjskiej, a 70 – 75°C dla herbaty japońskiej (tę herbatę parzymy też krócej: 1 – 2 minuty pierwszy napar, a drugi nawet tylko 20 sekund). Do zielonej herbaty najbardziej odpowiednie są gliniane imbryki i naczynia. Oczywiście nikt z nas nie mierzy temperatury wody. Proponuję zagotować wrzątek i odczekać kilka minut. Temperatura powinna spaść właśnie do około 70-80°C.

    A na razie proponuję, abyś któregoś popołudnia czy wieczoru potraktowała herbatę wyjątkowo: zrób sobie taką małą domową ceremonię: ładne filiżanki, może odświętny dzbanek „dla gości”, staranne parzenie, pilnowanie czasu, ile herbata „naciąga”, a potem … chwila zadumy nad zwyczajną skądinąd herbatą.

    A w kolejnym kroku zaobserwuj proszę, jak ta chwila zadumy nad herbatą zwiększa Twoją świadomość pożywienia, jedzenia i napojów w ogóle i jak wspomaga odchudzanie. Tak, właśnie, bardziej przez świadomość, a mniej przez właściwości fizyczne herbaty, choć tych też nie umniejszam!

  • Sól


    Sól jest niezbędna do życia. Pamiętamy filmy o Saharze? Sól tam była na wagę złota. Sól to chlorek sodu i bez niego nie możemy żyć. Jeżeli przez kilka dni nie będziemy nic jeść i pić tylko wodę destylowaną, czyli bez minerałów, w tym bez chlorku sodu, możemy tego nie przeżyć. Ale w Polsce jemy za dużo soli, 3 razy za dużo. Dobowa dawka nie powinna przekraczać 1,5 g sodu, co w przeliczeniu na sól kuchenną daje około 1-3 g, czyli do pół łyżeczki. Nadmiar soli może powodować nadciśnienie tętnicze i zatrzymanie wody. Wówczas po prostu nie widzimy efektów odchudzania.

    Pamiętać należy, że sód występuje powszechnie w większości produktów spożywczych, takich jak sery, mięso i wędliny czy pieczywo. Połowa soli w naszej polskiej diecie pochodzi – uwaga - z chleba. Poza tym uwaga na słone przekąski – paluszki, chipsy, orzeszki solone, a także konserwy mięsne, wędliny peklowane czy wędzone. W 100g płatków  kukurydzianych jest aż 1 mg soli. Popularna przyprawa „jarzynka” to prawie sama sól!


    W menu Metodzie  Równowagi pieczywa jemy po prostu mniej, a podczas gotowania używamy dużo mniej soli, niż w diecie przeciętnego Kowalskiego. Dodatkowo, nasze przekąski zawierają albo bardzo niewiele soli, albo są jej całkowicie pozbawione. Dlatego możesz mieć pewność, że chlorku sodu w Metodzie  Równowagi Ci nie zabraknie, ale i nie będzie go w nadmiarze. To Metoda RÓWNOWAGI. 

  • Używki dobre i złe – kawa


    „Wszystko dla ludzi, ale w umiarze”, mawiał Pitagoras. Ale są korzystniejsze i mniej korzystniejsze warianty „wszystkiego”. Kawa (byle nie więcej niż 2-3 filiżanki dziennie, przyczynia się do podniesienia poziomu metabolizmu i hamuje apetyt oraz poprawia nastrój. Ale uwaga - jest niekorzystna dla wrzodowców i może zakwaszać organizm. Kawa zielona, ostatnio okrzyknięta cudownym specyfikiem, działa podobnie jak inne „cudowne” specyfiki placebo, odchudzając przede wszystkim kieszeń.

     

    Mała czarna na odchudzanie? Jak najbardziej!


    Jak to jest z tą kawą? Opinie o niej i o jej właściwościach przez lata ewoluowały i nadal są podzielone. Jednak chyba wszyscy odchudzający się potwierdzą, że kawa jest ich przyjaciółką. Z kawą jakoś łatwiej. A z kolei wytrwanie na dietach, które kawy zabraniają, było (piszę w czasie przeszłym, bo teraz już na żadnej diecie nie jesteśmy) wyjątkowo trudne do zniesienia….

    Na pewno nie jest to substancja obojętna dla organizmu. Trzeba pamiętać, że wpływa na ciśnienie krwi (podnosi je) i wzmaga kwasowość (uwaga wrzodowcy!). Kawa ma tyle właściwości chemicznych, często przeciwstawnych (np. z jednej strony pobudza, co może podnieść poziom stresu, z drugiej jednak wspomaga działanie neuroprzekaźników transportujących hormony szczęścia – endorfiny), że rację mają najprawdopodobniej ci, którzy twierdzą, że kawa sama w sobie jakiegoś ogromnego wpływu na odchudzanie nie ma. A jednak…

    Jest stwierdzone i dowiedzione empirycznie, że kawa hamuje apetyt. Ponadto nieznacznie, ale przyspiesza metabolizm, a ponadto wprawia w dobry nastrój. Dobry nastrój z kolei, jak doskonale wiemy, odchudzaniu sprzyja. Z tym dobrym nastrojem jest tak, że nie tylko chemia zawarta w czarnych ziarenkach ma tu swój udział. Rytuały związane z piciem kawy zajmują nas i często zastępują objadanie się dla poprawienia humoru. Nazwano już nawet takie zjawisko jak psychologia picia kawy (!). W naukowych badaniach potwierdzono, że kawa pita z ulubionego kubka i przyrządzana w ulubiony sposób smakuje dużo lepiej niż każda inna. Co więcej, w wielu sytuacjach, jeśli jest taka potrzeba (np. zdrowotna) do takiego ulubionego kubka można wlać kawę zbożową albo bezkofeinową, a efekt zaspokojenia „potrzeby kawy” jest taki sam lub bardzo zbliżony do oryginału. Są nawet tacy, którzy twierdzą, że ich taka zbożówka nieźle nakręca, chociaż mają pełną świadomość tego, co piją. A ponieważ wiemy, że i odchudzanie ma, co najmniej tyle samo wspólnego z głową co z żołądkiem, niczemu się nie dziwimy. 

    Jak to jednak jest tymi właściwościami odchudzającymi kawy? Póki, co naukowcy nie mogą wykazać w tej kwestii jednomyślności. W skrócie, bo temat doczekał się dogłębnych badań, widzę tu podział terytorialny: amerykańscy badacze raczej twierdzą, że kawa może wręcz sprzyjać tyciu, ponieważ zwiększa poziom hormonu wywołującego stres, a jego obecność w organizmie powoduje odkładanie się tłuszczu i zwiększa nasz apetyt. Badacze z Europy są jednak dla kawy dużo łagodniejsi, a nawet przyjaźni: podkreślają, że kawa dostarcza substancji pomagających spalać tłuszcz, a ponadto ma również dobroczynne właściwości, takie jak zapobieganie wolnym rodnikom powodującym starzenie się oraz rozwojowi cukrzycy typu II.
    Na pewno oczyszczono kawę z zarzutu powodowania raka. Przypisuje się jej działanie wręcz odwrotne – zawarte w niej antyoksydanty niszczą wolne rodniki, co, jak wiemy, chroni przed nowotworami.
    Zawarta w kawie kofeina przyspiesza metabolizm tłuszczu, a aż 1/5 „suchego surowca” stanowi rozpuszczalny błonnik. To mówi samo za siebie.

    Oczywiście z piciem kawy wiążą się dwie bardzo ważne kwestie: po pierwsze – nie przesadzamy! Każda przesada jest nieprzyjazna równowadze, i tej metabolicznej, i psychicznej – ogólnie nie sprzyja zdrowiu. Po drugie, szczególnie ważne dla dbających o szczupłą figurę, nie róbmy z kawy bomby kalorycznej. Nie dodawajmy sztucznych słodzików, sztucznych zabielaczy (niesłusznie zwanych śmietankami), bitej śmietany, syropów, tony cukru, kilku ciasteczek, kilku czekoladek, kawałka torciku… No, wiesz, o co mi chodzi. Do kawy wypijanej w towarzystwie najlepszym dodatkiem jest miła rozmowa, która nie musi polegać na podsuwaniu sobie łakoci. Jest tyle innych tematów! Okazuje się, że kawa bez cukru, z dodatkiem chudego mleka też cudownie smakuje i tak też działa. Jeśli wydaje Ci się zbyt ascetyczna, jakby „goła”, spróbuj dodać naturalne polepszacze, które jednocześnie są znakomitymi antyoksydantami: sproszkowany cynamon (poprawia smak kawy, reguluje poziom cukru we krwi), kardamon (poprawia trawienie, działa antyseptycznie) czy naturalne kakao (obniża ciśnienie krwi).

    Czy kawa jest dobrą, czy złą używką na odchudzanie?

Pomyśl o jednej albo kilku swoich zaletach i na nich buduj swoją siłę. Da Ci to energię i łatwość wprowadzania zmian. Buduj na zaletach, wady pomijaj. Dzięki temu zalety będą jeszcze silniejsze, a wady powoli zaczną znikać.

  • Znowu podjadasz wieczorem?

    Nie, nie, bez obaw! Nie zamierzam Cię namawiać do postów czy głodówek. Zajmę się zmorą wszystkich odchudzających się – albo przynajmniej chcących się odchudzać – czyli wieczornym podjadaniem.
    Koszmar, prawda? Na restrykcyjnych dietach to grzech i złamanie zasad (wyrzuty sumienia gdy ulegniesz, skrajna frustracja, gdy nie ulegniesz). Pomiędzy takimi dietami – zawsze o tej porze podjadamy z poczuciem dyskomfortu (‘no przecież wiem, że to nie najlepsze rozwiązanie…’) i podszyte wątpliwością – ‘czy to naprawdę JA tak chcę, czy to COŚ silniejszego ode mnie, co mną rządzi jak chce?’.
    Stosując Metodę Równowagi z czasem pozbywamy się tego CZEGOŚ – bo to właśnie ONO wpycha nam w ręce (i w usta) chipsy, paluszki, herbatniki, batoniki, kanapeczki, cukiereczki… I nie jest to brak silnej woli – to czysta fizjologia.

    Ale jak się nie męczyć z tą zmorą, zanim sobie pójdzie na dobre?
    Jest kilka sposobów. To dobra wiadomość. Wypróbuj i wybierz te dla Ciebie najbardziej skuteczne, a dotrwasz do chwili, kiedy sama siebie zapytasz; ‘A co to jest? Naprawdę miałam z tym kłopot?

    Sposoby dzielimy na:

    • usuwające przyczyny (wymagają pewnej taktyki, ale są skuteczniejsze)
    • szybkiego reagowania, czyli tricki interwencyjne.

    Zacznę od tych drugich, a potem przejdziemy do strategii.

    Typowy wieczorny rytuał: telewizja, komputer, książka – coś, co ma Cię choć trochę zrelaksować i dopieścić po męczącym dniu. Rozluźniasz się… i puszczają też Twoje całodzienne hamulce dietetyczne. MUSISZ czymś jeszcze dopełnić te krótkie chwile odpoczynku. Czymś ‘na ząb’, czymś pysznym…

    A oto „brygada interwencyjna”:

    • zamiast chipsów czy czekoladek zrób sobie pyszny deser z granulowanego błonnika z jogurtem lub kefirem, łyżką dżemu (miodu) i garstką suszonych żurawin;
    • napij się – wody z miętą i cytryną, owocowej lub zielonej herbaty, naparu z ziół, jeśli lubisz, i nie żałuj sobie płynu. Bardzo często mylimy głód z pragnieniem, a często bywamy odwodnieni - wypitych w ciągu dnia kilku (kilkunastu?!) kaw, czarnych herbat czy coli w ogóle nie licz do bilansu płynów, bo one – ze względu na zawartość kofeiny – odwadniają zamiast nawadniać;
    • zrób coś inaczej niż zwykle wieczorem – zadzwoń do kogoś, wyjdź na spacer, poprzeglądaj/uporządkuj stare albumy (zbiory hobbystyczne, ciuchy), zrób coś nietypowego;
    • jeśli już oglądasz telewizję i trudno Ci się oderwać (albo ruszyć z kanapy), umów się ze sobą, że możesz coś zjeść, ale tylko robiąc sobie przerwę i idąc do kuchni, a nie przed telewizorem i że przerwy reklamowe wykorzystasz na przykład na sprawdzenie e-maila, a nie wstawanie po przekąskę, którą zabierasz przed telewizor;
    • zastosuj sprawdzone sztuczki wobec własnego ciała: umyj zęby (smak pasty zmniejsza apetyt), zrób kilka ćwiczeń oddechowych (na pewno jakieś znasz, chociażby głęboko pooddychaj), weź kąpiel, prysznic, zrób kilka przysiadów, pompek czy brzuszków – już po 30 sekundach zachcianka mija lub jest dużo słabsza.

    No dobrze, zgadzam się z Tobą, że to sposoby na raz, góra na 10 razy, dlatego teraz podam sposoby znacznie skuteczniejsze, wręcz pewniaki. Po prostu usuń przyczyny wieczornego podjadania. Czyli podejdź do problemu strategicznie

    1. Odżywiaj się mądrze przez cały dzień.

    jedz porządne śniadania w ciągu 2 godzin po przebudzeniu (pisałam o tym 19 lutego), obiad (lunch) złożony z dużej porcji białka i jeszcze większej porcji warzyw, jedz w ciągu dnia przekąski, nie przegładzaj się; jedzenie regularnych, zdrowych posiłków w ciągu dnia pomaga utrzymać stały poziom cukru we krwi, a potrzeba podjadania pojawia się jako skutek obniżenia poziomu cukru, np. po wielu godzinach bez jedzenia
    kolację zjedz 2 – 4 godziny przed zaśnięciem. Jedzenie kolacji o 18:00, kiedy chodzisz spać o 24:00 jest błędem. Będziesz po prostu głodna;
    jedz pełnoziarniste węglowodany – razowe pieczywo, kasze, brązowy ryż, razowy makaron – ustabilizuje to jeszcze bardziej wahania poziomu cukru;
    pij wodę, zieloną herbatę, herbaty owocowe, niesłodzone – praktycznie tylko takie napoje powinno się zaliczać do napojów nawadniających; zupy bez śmietany i mąki też nawadniają, soki natomiast nawadniają, ale zawierają taki koncentrat łatwo przyswajalnego cukru, że odradzam – lepiej jedz surowe owoce. Upewnij się, że zawsze i wszędzie zabierasz ze sobą butelkę wody. Gdy tylko zaczynasz czuć głód, napij się 2 szklanki. Będziesz zaskoczona efektem. Lepiej mieć kilka małych butelek niż 1 dużą – duża jest nieporęczna, a ponadto może powodować przekonanie, że nie damy rady, więc odpuszczamy. Lepiej małymi kroczkami
    korzystaj z bogactwa owocowych herbat – tu rynek nas rozpieszcza wielością smaków: owoce leśne, tropikalne, cytrusowe, z dzikiej róży, z imbirem, cynamonem… Owocowy smak herbat zazwyczaj jest bardzo orzeźwiający. Po wypiciu niektórych smaków możesz odnieść wrażenie, że właśnie wypiłaś owocowy koktajl;
    przekąska po kolacji? – jak najbardziej. Miej świadomość, że nie musisz walczyć z wieczornymi zachciankami, jeśli już się pojawią, tylko podejdź je z dietetycznym sprytem – opisana wyżej miseczka błonnika z dodatkami prawie nie ma kalorii, a nasyci na całą resztę wieczora.

    2. Nie trzymaj w domu niezdrowej żywności.

    Jest to najlepszy sposób, aby uchronić się przed słabością. Aby uniknąć jedzenia słodkich i tłustych przekąsek, najlepiej jest ich nie kupować i nie przynosić do domu. Jeśli masz w domu tylko zdrowe przekąski, będziesz musiała jeść właśnie takie.

    3. Staraj się nie nudzić wieczorami.

    Wiesz, jaką rolę w podjadaniu odgrywają nuda i złe nawyki… KOLOSALNĄ. Po prostu to zmień. Od razu albo stopniowo – zależy czy jesteś typem zadaniowca, czy ostrożnym sceptykiem. Umów się z sobą, że kilka (na początek choćby jeden) wieczorów w tygodniu spędzisz poza domem, na przykład z przyjaciółmi czy zapisując się na jakieś zajęcia gimnastyczne albo artystyczne, kółko brydżowe, cokolwiek. Jeśli tak się nie da – porzuć codzienną domową rutynę. Może jakieś hobby? Co najbardziej lubisz lub lubiłaś robić? Może układać puzzle, malować, medytować, czy może czytać? A jeśli dla Ciebie wieczór przed telewizorem jest naprawdę spełnieniem marzeń, zastosuj interwencyjne sztuczki opisane powyżej. Po kilku dniach stosowania tych prostych metod i/lub trików zobaczysz, że wieczorna zmora osłabła, nie musisz już tak bardzo się starać ani walczyć. W końcu przyłapiesz się na tym, że zapomniałaś o wieczornym podjadaniu i aż się zdziwisz, że kiedyś mu ulegałaś.

  • 10 powodów, dla których jemy więcej, niż byśmy chcieli

    Zauważyłaś, jak dużo uwagi poświęcamy jedzeniu? Nic w tym dziwnego, jedzenie to ważna sprawa, dostarcza nam paliwa, daje energię do wszelkich innych życiowych działań. Bez jedzenia nie ma życia. Jest tak codzienne, powszechne, nieraz automatyczne – niemal jak oddychanie…Czy zwróciłaś jednak uwagę na to, ile ról jedzenie odgrywa w naszym życiu poza tą podstawową – dostarczenia energii i właściwego budulca dla podtrzymania funkcji biologicznych naszego organizmu? Najczęściej są to role zastępcze albo nawykowe. Jest ich chyba zbyt wiele…Badacze, tym razem już nie tylko amerykańscy, i temu zjawisku poświęcili swój czas i wyodrębnili 10 modelowych sytuacji, kiedy jemy, chociaż… wcale nie jesteśmy głodni! Chcę Ci je przedstawić wraz z prostymi wskazówkami, jak można tego uniknąć i zachować się w zdrowszy sposób. Być może wskazówki wydadzą Ci się nieco powierzchowne lub uproszczone, ale warto ich nie lekceważyć. Nasz mózg najczęściej ulega najprostszym trickom.


    Dlaczego jesz, chociaż nie jesteś głodna?
    1. Ponieważ zajadasz emocje. Wspomnę tylko, że możemy zajadać emocje zarówno negatywne: rozczarowanie, złość, poczucie odrzucenia, jak i pozytywne: radość, poczucie triumfu, wzruszenie – aby je niejako jeszcze bardziej ufetować. Oczywiście już wiesz, że jedzenie nie załatwi problemu, jakim jest nieradzenie sobie z emocjami, więc po prostu może na nie skieruj swą uwagę. Tu pomocne jest prowadzenie dzienniczka emocji, niekoniecznie w formie specjalnego zeszytu. Wystarczy, że swój stan ducha po prostu zapiszesz – na kartce, w komputerze, na serwetce – i przyjrzysz się temu. Na przyszłość będziesz przygotowana i na przykład jeśli poczujesz złość, to zamiast atakować widelcem kotlet na talerzu, zaatakuj worek treningowy albo zwykłą poduszkę, której dasz „niezły wycisk”, można też rzucić się na skopanie grządek, jeśli masz ogródek. Zamiast użalać się nad swoją samotnością czy rozczarowaniem, wcinając batoniki, zadzwoń do przyjaciółki i wylej przed nią swoje smutki. I tak dalej…

    2. Ponieważ się nudzisz. Dla wielu z nas jedzenie jest świetnym rozwiązaniem, kiedy nie ma nic innego do roboty. Nadaje chociażby chwilowy sens przemijającym pustym minutom, kwadransom, godzinom… No cóż, wtedy po prostu postaraj się czymś zająć, czymkolwiek, co zajmie Twoją uwagę (i Twoje ręce!). Lista zajęć może być długa i jest bardzo indywidualna. Oddaj się rozrywkom, cokolwiek by to było, zrób coś, na co od dawna brakowało Ci czasu, odszukaj dawno niewidzianego znajomego, napisz długi list (maila) do kogoś bliskiego, poczytaj książkę, zagraj w grę wideo, idź do siłowni… Jest tyle ciekawszych zajęć, niż jedzenie bez potrzeby!

    3. Ponieważ inni ludzie jedzą. Ulegamy owczemu pędowi. Dzieje się tak zazwyczaj, gdy jesteśmy poza domem, na jakimś przyjęciu czy w restauracji. Wszyscy jedzą. Wszyscy rozmawiają. Rozmowy są tak wciągające, że nawet nie wiesz kiedy sięgasz po kolejne kęsy, robiąc to, co wszyscy. Jest tak miło! Czujesz, że pasujesz do tego wspaniałego grona i do tej przeuroczej sytuacji: jesz, jesz, jesz…. Hmm, tutaj po prostu musisz przygotować się zawczasu, przyjąć odpowiednią postawę, która pozwoli Ci kontrolować sytuację. Zadawaj sobie pytania: czy naprawdę chcę tego spróbować? czy rozmowa będzie milsza, kiedy będę pochłaniać kolejne dania? czy w ogóle z przyjaciółmi muszę się spotykać w lokalach, gdzie akurat są „happy hours”?

    4. Ponieważ jedzenie jest pod ręką. Znasz to? Miseczka z cukierkami na biurku w pracy. Automat z batonikami, który mijasz dziesięć razy dziennie. Ciasteczka w czasie narady firmowej. Talerz z chrupkami na stoliku przed telewizorem. Tak łatwo sięgnąć po nie ręką. Smakołyk już tu jest. Widzisz go. Lubisz go. Co w tym złego? To, że bezwiednie pochłaniasz ogromne ilości cukru i tłuszczu. Co zrobić? W sytuacjach, w których możesz zadecydować, w domu, w biurze, po prostu coś zmień: zamień cukierki na suszone jabłko, wsypuj chrupki do nieprzezroczystej miseczki (nie rzucają się tak w oczy), nie kupuj słodyczy na zapas, a jeśli to zrobisz – schowaj torbę z ciastkami w najbardziej niedostępnej szafce w kuchni, żebyś musiała się nagimnastykować, zanim uzupełnisz dyżurny talerzyk z ciastkami. A może zamień ten talerzyk na duży koszyk z owocami? Tam, gdzie nie możesz zarządzać w ten sposób, zawsze możesz wśród dostępnych przegryzek wyszukać tę najzdrowszą, a w pewnych sytuacjach po prostu wstać od stołu czy wyjść do innego pomieszczenia.

    5. Bo jest specjalna okazja. Jeśli pracujesz w dużej firmie albo masz liczną rodzinę, masz czasem poczucie, że codziennie są czyjeś urodziny, imieniny, ktoś świętuje sukces. Takie świętowanie to zazwyczaj smakołyki, ciasto, alkohol. Jesz, aby świętować razem z solenizantem, jubilatem, kimś dla Ciebie ważnym. Wyrazić swoją sympatię i poparcie. No właśnie! Przecież te uroczystości dotyczą ludzi, a nie jedzenia! Bohaterami są bliskie Ci osoby, a nie tort! Skup się na okazji, na najważniejszej osobie, okaż swój szacunek i przywiązanie słowem, uśmiechem, komplementem. Możesz to równie skutecznie robić, mając w ręce szklankę wody mineralnej (no, niech będzie herbaty :-).

    6. Bo jesteś zmęczona. Taki kryzys dopada nas z reguły późnym popołudniem, czujemy nagły odpływ energii, zastój. Jest on spowodowany znużeniem po wielu godzinach spędzonych na pracy w tym samym pomieszczeniu, często z wentylacją i sztucznym oświetleniem. Wydaje się, że bez energetycznego kopa nie damy rady już nic z siebie wykrzesać. Najprostsze wydaje się sięgnięcie po tę energię w postaci „szybkiego” cukru. I tak z reguły robimy. Zdziwiłabyś się jednak, o ile bardziej skuteczna jest nawet krótka zmiana otoczenia: wyjście na szybki spacer, energiczna przechadzka wokół budynku, w którym przebywasz i zaznanie naturalnego światła czynią cuda. Do tego filiżanka kawy lub nawet szklanka wody i popołudniowy kryzys mija!

    7. Bo tak mówi zegar. Tu znowu kłaniają się nawyki. Wybija 12, więc wyciągasz swoje śniadaniowe pudełko lub wychodzisz na lunch. Wybija 18 i idziesz do kuchni, bo zawsze o tej porze jesz obiad. Poza śniadaniem, które koniecznie musisz zjeść w ciągu dwóch godzin po wstaniu z łóżka, godziny innych posiłków powinny być dla Ciebie sygnałem nie od razu do jedzenia, ale do sprawdzenia: czy jestem już głodna? Niech zegar Tobą nie rządzi, niech Ci służy. O określonej godzinie po prostu zbadaj swoją potrzebę posiłku. Jeśli nie ma takiej potrzeby – podziękuj zegarowi i dalej rób swoje.

    8. Bo jedzenie jest za darmo (albo niezwykle tanie). Wszyscy uwielbiamy dobre oferty, gratisowe degustacje, megapromocje, darmowe próbki w sklepach. Uwielbiamy bufety typu „jedz, ile zmieścisz”. Pamiętaj, że to triki z potężnego arsenału marketingowego przemysłu spożywczego. Tu nie chodzi o Ciebie i Twoje zadowolenie, ale o zyski producentów. Stajesz się po prostu rybką złowioną na wędkę handlowych spryciarzy. Zawsze wtedy po prostu się zastanów: czy naprawdę jestem głodna? A może suplementy na odchudzanie (które kupisz po utyciu z powodu takich „promocji”, będą droższe niż kwota zaoszczędzona w ten sposób?

    9. Bo „nie możesz” odmówić. Wszyscy mamy do czynienia z niestrudzonymi namawiaczami do jedzenia. Nic na nich nie działa: ani „nie jestem głodna”, ani „już się przejadłam” (wtedy ani chybi dostaniesz tort do domu), ani nawet „to mi szkodzi” (wtedy dostaniesz tort dla rodziny), a już na pewno nie „jestem na diecie”. Sprawdzona metoda jest jedna – daj sobie nałożyć jedzenie na talerz, a potem podziel się nim z innymi albo tylko skubnij, odwróć uwagę od swojego talerza, na przykład dzieląc się sensacyjną plotką. Może to mało oryginalne, ale uwierz, innej metody nie ma!

    10. Bo cierpisz na syndrom czystego talerza. To poważna sprawa, zazwyczaj mająca swoje korzenie w dzieciństwie, kiedy byliśmy zmuszani do wyczyszczenia talerzy z każdego posiłku. Często wtedy stosowano wobec nas emocjonalny szantaż: czy wiesz, ile dzieci na świecie głoduje? Albo: nie zjesz za zdrowie braciszka? I całkiem bajkowe: za drzwiami jest wilk, który tylko czeka, żeby opróżnić twój talerz. Niestety, to się utrwala i wielu z nas ma poczucie winy, jeśli nie wyczyści talerza do końca, czasem ostatnie kęsy po prostu w siebie wmuszając. Ale przecież nie jesteś już dzieckiem! To Ty sama decydujesz ile, kiedy i po co jesz. Poza tym mamy takie przydatne urządzenia jak lodówki i piekarniki i nie musimy wyrzucać jedzenia, którego nie zjedliśmy. Możemy je bezpiecznie przechować i zjeść następnego dnia (smak wielu potraw na tym zyskuje). Poza tym możemy wymienić talerze na mniejsze – mniej nakładamy, to i mniej na nich zostaje. Są jeszcze pieski:-) Zastanów się: kto tu rządzi? Ty czy nadal mała „zaszantażowana” dziewczynka?

    Poświęć trochę czasu i przyjrzyj się sobie. Możesz to potraktować jako tę „odrobinę luksusu”, do której zachęcają reklamy. Ile razy znalazłaś się w takich sytuacjach? Czy naprawdę jedzenie jest wtedy jedynym wyjściem? A może już znalazłaś na te okazje jakieś swoje własne triki? Jeśli nie, spróbuj się zabawić w odkrywanie pokładów własnej kreatywności i znajdź też inne czynności zastępcze, w końcu nie tylko żywieniowi analitycy mają dobre pomysły.

    Czemu jemy więcej, niż byśmy chcieli?

  • Co dla mnie dobre?


    Warto nastawić się na to co dla Ciebie korzystne i nie myśleć o tym, co Cię omija. Myśl o tym, że jesz to, co dobre dla Twojego organizmu, co daje Ci zdrowie i szczupłą sylwetkę. Myśl o tym, co dobrego dla siebie robisz. Myśl o korzyściach.  

  • Wyrzeczenia?


    W Metodzie  Równowagi, jeśli prowadzisz notatki, od rana widzisz menu na cały swój dzień, widzisz, ile jeszcze jedzenia „na Ciebie dziś czeka”. Daje to poczucie bezpieczeństwa i zadowolenia. Dzięki temu nie myślisz o wyrzeczeniach i tym, czego Ci nie wolno, tylko o tym, co pysznego dziś jeszcze ze smakiem zjesz. Tak łatwiej, prawda?

  • Szczęście


    Uczucie szczęścia to większy poziom serotoniny i endorfin- hormonów szczęścia. Na poziom tych hormonów ma wpływ wiele czynników np. ilość słońca, stan zakochania, sukcesy i pochwały od innych, ale też to, co jemy. Jest wiele potraw, które podnoszą poziom  hormonów szczęścia i niestety wiele takich, które, mimo że mogą świetnie smakować i cudownie wyglądać, ten poziom obniżają. Jakie to potrawy?

  • Nastawienie


    „Jeśli traktujesz osobę zgodnie z tym, kim jest, pozostanie tym, kim jest. Jeśli traktujesz ją, jak osobę, którą mogłaby się stać, taka się stanie.”

    Tak powiedział Goethe. Myśl o sobie, jak o osobie szczupłej mającej taką sylwetkę, jaką chcesz mieć, a staniesz się taką osobą. Koncentrując się na swoich mankamentach, tylko wzmacniasz ich znaczenie. 

  • Otoczenie


    Żeby było Ci łatwiej wprowadzać zmiany, przygotuj otoczenie w domu. Usuń to, co masz na widoku i co mogłoby Cię kusić. Pochował patery ze słodyczami, a na widok wystaw owoce albo ulubione warzywa. Jeżeli, mimo pysznych posiłków Metody  Równowagi, najdzie Cię niepohamowana ochota na coś, sięgniesz po to, co będzie pod ręką. Niech jest to pomidorek, a nie ciasteczko. Również w lodówce, tłuste sery, wędliny, jeżeli je w ogóle masz, przesuń w głąb, a nietłusty nabiał i warzywa umieść z przodu. Jesteśmy z natury leniwi, nawet jeśli chodzi o zachcianki. Czasem konieczność wykonania dodatkowego wysiłku, na przykład sięgnięcia gdzieś dalej, spowoduje, że zachcianka sobie odejdzie…

  • Inni ludzie


    Zastanów się, czy może Ci pomóc wsparcie innych osób. Jeśli uznasz to za stosowane, poinformuj domowników o zmianie. Jeżeli nie chcesz mówić o odchudzaniu, zawsze możesz poinformować o zmianie stylu żywienia na lepszy. Możesz poprosić o pomoc. Niech Cię nie kuszą i nie podtykają zbędnych smakołyków. Możesz też mieć w otoczeniu  „przeszkadzaczy” . Dla nich przygotuj sobie zawczasu asertywne odpowiedzi.

    Jeżeli interesuje Cię motywacja razem z innymi osobami, zajrzyj na stronę www.klubrownowagi.pl

  • Zmiany w pracy


    Sprzątnij słoczycze ze swojego biurka i poproś współpracowników o umieszczenie swoich łakoci w nieprzezroczystych pojemnikach. Zmień trasę obok automatu z batonikami. Po prostu go omijaj. Wprowadź tradycję owoców zamiast ciastek na uroczystości. Miej zawsze przygotowany zestaw awaryjny – np. puszka tuńczyka. Na wypadek, gdyby koś wyjadł Ci pyszności przygotowane w Metodzie Równowagi.

  • Pocieszacze

             Spirala w dół i nawyki to nie wszystko. Insulina i instynkt łowcy to też nie wszystko. Jest jeszcze jedna pierwotna przyczyna tego, że jemy za dużo, za tłusto, za słodko, za słono i nie ma ona absolutnie nic wspólnego z fizycznym głodem. Na pewno już o tym słyszałaś, potocznie nazywamy to „zajadaniem stresu”. Może robisz to napadowo, a może non stop coś skubiesz. Ale zawsze jest to jedzenie ZAMIAST. Zamiast miłości, seksu, pochwały, spokoju, bezpieczeństwa, przytulenia, zainteresowania... sama dokończ tę listę. A zaczęło się, kiedy byłaś jeszcze niemowlęciem. Niemowlę, jak sama nazwa wskazuje, nie mówi. O każdym problemie informuje płaczem. I na większość płaczów mama reaguje najpierw jedzeniem.

    Boli → płaczę → mleko

    Zimno → płaczę → mleko

    Twardo → płaczę → mleko

    Mokro → płaczę → mleko.

             A jako dorośli mamy podobny mechanizm:

    Boję się → jest mi źle → czekoladka

    Ktoś mnie zranił → jest mi źle → ciasteczko

    Jestem samotna → jest mi źle → pizza

    Nie daję rady → jest mi źle → chipsy.

  • Czy przyjęcie musi zrujnować Twoją figurę?


    Czy można ustrzec się przed dodatkowymi kilogramami kiedy czeka nas wyjście na wystawne przyjęcie, zwyczajowe grudniowe christmas parties, świąteczne uczty i rozpasany kulinarnie karnawał?

    Okazuje się, że tak, można to wszystko przetrwać bez uszczerbku na figurze. To sprawdzone i wypróbowane, zależy tylko od nas i od tego, jak się zorganizujemy. A ponieważ już zaczęliśmy życie w Równowadze, nie będzie trudno. Odpowiednie zorganizowanie się to przecież podstawa Równowagi. A dla tych, którzy jeszcze nie zaczęli życia w Równowadze, tylko planują to na „po Świętach”, „po sylwestrze”, „po ślubie siostry” itp. mam propozycję – nie czekajcie! Zacznijcie już teraz, zdobędziecie umiejętności, które te strategiczne momenty pozwolą Wam przetrwać bez późniejszego balastu wielu dodatkowych kilogramów. A nawet jeśli zbłądzicie, łatwo będzie wrócić na ścieżkę, którą już poznaliście.


    A teraz praktycznie – jak się zabezpieczyć przed przyjęciowym „zagrożeniem”.


    Faza pierwsza– przygotowanie w domu w dniu przyjęcia.

    Z całą mocą odpędź myśl sabotującą:

    Dzisiaj na imprezie na pewno najem się tuczących rzeczy, zatem cały dzień mogę już spisać na straty, a więc na śniadanie 7 pączków”.

    To fałsz i nieprawda! Zjedz zdrowe i pożywne, obfite śniadanie. Jeśli przyjęcie jest wieczorem, zrób tak samo z obiadem. Nie możesz iść na imprezę głodna, bo wtedy rozum przy stole głupieje i trudno zrealizować swoje najsprytniejsze plany. Oczywiście, spożywając posiłki w domu, możesz strategicznie zaoszczędzić nieco porcji ZdrowegoExtra i MałeCoNieco, czyli tych, które w Metodzie liczymy. Ale nie wszystkie – zjedz chociaż jedną razową grzankę na śniadanie, przynajmniej 3 łyżki razowego makaronu lub kaszy na obiad, żebyś nie była spragniona węglowodanów jak przysłowiowa kania dżdżu. Wtedy murowany atak na tort! No i zjedz jak najwięcej ZdrobBiałko z grupy DoWoli – białko syci na długo.

    Pomyśl przed wyjściem o tym, dlaczego zdecydowałaś się Metodę Równowagi, po co to robisz, jakie masz cele i marzenia z tym związane. Dobrze o tym pamiętać. Dobrze pamiętać, że to TY decydujesz, co wkładasz do ust, a nie organizatorzy imprezy. A poza tym, jako człowiek w Równowadze, umiesz planować i masz władzę nad swoimi posunięciami.Jeśli wiesz, jakiego menu możesz się spodziewać na przyjęciu, z góry zaplanuj, co zjesz i w jakich ilościach. Jeśli menu jest dla Ciebie niespodzianką, zaplanujesz to już na miejscu, ZANIM weźmiesz do ust pierwszy kęs.



    Faza druga – na przyjęciu.

    Jeśli trafisz na przyjęcie typu szwedzki stół, najpierw dokładnie wszystko obejrzyj, bez talerza i widelca w ręce, potem wybierz i zaplanuj, co chcesz zjeść, posługując się nie tylko potrzebami serca, ale też rozumu (a tak naprawdę dietetycznego sprytu).

    Nakładaj na talerz od razu wszystko to, co zamierzasz zjeść – warto, żebyś zobaczyła na co się decydujesz i co na to „powiedzą” Twój rozsądek i poczucie Równowagi. Oczywiście nie namawiam do tego, żebyś wrzucała szarlotkę do barszczyku albo dodawała lody do schabowego. Jeśli przyjęcie jest wielodaniowe, zastosuj metodę jednego talerza (a może lepiej talerzyka) przy każdym z dań.Pamiętaj, że możesz zjeść pół porcji, nawet ćwierć czy jedną dziesiątą, nawet jeśli już nałożyłaś ją na talerz. To, że coś masz na talerzu, nie oznacza, że ZOBOWIĄZAŁAŚ SIĘ to zjeść w całości. Możesz się też z kimś podzielić przysmakiem albo dyskretnie zrezygnować z któregoś ze składników – odsunąć na brzeg talerzyka tłusty kremik czy lukier, wyłowić kawałki mięsa z gęstego sosu itp.


    Rozcieńczaj alkohol lub wybieraj słabszą wersję, zaoszczędzisz nie tylko kalorie, ale uratujesz dobre samopoczucie na imprezie i, szczególnie, następnego dnia. Na przyjęciach zazwyczaj chodzi o to, żeby trzymać drinka w ręku i „przepijać” do przyjaciół, nikt nie będzie sprawdzał, ile masz promili w szklance czy w kieliszku, liczy się gest. I pytanie, czy opłaca Ci się 50 ml wódki, czy bardziej 2 lampki wina - ty decydujesz, co bardziej Ci się opłaca.
    Bierz udział we wszystkich bez wyjątku „zajęciach ruchowych” na imprezie – tańcz, jeśli są tańce, bierz udział z zgadywankach, konkursach, quizach, wyścigach – mniej czasu spędzisz przy talerzu, a więcej ruchu to więcej spalonego tłuszczyku.No i przede wszystkim pamiętaj o takiej prostej rzeczy – mówią o tym często nasi Klubowicze: „wiem, że wszystko mogę (oczywiście zjeść), ale czy chcę?” Z tym pytaniem o wiele łatwiej wybiera się potrawy.Jeśli jednak się nie uda przeżyć przyjęcia bez szwanku, nic to. Jutro też jest dzień i będzie dniem w Równowadze, jeśli tylko sama tego będziesz chciała.

     

    "Nikt nie może cofnąć się w czasie i napisać nowego początku. Ale każdy może zacząć od dzisiaj i dopisać nowe zakończenie."

      

 

   To zautomatyzowane czynności, które nabywa się w wyniku powtarzania tejże czynności. Jest to działanie rutynowe, pozbawione refleksji. Nowe nawyki nabywamy w ciągu 20–70 dni. Potem nie są już nowe i bez konkretnej przyczyny, aby je zmienić, pozostaną z nami do końca życia. Żeby zatem coś zmienić, trzeba coś zmienić. u źródła. Twój nawyk w jedzeniu i piciu to sięganie po określone potrawy i napoje, bo zawsze tak robisz. Sięganie bezwiedne, bez świadomości, czy naprawdę tego potrzebujesz, czy naprawdę masz na to ochotę, a – na dalszym etapie – dlatego, że Twoje ciało już tak przyzwyczaiło się do kawy z cukrem i z ciachem po południu, że naprawdę tego potrzebuje.

ñNawykiem jest zjadanie wszystkiego, co masz na talerzu, do końca, bo tak nauczyła Cię mama.

ñNawykiem jest kupowanie dużych opakowań familijnych (np. lodów albo chipsów), bo tak nauczyły Cię promocje w supermarketach.

ñNawykiem jest wizyta w automacie z batonami w pracy, bo stoi on tam już od pół roku. Nawykiem jest słodzenie herbaty, bo robisz tak od zawsze. N

ñNawykiem jest niepicie wody, a picie soków.

ñNawykiem jest codzienne jedzenie ziemniaków.

ñNawykiem jest jedzenie bez świadomości, że się to robi, bo od małego właśnie w taki sposób babcia podawała Ci kaszkę.

Nie ma żadnego obiektywnego powodu, jakoby którąkolwiek z tych czynności powtarzać codziennie, poza tym, że są one nawykami.

Możesz mieć też dobre nawyki, które warto utrzymać, jeżeli na przykład zawsze do obiadu zjadasz surówkę. Opłaca się jednak spojrzeć na siebie z boku i spróbować zdefiniować swoje zgubne nawyki. Nie możesz wyłączyć starego nawyku. Możesz jedynie na jego miejsce wprowadzić nowy, który stanie się z czasem silniejszy.

         Po 21 dniach codziennego powtarzania nowego nawyku masz szansę uznać stary za poważnie osłabiony. Można wyróżnić wiele typów nawyków jedzeniowych. Są one na pewno trochę związane z charakterem, a trochę z sytuacjami, w jakich bywałaś w przeszłości. Ale przede wszystkim wynikają z naszej pierwotnej natury. Mogłaś wyrobić w sobie nawyki przejadania się, podjadania czy jedzenia w biegu.

         Przejadanie się dziś to nic innego jak niegdysiejsza biesiada po upolowaniu zwierza.        Podjadanie to z kolei przejaw natury zbieracza, tu jagódka, tam korzonek, czy raczej tu ptasie mleczko, a tam ciasteczko. A jedzenie w biegu to po prostu jedzenie, kiedy tylko jest okazja po to, żeby przetrwać głód, kiedy owych okazji już nie będzie. To nie jest Twoja wina, że masz te nawyki. To naturalny mechanizm, zapewniający kiedyś ludziom przeżycie. Czynności powtarzane wykonujemy automatycznie po to, żeby nasz mózg mógł zająć się ważniejszymi w danej chwili sprawami. Gdyby każda drobna czynność wymagała pełnego zaangażowania naszego umysłu, nie dalibyśmy rady stać się homo sapiens, czyli istotami myślącymi. Całe myślenie byłoby ograniczone do czynności podstawowych i fizjologicznych. A tak mogliśmy się rozwinąć. Niestety minusy tej sytuacji to ZŁE nawyki. Tak samo nieuświadomione, jak i te dobre.

 

JAK TRWALE ZMIENIĆ NAWYKI?

         Stoję przed kasą w kawiarni. Kiedyś oczywiście zamówiłabym puchar lodów i cappuccino. Będąc na ścisłej diecie, wzięłabym espresso i wodę. Oba wybory złe. Pierwszy przyjemny, ale z konsekwencjami, drugi ubogi, namiastka. Ale przy kasie w mgnieniu oka wyobraziłam sobie siebie szczupłą. Drugie mgnienie oka i widzę ogromny skok insuliny, jaki zaliczę po 3 gałkach lodów, bitej śmietanie, polewie owocowej i cappuccino. Jest 17:30. Wiem, że o 18:00 będę w domu i będę mogła zjeść coś dla mnie dobrego. Jeśli zjem te lody z dodatkami, dół insulinowy spowoduje, że to mi nie wystarczy. Zjem wtedy w domu więcej i gorszych rzeczy, niżbym chciała. Rano będę opuchnięta i grubsza. Rozepchany żołądek będzie domagał się więcej. Szkoda mi rozchwiać tę Równowagę, którą właśnie osiągnęłam. Zobaczyłam siebie za 2 godziny wilczo głodną. Nie chcę tak się czuć, ale nie chcę odmówić sobie drobnej przyjemności. Przecież nie odbywam kary. Zasługuję na przyjemności. Wiem, że w deserach najpyszniejszy jest pierwszy kęs. Pierwsza gałka lodów smakuje najlepiej. Kolejne już nie tak. Kolejne nie dadzą mi tego zadowolenia. Widzę to wszystko oczyma wyobraźni. Widzę i wybór jest prosty. Kawa z odrobiną chudego mleka (poprosiłam o zamianę mleka na chude), 1 lub 2 gałki lodów bez dodatków i szklanka wody. Głęboki wdech,wydech,wydech - do samego końca, stoję mocno na nogach, czuję się osadzona w sobie. Czuję się świetnie. Właśnie wybrałam to, co dla mnie dobre i czego naprawdę chciałam. Wiem, że moja przekąska była tym, na co miałam ochotę, daje mi satysfakcję. Wiem, że taką przekąską się nie najem. Nie ma tu białka ani błonnika. Ale jest to ok, bo za pół godziny zjem prawdziwą kolację. Pójdę spać z poczuciem integracji z samą sobą, naprawdę zadowolona. .... Te myśli to były migawki, zajęły mi naprawdę 5 sekund. Przyzwyczaiłam się do takiego ważenia i wyobrażania sobie wyborów. Na początku zajmowało mi to trochę więcej czasu. Ale teraz robię to automatycznie. Mam NOWY NAWYK.... Jak go zdobyłam? Wiesz już, że starego nawyku nie usuniemy, ale możemy na jego miejsce wprowadzić nowy. To wiąże się z uzmysłowieniem sobie togo, co jest do zmiany, a następnie ze świadomym ćwiczeniem nowego nawyku. Domyślasz się pewnie, że łatwo się zniechęcić, kiedy kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt razy mamy powtórzyć czynność, która do tej pory nie była tym, co znamy najlepiej. Jak sobie to ułatwić? Jeszcze raz powtórzę: zarówno moje osobiste doświadczenia, jak i najnowsze badania potwierdzają, że tylko spotkania z innymi ludźmi i ciągły kontakt pomagają utrzymać trwały spadek wagi. Są jedyną skuteczną inspiracją do robienia czegoś dla siebie, czegoś więcej niż podczas samych tych spotkań. Na przykład według Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego uczestnicy grup motywacyjnych po pierwszym roku odchudzania chudną 3 razy więcej niż uczestnicy indywidualnych programów, a po 2 latach tylko oni utrzymują spadek wagi. Uczestnictwo w grupie motywuje o wiele bardziej niż wizyta w gabinecie specjalisty. W grupie jest niezwykła moc, ponieważ czujemy się odpowiedzialni przed wieloma osobami i nie tylko za siebie, ale i za innych. Grupa działa najlepiej w chwilach kryzysowych, w chwilach sukcesu tym chętniej dzielimy się z innymi. Dzięki grupie łatwiej utrzymać motywację, łatwiej wprowadzać zmiany i je utrzymywać, nawet kiedy akurat w danym momencie nie 

         Czy wiesz, że… osoby otyłe żyją statystycznie 10 lat krócej niż osoby o prawidłowej wadze...

         Czyli jak trwale zmieniać nawyki?

         Najlepiej w doborowym towarzystwie, nie samotnie. Regularny kontakt z osobami mającymi podobne dążenia poprawia nasz „power” i jakość życia między spotkaniami. W świecie pełnym nieskutecznych diet cud jest to przełomowe odkrycie. Możesz poszukać wsparcia wśród rodziny, znajomych czy na jakimś forum w Internecie. Ale ja oczywiście będę zachęcać Cię do żywego kontaktu z innymi osobami w Grupie Motywacyjnej w Klubie Równowagi.

         Na forum internetowym nadal jesteś kimś anonimowym, jak i inni. Dlatego motywacja nie jest tak duża, w każdej chwili można rezygnować, przecież nikt nie wie, kim jesteś i jak wyglądasz… Prosząc kogoś bliskiego o wsparcie trochę ryzykujemy, nasze bliskie relacje są wielowątkowe, nawet wielopiętrowe. Twoje szczere wyznanie zawsze wpisują się w dużo szerszy kontekst. Czasem może to być świetny pomysł, ale niekiedy możesz nie chcieć na przykład mężowi opowiadać o swoich wszystkich słabostkach, a co do koleżanki nie musisz być pewna jej intencji… Natomiast w grupie osób obcych, ale zainteresowanych tym samym, sytuacja jest najlepsza. Jesteś, i Ty i inni, człowiekiem z krwi i kości i z twarzą, absolutnie nikim anonimowym. Ale widujecie się raczej tylko podczas spotkań, więc opowiedzenie o słabostkach nie jest takie trudne. A wręcz staje się zabawne. I pęka magiczna bańka Twojej niemocy, bo okazuje się, że razem MOŻNA. ŻE TY MOŻESZ!

 

Asystent Równowagi >>

 

  • Nawyki, nawyki…


    Zidentyfikuj, czy przed Metodą  Równowagi byłeś:

    - PODJADACZEM – mało i bardzo często, rzadko konkretne posiłki, możesz myśleć „przecież nawet nie jadłem dziś obiadu ani kolacji”, za to prawie ciągle buzia się rusza…

    - OBJADACZEM – „cały dzień nic nie jadłem, to teraz wieczorem mogę sobie przecież pozwolić” i wielka wieczorna biesiada – tadam…

    - ZAJADACZEM emocji – „taki miałam fatalny dzień, coś mi się od życia należy” - zły humor, dobry humor, każdy humor jest powodem, żeby zjeść coś więcej niż podpowiada głód fizyczny…

     

    Wypełnij wspólnie z Asystenrem Równowagi Krok I CEL:  www.klubrownowagi.pl//asystent-rownowagi

  • Dla PODJADACZA …

    dla korzystającego z Metody  Równowagi rozwiązaniem będą czynności zastępcze zamiast podjadania między naszymi 5 posiłkami. Zatem: pochowanie jedzenia z widoku, usunięcie zapasów z szafek, trzymanie się godzin posiłków, uświadomienie sobie, że liczy się wszystko co wkładamy do ust a nie tylko posiłek o nazwie śniadanie, kolacja czy obiad i jedzony na talerzu; przyjęcie zasady, że nigdy nie jemy na stojąco i zawsze przy stole.

  • Dla OBJADACZA…


    dla osoby objadającej się na koniec dnia idealnym rozwiązaniem jest Metoda  Równowagi, bo regularne jedzenie w ciągu dnia pomoże zmniejszyć skumulowany głód wieczorny. A wieczorem warto myśleć o nagrodzie – szczupłej sylwetce i pysznym śniadaniu, na które czas już przecież niedługo :) 

  • Dla ZAJADACZA emocji…


    ważne jest uświadomienie, że jedzenie w miejsce emocji jest tylko jednym z możliwych rozwiązań. Warto pomyśleć o innych czynnościach, które dadzą podobną satysfakcję a nie będą miały nic wspólnego z jedzeniem. Jeżeli jesz dla przyjemności – pomyśl o innych przyjemnościach


Jest to proces bardzo złożony. Gdyby nasze uczucie sytości zależało od stopnia napełnienia żołądka, głód moglibyśmy zaspokajać, pijąc duże ilości wody. A jednak woda nie syci, Zasadniczym czynnikiem decydującym o odczuwaniu głodu jest poziom glukozy we krwi który jest rejestrowany przez ośrodki głodu i sytości w części mózgu zwanym podwzgórzem. Jeśli jej poziom spada, informacja ta przekazywana jest do mózgu, a my zaczynamy być głodni.  Podczas jedzenia, jedną z pierwszych informacji, która dociera do mózgu jest informacja motoryczna, która wiąże się z obkurczaniem oraz rozszerzaniem ścian żołądka


Do mózgu mogą być wysyłane również sygnały metaboliczne. Gdy organizm strawi już posiłek, we krwi następuje wzrost poziomu produktów stanowiących produkty przemian metabolizmu białek, węglowodanów oraz lipidów. Wysoki poziom tych produktów daje sygnał uczucia sytości. Istnieje jeszcze pojęcie mechanizmu humoralnego, który uznawany jest za najbardziej złożony mechanizm kontroli apetytu. Jest on związany z wydzielaniem hormonów, które do mózgu docierają w sposób bezpośredni i odpowiedzialne są za wywoływanie odpowiednich reakcji.


Jeśli chcemy wyjaśnić mechanizm sytości i głodu, warto również wziąć wiele innych czynników, w tym czynniki kulturowe czy nawyki wyniesione z dzieciństwa. Głodu nie da się oszukać zbyt długo, ale istnieją sposoby na zmniejszenie apetytu. Spróbuj na przykład na pół godziny przed posiłkiem wypić szklankę wody. Na niektórych to działa. Ważne jest też, żeby jeść bez pośpiechu, zjadać małe porcje najlepiej pięć-sześć razy dziennie, dokładnie jak w Metodzie  Równowagi.

  • Poziomy głodu


    Warto żyć pomiędzy poziomem 3 a 6. Jak to jest u Ciebie w tej chwili? A jak bywało przed Metodą  Równowagi?


    Poziom głodu

    Odczucia i symptomy

    1

    „Umieram z głodu”, słabość, zawroty głowy

    2

    Bardzo głodny, niska energia, burczenie w brzuchu

    3

    Dosyć głodny, lekkie burczenie w brzuchu

    4

    Początek poczucia pustki w brzuchu i głodu, jeszcze nie burczy

    5

    Ok, ani głodny, ani najedzony, brak odczuć

    6

    Lekko pełny, przyjemne uczucie wypełnienia

    7

    Trochę niekomfortowo za pełno

    8

    Uczucie „napchania”

    9

    Bardzo niekomfortowo, brzuch boli

    10

    Tak przepełniony, że aż niedobrze

     

  • Głód fizyczny


    Głód fizyczny: 

    - narasta stopniowo
    - uderza poniżej mostka (burczenie w żołądku)
    - daje o sobie znać kilka godzin po posiłku
    - ustępuje po najedzeniu się
    - jedzenie wiąże się z uczuciem zadowolenia

  • Głód emocjonalny

     
    Głód emocjonalny

    - pojawia się nagle
    - odczuwany jest w ustach (smak na lody)
    - może też być w dziwny sposób odczuwany w innych częściach ciała
    - jest niezwiązany z innymi posiłkami
    - nie ustępuje mimo sytości
    - jedzenie wiąże się z poczuciem winy albo wstydu

  • Uczucie głodu

    Lubisz być głodna? raczej nie, nikt tego uczucia nie lubi, ale właśnie tak się często czujesz, będąc na kolejnej diecie odchudzającej, bo wiesz, że będziesz musiała znacznie ograniczyć ilość jedzenia albo, że nie będziesz mogła jeść ulubionych rzeczy. Dzisiaj już powszechnie wiadomo, że mądre i skuteczne odchudzanie nie może się łączyć z serwowaniem sobie takich tortur, ale to nie zmienia faktu, że rynek diet restrykcyjnych ma się doskonale i ciągle możemy liczyć na jakąś kolejną nową wersję, opartą wyłącznie na sałacie lub egzotycznych kiełkach (plus cudowny suplement). Czasami, bowiem są takie sytuacje, kiedy uczucie głodu towarzyszy nam nawet bezpośrednio po obfitym posiłku, mimo że akurat na żadnej dziwacznej diecie nie jesteśmy. Wiem, że część z Was czasem mając taki właśnie głód mimo bycia najedzonym, myśli o sobie źle. Ale ze mnie tititit (tu seria przymiotników), skoro jem i ciągle chce mi się jeszcze jeść. Co wtedy? Jeść aż do skutku i mieć jeszcze więcej złych myśli o sobie? No pewnie, że nie, lepiej po prostu trochę się temu przyjrzeć. Okaże się, że nic do tego nie mają Twoje cechy charakteru i że przymiotniki Ciebie określające są tak naprawdę dużo bardziej pozytywne.Odczucie głodu jest kontrolowane przez mnóstwo różnych czynników, m.in. przez ilość składników odżywczych w krwiobiegu, poziom insuliny we krwi, sygnały z komórek żołądka, komórek tłuszczowych, hormony i sygnały z ośrodków głodu i sytości w mózgu. Na ich prawidłowe funkcjonowanie mają z kolei wpływ różne inne czynniki – robi się z tego dość skomplikowany mechanizm, który nie zawsze działa według pierwotnego, bardzo prostego zadania, które polega na wysłaniu organizmowi ostrzeżenia: „Uwaga! Kończy ci się paliwo, musisz zatankować, bo daleko już na tym, co masz w baku, nie ujedziesz!” Wtedy, kiedy coś w tym mechanizmie szwankuje, zdarza się właśnie głód zaraz po posiłku. 

    Kiedy to może mieć miejsce?

    Kiedy po prostu za mało zjedliśmy. I nawet, jeśli to było tyle, co zawsze, może nie wystarczyć, jeśli masz za sobą bardzo męczący dzień i Twoje ciało musiało zużyć więcej niż normalnie energii – na wysiłek fizyczny, psychiczny, na stres.  To pojawia się na przykład, kiedy zaczynamy nagle bardzo dużo ćwiczyć - znasz to "Poćwiczyłam jak nigdy, to teraz muszę się najeść..."

    Kiedy mamy deficyt białka i właśnie zjedzony posiłek go nie uzupełnił. We współczesnej diecie często białka jest za mało, a to właśnie białko stymuluje w mózgu ośrodek sytości. Jeśli mamy niedobór białka, będziemy głodni nawet po wielkiej misce pierogów z truskawkami czy ogromnym spaghetti z samym sosem pomidorowym. Choć przy deficycie białka głód pojawia się częściej nie od razu po posiłku a po 1-2 godzinach.

    Kiedy ciągle jemy słodkie posiłki. Po spożyciu produktów zawierających proste węglowodany gwałtownie podnosi się poziom glukozy we krwi, który u osób zdrowych równie szybko spada. Prowadzi to do częstego uczucia głodu, a co za tym idzie – ciągłego podjadania. I znowu do skoku insuliny, i znowu głodu – och, znasz to błędne koło z wcześniejszych opisów – można czuć ciągły głód, będąc jednocześnie przejedzonym.

    Kiedy jesteśmy permanentnie niewyspani. Naukowcy już dawno udowodnili, że niedobór snu powoduje ciągłe odczuwanie głodu. Pisałam o tym sporo 19 lipca, teraz więc tylko przypomnę, że kiedy nie śpimy wystarczająco długo, zaburzamy proces produkcji hormonów odpowiedzialnych za sytość i głód. U osób niewyspanych spada poziomu leptyny, a wzrasta poziom greliny, co w efekcie daje znaczny wzrost apetytu oraz uczucie głodu nawet bezpośrednio po posiłku.

     Kiedy jemy zbyt szybko. Nasz mózg musi mieć trochę czasu, żeby zarejestrować, że paliwo zostało uzupełnione, musi się upewnić, żeby uruchomić ośrodek sytości, a wyłączyć ośrodek głodu. Ponadto jedzenie ma też komponent psychologiczny, jeśli jesz bardzo szybko, mózg nie może zarejestrować, że zjadłaś wystarczająco dużo i nadal będzie Cię skłaniał do jedzenia.  Działanie takiego mentalnego "monitora" jest jednym z powodów, dlaczego osoby jedzące przed telewizorem lub podczas innych rozrywek niemal zawsze się przejadają – nie dają mózgowi szansy na zauważenie, że paliwa już wystarczy.

    Kiedy pijemy alkohol albo zażywamy marihuanę – obie te substancje znacznie zmieniają odczucie głodu, a pomarihuanowe napady wilczego głodu są wręcz legendarne.

    Uczucie głodu po posiłkach może też mieć bezpośredni związek z zażywaniem leków i innych substancji oraz z chorobami. Tutaj niezbędna jest konsultacja z lekarzem, nawet nie będę próbowała odnieść się do takich sytuacji. 

    Kiedy jesteśmy przyzwyczajeni do bardzo dużych porcji i podejmujemy decyzję, żeby je nieco znormalizować - przyzwyczajeni organizmu do nowej wielkości porcji może oznaczać kilka dni dyskomfortu.

    No i jeszcze kwestia nawyku - kiedy przyzwyczailiśmy nasze ciało do tego, że kolacje w domu zwykle trwają od 19:00 do 22:00, dobra kolacja zjedzona o 19:00 nie wystarczy, ciało będzie się dopominało ciągu dalszego tak po prostu z przyzwyczajenia. Tu potrzeba włączyć na chwilę świadomość i przez kilka dni (lub dłużej) popracować nad zmianą tego nawyku.

    Jak widać, jeśli nie ma to związku z jakimiś schorzeniami, na takie napady głodu po posiłkach mamy wpływ – wystarczy zacząć żyć w Równowadze. Tu wręcz nie ma mowy o głodzeniu się! I przestać eksperymentować z dietami (czy raczej katować się nimi) a skupić się na nawykach. 

  • Jak przetrwać święta i nie przytyć?

    Święta Wielkanocne zapewne spędzisz w gronie rodzinnym przy suto zastawionym stole. Ale jak przetrwać śniadanie wielkanocne, oraz obiad u teściowej bez znaczących strat na figurze i bez konieczności uciekania przed przyjęciem i rodziną, kiedy jedzenie tłustych mięsiw i ciast wydaje się nie do uniknięcia. Przede wszystkim z szerokim uśmiechem i chwaląc kuchnię gospodyni , ale warto tez pamiętać o kilku zasadach:

    - Nigdy mów, że jesteś na diecie (zresztą stosując Metodę Równowagi Metabolicznej nie jesteś na diecie, tylko zdrowo się odżywiasz).

    - Pamiętaj, że dla gospodyni, szczególnie w Święta, jedzenie, które ona sama przygotowała jest przejawem miłości i gościnności. - Skosztuj każdą potrawę, aby nie sprawiać przykrości gospodyni. Skosztuj, to znaczy nałóż łyżkę, najwyżej dwie. Nie przejadaj się i nie objadaj!, w przypadku niespożytej namolności współbiesiadnika lub gospodyni, zawsze możesz powiedzieć, że danej potrawy nie powinnaś jeść, bo Ci po prostu nie służy.

    - Nakładaj na talerz małe porcje.

    - Spróbuj unikać tłustych i smażonych potraw. Lepiej wybierz białe, drobiowe mięso bądź ryby, które są lżejsze od mięsa czerwonego, o ile oczywiście nie są smażone w głębokim oleju. Dobrym dodatkiem są gotowane warzywa i sałatki warzywne, ale bez tłustych sosów.

    - Rób sobie przerwy jedzeniu. Nie ‘przyklejaj’ się do świątecznego stołu, bo to może się łatwo skończyć przejedzeniem, a w konsekwencji - wyrzutami sumienia. Z rozsądkiem wybieraj dania i co jakiś czas wstawaj od stołu, żeby nie spędzić przy nim całego dnia czy wieczoru.

    - Uważaj ze słodyczami i ciastami. W Święta trudno się powstrzymać od jedzenia słodyczy. Dlatego spróbuj chociaż zmniejszyć ich ilości. Połowa deseru może w zupełności wystarczyć, jeżeli umiesz się nim rozkoszować. Jedz powoli i delektuj się smakiem słodkości, a nie zamęczaj się poczuciem winy. Kiedy to możliwe, wybieraj owocowe ciasta albo sałatki, które są mniej tuczące niż inne przysmaki. Zauważ, że najczęściej masz wiele różnych ciast do wyboru. Kawałek każdego da już cały wielki talerz ciasta. Może wystarczy kawałeczek i może nie koniecznie każdego?

    - Unikaj podjadania między posiłkami. Jedzenie słonych czy słodkich przekąsek pomiędzy posiłkami nie działa dobrze na naszą wagę. Po świątecznym obiedzie, a przed kolacją ładnie podziękuj więc za szklaneczkę alkoholu czy przekąskę, nieważne jak ładnie by wyglądały. Dobrym pomysłem jest też zrezygnowanie z przystawki, szczególnie jeżeli kolacja będzie się składała z kilku dań.

    - Nie pomijaj regularnych posiłków. W Święta spożywamy zwykle jeden lub dwa główne posiłki w ciągu dnia. Nie zapominaj jednak o regularnym jedzeniu, ponieważ nadmierny głód powoduje impulsywne przejadanie. Istotne jest żebyś nie zapomniała o śniadaniu. Jest to podstawowy posiłek, który zapewnia energię na przedpołudniowe aktywności.

    - Pij dużo wody i jedź warzywa. To bardzo dobra rada dla wszystkich tych, którzy mają problemy z jedzeniem dużych ilości. Jeżeli pod koniec posiłku czujesz, że mogłabyś jeszcze coś zjeść, ogranicz swój apetyt świeżym warzywem. Pij wodę zamiast gazowanych napojów czy słodkich soków.

    - Alkoholowe drinki zastąp (przynajmniej częściowo) bezalkoholowymi. Pamiętaj, że alkohol zawiera dodatkowe kalorie. Jeżeli jednak nie chcesz z niego zupełnie rezygnować, to drinki czy wino pij na przemian ze szklanką gazowanej lub niegazowanej wody. - Pamiętaj o aktywności fizycznej. Fizyczną aktywnością można łatwo spalić chociaż część nadmiaru kalorii ze świąt. Dobrze jest więc w przerwie między posiłkami pójść na rodzinny spacer albo pobawić się z dziećmi. Może warto też wybrać się w gości pieszo, a nie samochodem?

    - Słuchaj swojego ciała. Jak tylko poczujesz pierwsze napięcie w brzuchu, przerwij jedzenie. Pamiętaj też, żeby unikać jedzenia do bardzo późna i kładzenia się spać z pełnym żołądkiem. Jeżeli pomimo wszelkich starań podczas tych Świąt przesadzisz z jedzeniem, nie przejmuj się tym zbytnio i nie psuj sobie świątecznej atmosfery poczuciem winy. W kolejnych dniach zdecyduj się jednak na lżejsze posiłki i większą aktywność fizyczną, a na pewno szybko wrócisz do formy.

  • Jak trwale schudnąć bez efektu jo-jo?

     

    Efekt jo-jo to wzrost masy ciała powyżej wagi początkowej następujący po okresie odchudzania. Jak wynika ze statystyk większość osób otyłych ma za sobą co najmniej jedną, a często kilka przebytych „kuracji odchudzających”. Często jednak w wyniku ich stosowania następuje najpierw spadek masy ciała, a następnie powrót do poprzedniej wagi i to jeszcze z nawiązką w postaci dodatkowych kilogramów.

     

    Przyczyną jo-jo jest obniżenie metabolizmu podczas odchudzania spowodowane dostarczaniem organizmowi mniejszej ilości kalorii, w stosunku do zapotrzebowania energetycznego organizmu, oraz niewłaściwie zbilansowanej i nie zróżnicowanej diety. Gdy kończy się „odchudzanie”, nasze ciało zaczyna w panice gromadzić, co się da w obawie przed nadejściem „kolejnych ciężkich czasów”. Chcąc utrzymać metabolizm na stałym poziomie, należy zachować zrównoważoną dietę (np. wg Metody Równowagi Metabolicznej). Jest to jedyna droga, aby uniknąć efektu jo-jo.

     

    Organizm ludzki funkcjonuje w oparciu i równowagę hormonalną. Jej utrata prowadzi do zaburzeń nastroju, poczucia winy, braku kontroli nad własnym życiem. Jedzenie staje się wtedy naturalnym pocieszaczem.

     

    Jak schudnąć bez efektu jo-jo?

     

    Co jest przyczyną efektu jo-jo?

     

    1. Stosowanie drastycznych diet, które powodują spadek metabolizmu. Dieta 1000 kalorii to, nic innego jak głodówka.
    2. Stosowanie diet eliminacyjnych, które wykluczają pewne grupy produktów, co powoduje niedobory składników odżywczych, minerałów i witamin.
    3. Detoks, czyli płynne diety odchudzające, polegajcie na piciu np. samych soków, koktajli, specjalnych napoi.
    4. Dążenie do szybkiego spadku masy ciała (pow. 0,7 kg tydz.).
    5. Brak aktywności fizycznej, która wspomaga metabolizm.
    6. Życie w stresie spowodowane myśleniem o jedzeniu oraz o zakazach, co wolno a czego nie wolo. Wyliczanie, mierzenie, warzenie produktów powoduje, że dieta staje się koszmarem od którego chcemy się uwolnić.
    7. Traktowanie diety, tylko jako etapu, który ma początek i koniec, i powracanie po skończonej kuracji do poprzedniego złego stylu jedzenia. 
    8. Brak regularności w spożywaniu posiłków oraz ilości posiłków.
    9. Krótkoterminowe ograniczenie spożycia pokarmów i płynów powoduje spadek wagi, spowodowany jedynie utratą wody z organizmu, a nie tłuszczu.

     

    Aby uniknąć efektu jo-jo należy zapomnieć o restrykcyjnych dietach, a po prostu zmienić na stałe dotychczasowe złe przyzwyczajenia i nawyki. Dieta to nie jest zbiór zakazów i nakazów, ale sposób zrównoważonego odżywiania organizmu. Równowaga Metaboliczna to nie tylko dieta, ale i zmiana stylu życia, to praca nad zmianą przyzwyczajeń i nawyków żywieniowych ale tak aby zachować radość z życia!  Każdą zmianę należy wprowadzać małymi kroczkami, najlepiej przy wsparciu innych,  ważne jest, aby w walce z kilogramami nie być samemu oraz aby nie skupiać się tylko na jednym celu: „schudnąć”. Należy sięgnąć głębiej odkryć swój problem i podjąć pracę nad sobą np. nad emocjami – tak aby przestać zajadać swoje problemy. W efekcie osiągniemy RównoWagę i zaczniemy spokojnie i skutecznie chudnąć, bez efektu jo-jo

     

    Skuteczne odchudzanie bez efektu jojo

  • Jak schudnąć, gdy coś za Tobą ciągle chodzi?


    Chodzi za mną coś słodkiego… Chodzi za mną czekolada….  Chodzi za mną tłusty bisgos…
     

    Chyba każdemu czasami się zdarza takie „prześladowanie”. Co prawda nie widujemy tych śledzi czy garnków z bigosem podążających  za przechodniami, ale świat takich zachcianek nie jest przez to mniej realny. Jest wręcz namolny. Oczywiście, jeżeli regularnie i nieodmiennie jest to wielki tort z dużą ilością kremu albo pieczona kaczka z kluseczkami pływającymi w tłuszczu, można podejrzewać, że jesteś po prostu łakomczuchem. Lepiej jednak takim zachciankom się przyjrzeć i potraktować je poważnie, bo mogą świadczyć o niebezpiecznych niedoborach w naszym pożywieniu. Ale nie musimy ulegać podszeptom organizmu, który nam podsuwa, jako uzupełnienie braków niezdrowe pokarmy. Możemy mieć własne pomysły, aby pozbyć się niechcianego „cosia”.
     

    Gdy chodzi za Tobą czekolada – zapewne brakuje Ci magnezu. Magnez, „minerał relaksu”, jest  odpowiedzialny za około 300 reakcji biochemicznych w naszym organizmie, m.in. za relaks, rozluźnienie, wyciszenie. Och, jak bardzo potrzebne nam, zabieganym i zestresowanym ludkom współczesnej cywilizacji. W czekoladzie magnez pochodzi z ziarna kakaowca, więc czym ciemniejsza będzie czekolada, tym więcej magnezu przyswoisz. Jeśli jednak chodzi za Tobą cała tabliczka albo dwie, lepiej sięgnij po inne bogate źródła tego pierwiastka: ciemnozielone warzywa, nasiona, orzechy, ryby, fasolę, morele, banany, figi.
     

    Gdy chodzą za Tobą słodkie przekąski – brakuje Ci chromu, węgla, fosforu, siarki lub masz niski poziom tryptofanu. Tu jest nieco trudniej - pragnienie potraw z wysoką zawartością cukru jest trudne do „zdiagnozowania”, bo braki mogą tu być różnorodne i w co najmniej kilku kombinacjach. Chrom pomaga w regulacji poziomu cukru we krwi, węgiel wchodzi w skład wszystkich naszych tkanek (a jest to też jeden ze składników cukru), fosfor m.in. bierze udział w procesach metabolicznych, jest budulcem mięśni i mózgu, siarka pomaga usunąć toksyny, a tryptofan jest  regulatorem serotoniny wpływającej na nasz nastrój. Dlatego najlepszym sposobem na pozbycie się zachcianek na cukier jest takie zbilansowanie całej diety, aby zapewniła wszelkie potrzebne składniki. Niemniej jednak podpowiadam, w których zdrowszych niż batoniki i ciastka pokarmach znajdziesz te składniki. Fosfor – w rybach, mięsie, drobiu, jajkach, orzechach, pełnym ziarnie; chrom – w mięsie, skorupiakach, rybach, jajach, pełnoziarnistych produktach zbożowe, orzechach, daktylach, gruszkach, pomidorach; siarkę – w mięsie, orzechach, mleku i przetworach mlecznych, roślinach strączkowych; węgiel – w słodkich owocach,  ziarnach, chlebie, żółtkach jaj, oliwie, mleku, serach, mięsie; tryptofan – w żółtkach jaj, orzechach, nasionach, roślinach strączkowych, kiełkach nasion, drobiu, drożdżach piwowarskich.
     

    Gdy chodzi za Tobą biały makaron i białe pieczywo (czyli rafinowane węglowodany) – zapewne brak Ci azotu. Związki azotowe są istotnym składnikiem m.in.  białek, a ich niedobór może prowadzić do niedożywienia. Szczególnie bogate w azot są żółte, pomarańczowe lub zielone owoce i warzywa, orzechy, ryż, płatki owsiane, czekolada oraz żywność bogata w białko, a także napary z suszonej pokrzywy i szałwii.


    Gdy chodzą za Tobą oleiste i tłuste pokarmy – zapewne brakuje Ci wapnia, podstawowego budulca kości, zębów, odpowiedzialnego za pracę mięśni, układu nerwowego i reakcji obronnych organizmu. Dobrym źródłem wapnia są mleko i jego przetwory, rzepa, brokuły, fasola, ryby morskie, warzywa liściaste i suszone owoce.

     

    Gdy chodzą za tobą słone przekąski – zapewne brakuje Ci chloru lub krzemu. Spróbuj jadać więcej ryb, orzechów i nasion. 


    Jak zauważyłaś, właściwie większości zachcianek można się pozbyć, jedząc jajka, orzechy, nasiona, płatki, warzywa, owoce, rośliny strączkowe, mięso i morskie ryby. Dla przypomnienia tylko zauważę, że te pokarmy są podstawą większości potraw zalecanych w Metodzie Równowagi. A więc nie musisz już się tak bardzo obawiać niechcianego towarzystwa, konsekwentnie żyj w Równowadze, a z czasem wszystkie nieproszone „cosie”, które za Tobą chodzą, opuszczą Cię.


  • Dlaczego restrykcyjne diety i cudowne pigułki nie mają sensu?

             Badania przeprowadzone w Niemczech pokazały, że liczba osób otyłych jest wprost proporcjonalna do liczby dietetyków w danym regionie. I to nie dlatego, że diety pojawiają się na rynku jako odpowiedź na zapotrzebowanie, ale dlatego, że to właśnie restrykcyjne diety produkują coraz grubszych klientów. Przebadano setki osób i stwierdzono, że osoby te przed przejściem na dietę były szczupłe lub miały tylko lekką nadwagę. Po zastosowaniu restrykcyjnych diet, chcąc zgubić czasami tylko kilka kilogramów, stały się otyłe. Teraz mają już po kilkadziesiąt kilogramów za dużo. Dlaczego tak się stało z osobami badanymi w Niemczech? Dlaczego tak samo stało się z młodą szczupłą dziewczyną z Twojego sąsiedztwa lub z rodziny, która chciała zgubić kilka kilogramów, aby doścignąć ideał z telewizji, przeszła na dietę, a teraz po kilku latach „dietowania” walczy już z prawdziwą otyłością? A jeszcze tyle lat życia przed nią? Jak ona sobie da z tym radę, skoro z roku na rok jest coraz gorzej? Każda dieta wiąże się z restrykcjami, wyrzeczeniami, napięciem. Każdy będący na diecie czeka z utęsknieniem na jej koniec. A kiedy przychodzi koniec diety – hulaj dusza… To jest psychologiczny aspekt efektu jo-jo. Nasz mózg nie rozumie słowa NIE. Czy powiemy naszemu mózgowi „Zjem cytrynę”, czy powiemy mu „Nie zjem cytryny”, ślinianki zareagują tak samo. Spróbuj, proszę, wykonać doświadczenie na sobie samej. Powiedz do siebie powoli te dwa zdania i zaobserwuj ilość śliny w swoich ustach. Mimo że powiedziałaś, że nie zjesz cytryny, Twój organizm reaguje tak, jakbyś miała ją zjeść. Nasz mózg jest tak skonstruowany, aby przywoływać obrazy w najprostszej formie i w jak najszybszy sposób. W czasach pierwotnych nie było czasu na rozważanie, czy współplemieniec właśnie krzyknął „Nie ma mamuta, możesz iść dalej spokojnie”, czy krzyknął „Widzę mamuta, uciekaj”. Człowiek musiał reagować błyskawicznie, aby przeżyć. Błąd w interpretacji mógł być fatalny w skutkach. Niezależnie od tego zatem, czy współplemieniec ostrzegał przed mamutem, czy też uspokajał na jego temat, człowiekowi zapalała się czerwona lampka i alarm powodował gotowość do ucieczki, kiedy tylko usłyszał słowo „mamut”, nieważne w jakim kontekście. Mechanizm pozostał niezmieniony do dzisiaj. Czy „jest cytryna”, czy „nie ma cytryny” ślinianki reagują tak samo i szykują się do pracy. To samo dzieje się, gdy myślimy o czekoladzie, o chlebie, o ziemniakach, o alkoholu, o kawie z ciastem… Nawet jeśli myślimy, że nam tego wszystkiego nie wolno, i tak obrazy tych potraw pojawiają się w głowie, trzustka zaczyna produkować insulinę, ślinianki ślinę, cały organizm szykuje się do pracy. Wręcz fizycznie. A będąc na diecie, my mu tego wszystkiego nie dajemy… Brrrr. I co nasz biedny organizm ma zrobić? Chodzimy wtedy na głodzie, jesteśmy wściekłe, bez kija nie podchodź, w najlepszym wypadku jesteśmy tylko rozdrażnione. I popatrz, znając ten mechanizm, wiesz już, że powodem tego rozdrażnienia nie jest Twoja słaba wola, jakiś feler, który w sobie nosisz, tylko normalna reakcja Twojego organizmu na informację o czekoladzie, o chlebie, o kawie z ciastem czy też informacje o zakazie dotyczącym tych wszystkich pyszności. Mózgowi nie robi to różnicy. A mamy ograniczony tak zwany zasób psychoenergetyczny, czyli po prostu energię psychologiczną, „siłę do zrobienia czegoś”. Codziennie zużywamy ją na przeróżne aspekty naszego życia: na pracę, stres, na wychowywanie dzieci, noszenie ciąży, na kłótnie z mężem, poszukiwanie partnera, na sprzeczki w pracy, brak czasu, brak snu, choroby, napięcie przedmiesiączkowe i na wiele, wiele innych. Poświęcenie naszych cennych i ciągle mocno eksploatowanych zasobów dodatkowo na cokolwiek, to już wyczyn. A poświęcenie ich na wytrzymanie na diecie, na wytrzymanie w napięciu spowodowanym przez ustawiczne myślenie o ciastku, którego mi nie wolno, którego mój organizm jeszcze nie dostał, ale już je prawie trawi, to straszny wysiłek. Kończą się zatem zaplanowane na dietę 2 tygodnie, 10 dni, 3 tygodnie, 7 dni i bum! – im sprężyna naszego napięcia była bardziej naciągnięta, tym bum jest większe, tym bardziej wręcz rzucimy się na jedzenie. Znasz to z własnych doświadczeń?:

    - Jestem na diecie już 2 tygodnie.

    - I co, ile straciłaś?

    - Dokładnie 14 dni.

    To nie żart. Jo-jo i tak przyjdzie, a czas diety to czas stracony. A żeby tego wszystkiego było mało, kiedy już zaczynamy po diecie odzyskiwać stracone kilogramy, nie odzyskujemy dokładnie tego, co straciłyśmy. O, nie. Jeżeli straciłyśmy 13 kg, to średnio było to 10 kg tłuszczu i 3 kg mięśni. A odzyskamy już tylko 1 kg mięśni i 12 kg tłuszczu. Tłuszcz ma większą objętość niż mięśnie i potrzebuje mniej energii do utrzymania go przy życiu. Oznacza to, że, ważąc tyle samo, będziesz wyglądać po prostu grubiej i nie będziesz mogła jeść tyle, co przed dietą, bo będziesz miała mniej mięśni do wykarmienia. A wyobraź sobie, co będzie po na przykład 3 takich cyklach. Zamiast 6 kg mięśni będziesz miała 6 kg tłuszczu. A to już jest ogromna różnica i w wyglądzie, i w sprawności fizycznej, i w zdrowiu, no i w poziomie metabolizmu. Będąc tak zbudowana, będziesz tyć jeszcze łatwiej. Stąd właśnie ta epidemia otyłości. Tempo tycia wzrasta! A przecież, skoro nie należy podjadać w nocy, to po co jest światełko w lodówce? Więc walczymy z tym światełkiem pigułkami, ekstraktami, egzotycznymi owocami, nasionami i innymi cudami.

             W Sztokholmie w 2010 roku odbył się Międzynarodowy Kongres Otyłości. Przedstawiono na nim badania skuteczności większości dostępnych specyfików, które były reklamowane jako wspomagające odchudzanie i przyspieszające metabolizm. Przebadano preparaty zawierające chrom, błonnik, chitynę, L-karnitynę, wyciąg z kapusty, wyciąg z nasion guarany, ekstrakt fasoli, polisacharydy, glukozaminę, ekstrakt z rośliny konjac, trawę morską oraz wyselekcjonowane substancje roślinne. Producenci tych preparatów obiecywali, że dadzą one uczucie sytości, wypełnienie żołądka, wspomogą naturalne procesy oczyszczania organizmu, że zawierają składniki pomagające w utracie wagi, że aktywują proces rozpadu tłuszczu, stymulują Dlatego teraz zacznij chudnąć Metodą Równowagi Metabolicznej…

  • Nordic walking - marsz z kijkami

    Brakuje Ci aktywności fizycznej? Chcesz schudnąć w mgnieniu oka? Zacznij maszerować !

    Nordic walking to marsz z kijkami, zwany także marszem nordyckim, który trochę przypomina narciarstwo biegowe. Stworzyła go grupa fińskich lekarzy i sportowców w latach 20. ubiegłego wieku. Fenomen nordic walking, czyli spaceru nordyckiego polega na tym, że można go uprawiać praktycznie wszędzie i o każdej porze roku.

    To świetny sposób na zwiększenie aktywności fizycznej, a szczególnie polecany osobom z nadwagą i otyłością. Jedynym potrzebnym sprzętem są specjalne kijki.

    Taki sposób aktywności fizycznej jest szczególnie zalecany przy odchudzaniu, ponieważ osoby ćwiczące z nordic walking spalają więcej kalorii niż osoby, które tradycyjnie spacerują. Podczas treningu można spalić do 450 kcal. Trening z NW jest do 40 % skuteczniejszy niż tradycyjny spacer,  lepiej poprawia kondycje, pobudza do pracy 90 % partii mięśni ciała ( w trakcie maszerowania pracuje prawie 600 partii mięśni). Dodatkowo w trakcie wysiłku fizycznego organizm pobiera o 20 % więcej tlenu niż podczas zwykłego spaceru, a co za tym idzie nasz mózg lepiej funkcjonuje. Dlatego nordic walking nie tylko sprawia, że chudniemy ale również dotlenia nasz organizm.

    Zalety nordic walking:

    1. Wzmacniamy mięśnie całego ciała, pracują nie tylko nogi i pośladki, ale takie partie ciała jak: ramiona, barki, plecy, talii i brzucha. Podczas treningu używanych jest około 600 mięśni.
    2. Nordic walking to tani sposób na odchudzanie, a spacerować można praktycznie wszędzie.
    3. Dobrze wpływa na pracę układu pokarmowego. Spacer z kijkami przyspiesza spalanie tkanki tłuszczowej i poprawia metabolizm. NW likwiduję zaparcia i szybko pozbywa się resztek pokarmowych zalegających w jelitach.
    1. Oszczędzamy stawy kolanowe. Podczas biegania i tradycyjnego chodzenia bez kijków nasze stawy są narażone na duże obciążenia. Ale gdy maszerujemy z kijkami, nacisk na stawy jest o 5–10 kg mniejszy.
    2. Rozluźniamy mięśnie barków i szyi, które są napięte z powodu stresu lub długotrwałego siedzenia za biurkiem.
    3. Poprawiamy postawę, dlatego NW jest zalecany osobom z wadami kręgosłupa, bo sport ten wzmacnia mięśnie pleców i łagodzi bóle.
    4. Spadek zbędnych kilogramów. Podczas marszu z kijkami spalamy o 25% kalorii więcej niż podczas zwykłego spaceru (nawet 400 kcal w ciągu godziny), a tłuszcz przekształcany jest w tkankę mięśniową.
    5. Poprawiamy wydolność organizmu i kondycję, dostarczając organizmowi o 20–58 procent tlenu więcej, niż w czasie tradycyjnego szybkiego marszu.
    6. Wzmacniamy serce,  obniża się poziom "złego" cholesterolu we krwi, oraz reguluje stężenie cukru we krwi, dzięki temu zapobiegamy cukrzycy.
    7. Poprawiamy koordynację.
    1. Nordic walking można trenować w każdym wieku.

    Żeby dopasować odpowiedniej długości kijki korzysta się ze wzoru na obliczenie długości  kijków. Wzór  na obliczenie długości kijków do nordic walking na odchudzanie.

    Wzrost x 0,68= długość kijków w przypadku kiedy wynik wychodzi np. 124 cm zaokrągla  się w dół  czyli należy kupić kijki o długości 120 cm. Natomiast osoby starsze z reguły  mają kijki krótsze o  5-10 cm.

    Ja chodzić prawidłowo?

    Podstawą prawidłowej techniki nordic walking jest długi i dynamiczny krok. Kontroluj to  na  każdym  treningu. Mobilizuj mięśnie nóg do pracy, bo bez tego twój trud okaże się  daremny.

    Pamiętaj o złotej zasadzie:

    Krótki krok = krótki wymach ramion

    Długi krok = długi wymach ramion

    Dobrym pomysłem jest rozpoczęcie przygody z kijami pod okiem intruktora nordic walking, który z zewnątrz oceni ruchy i udzieli profesjonalnych porad

  • Nadmiar ćwiczeń NIE sprzyja odchudzaniu!

    Jak to jest z ćwiczeniami i odchudzaniem? No jak to, zdziwisz się, wiadomo: trzeba ćwiczyć na maksa, nie lenić się, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć! Przecież wszyscy to wiedzą, a jak jeszcze nie wiedzą, wystarczy, że obejrzą jakieś pierwsze lepsze doniesienia z życia celebrytów. Kto jest teraz na topie? Trenerki fitness i blogerki modowe. Chyba w tej kolejności… A więc: ĆWICZYĆ! No tak, ale ile i jak?
    Zgadzam się, że ruch jest bardzo ważny, i dla zdrowia, samopoczucia i dla dobrej figury w szczególności. Ale zwróćmy uwagę na utrzymanie prawidłowej Równowagi, ponieważ jakakolwiek przesada w życiu jest szkodliwa.
    A teraz pomyśl uważnie i sama sobie, po cichutku, odpowiedz szczerze: czy nie jest tak, że kiedy ćwiczysz, także więcej jesz? To normalne, potrzeba organizmu. Ale organizm do ilości się przyzwyczaja, domaga się ich nawet bez ćwiczeń. A jak poćwiczysz solidniej, to rozgrzeszasz się z odpuszczenia w zakresie zdrowych nawyków? Wiesz przecież, że potem to idzie jak burza: tu batonik, tam ciasteczko czy inny szybki węglowodanik i… głód, bo coś ta uwolniona już insulina chciałaby przerobić. A już jak poćwiczysz tak naprawdę solidnie, to czy nie bywa tak, że jesteś tak zmęczona, że nie bardzo pamiętasz, jaki dziś dzień tygodnia, a co dopiero o jakimś tam zrównoważonym odżywianiu… Pewnie trochę przesadzam, ale czy tak bardzo?

    Teraz słowo o ćwiczeniach w klubach fitnessowych: bardzo dobra rzecz, i trener na miejscu, i dostępne programy ćwiczeń, i tyle urządzeń. No właśnie, kiedy takie urządzenie poinformuje Cię, że właśnie spaliłaś 600 kcal, czy nie przeliczysz tego od razu na ulubione jedzonko, które Ci się należy „za darmo”? I tu może Cię spotkać niespodzianka: urządzenia w siłowniach i w fitness klubach niemal zawsze zawyżają te wyniki! Ale my tak lubimy się oszukiwać. A czasem dawać się oszukiwać.

    Jest jeszcze jeden aspekt, o którym niechętnie myślimy. Niepopularna prawda jest taka, że wszyscy… dojrzewamy (bo przecież nikt nie mówi, że się starzejemy!). Jedni wolniej, drudzy szybciej, ale nieuchronność biologicznych procesów jest częścią naszego życia. Jeśli uzależnisz dobrą figurę tylko i wyłącznie albo w przeważającej mierze od ćwiczeń, to pomyśl, co się stanie, kiedy Twoja wydolność fizyczna nieco osłabnie? Zazwyczaj dzieje się to równolegle z tym, że metabolizm nieco zwalnia… Nie, nie chcę nikogo straszyć tym, ale nie masz chyba programu: będę szczupła tylko do chwili, kiedy będę jeszcze mogła wykonywać bardzo forsowne ćwiczenia. A potem co? A potem z reguły czeka nas wiele jeszcze lat życia, cennego życia, fajnego życia, które może być bardzo ciekawe, wręcz fascynujące. Czy chcesz je spędzić w swojej grubszej wersji?

    O nie, nie zamierzam Cię usadzić w fotelu czy na kanapie i zalecić oglądanie sportu tylko w telewizji. Zachęcam Cię do ruchu i do ćwiczeń, ale w zrównoważony sposób. W Klubie Równowagi odchudzamy się, co prawda bez ciężkich ćwiczeń, ale nie w bezruchu. Po prostu ćwiczymy w zrównoważony sposób. Po pierwsze, namawiamy do bardziej energicznego i ruchliwego trybu życia, takiego życia, na co dzień. Odpowiednio energicznie wykonywane prace domowe, to też ruch. Zastępowanie fragmentów codziennie przejeżdżanych dystansów to też ruch. Jeśli jedziesz samochodem, nie musisz parkować pod samymi drzwiami punktu docelowego. Jeśli autobusem, możesz wysiąść kilka przystanków wcześniej, a chociażby jeden. A może raz czy dwa razy w tygodniu można się przesiąść na rower? Są jeszcze np. ćwiczenia izometryczne, które także usprawniają i także spalają kalorie, a wykonywać je możesz nawet pod prysznicem albo stojąc w kolejce do kasy w supermarkecie. Pomysłów na taki ruch w Równowadze jest, co najmniej kilka, napiszę o tym niebawem trochę szerzej. Oczywiście regularne ćwiczenia w klubach, takie jak różne rodzaje gimnastyki (czasem o egzotycznych nazwach), też są bardzo dobre, wzmacniają, poprawiają oddech, pobudzają krążenie. Warto jednak tak ustalić sobie ich dawkę i tak wpleść w codzienne życie, żeby nie zaczęły nami rządzić – czyli w Równowadze. I pamiętaj: 80% SUKCESU JEST W ODŻYWIANIU, A 20% W ĆWICZENIACH!!!

  • Ruszamy się w Równowadze


    Od jutra zaczynam się więcej ruszać! Oczywiście samo postanowienie i przekonanie o jego słuszności mają ogromną moc sprawczą, ale życie pokazuje, że do takiego radykalnego podniesienia się z kanapy dobrze mieć jakiś dodatkowy impuls. Takim impulsem może być wybranie jakiejś konkretnej dziedziny sportu (czy po prostu czynności wymagającej fizycznego ruchu) iustalenie z samym sobą, że od dziś to jest moja ULUBIONA  stała aktywność, której poświęcę  iks czasu tygodniowo. I co do określenia tego iksa masz całkowitą dowolność, zależy to od pułapu „zero”, czyli tego, z jakiego startujesz. Niech to będzie po prostu zmiana in plus, czyli zaczynasz się ruszać  więcej niż do tej pory. Proponujemy kilka dziedzin, które możesz wybrać spośród tych naprawdę łatwo dostępnych. I proszę, nie zaczynaj od zakupu specjalistycznego (i drogiego) sprzętu, to marna motywacja.  Historie o kurzących się, nigdy nieużywanych pięknych sportowych strojach, hantlach czy rakietach do tenisa znajdziesz w każdej rodzinie. Standardem są oczywiście rowerki stacjonarne i orbitreki. Świetne, jako wieszaki

    Zacznij z tym, co akurat masz w zasięgu ręki, a z czasem zobaczysz, czy chcesz mieć lepsze buty do biegania, dokupić wyposażenie do roweru albo aplikację treningową do telefonu. 

    Jogging, czyli bieganie to najpopularniejszy sposób na ruch. I wygodny – jesteś niezależna od trenerów, sal treningowych, godzin zajęć, opłat. Niektórzy twierdzą, że bieganie jest nudne… Możesz zaprosić kogoś do towarzystwa – męża, sąsiadkę, córkę albo słuchać w trakcie biegania dobrej, energetycznej muzyki przez małe słuchawki. Zadbaj tylko o to, żeby to były „bezpieczne” słuchawki (nieodcinające Cię całkowicie od otoczenia) i o to, żebyś była widoczna na drodze (odblaski na ubraniu). Aktualnie modny robi się SLOWJOGGING. Bieganie na śródstopiu, czyli bardziej na palcach, a nie na piętach i w takim tempie, jakby człap- człap. Warunkiem jest to, żeby biec tak szybko jak osoba po prostu idąca i tak, żeby nie przeszkadzało nam to w zwykłej rozmowie. Taka prędkość konwersacyjna.

    Spacerowanie, chodzenie – regularne przemierzanie piechotą określonego dystansu też jest świetnym treningiem ruchowym. Tempo takiego marszu powinno być dość energiczne, ale bez przesady, chodzi bardziej o utrzymanie stałego rytmu i oddechu niż o pocenie się i zadyszkę. Wzrost wydolności ZAWSZE przychodzi w trakcie, w miarę upływu „przechodzonych” kilometrów. Mój znajomy, aby się zmusić do takiego regularnego spacerowania, wynajął garaż w odległości 1 km od domu. I cieszy się: no, te 2 km mam codziennie z głowy, „za darmo”, nie muszę nawet myśleć o tym codziennym minimum, które zalecił mi kardiolog. Dla mojej przyjaciółki takim „kopem” do chodzenia piechotą było zainstalowanie w telefonie krokomierza. Z jakąż satysfakcją i radością informowała, co wieczór rodzinę o tysiącach przemierzonych kroków i o kolejnych „wyrazach uznania”, jakie otrzymywała od swojego telefonu dzięki aplikacji chodziarskiej.  Spacerowanie możemy połączyć ze zwiedzaniem, docieraniem do ciekawych miejsc, które chcemy obejrzeć. Ale uwaga! „Spacerowanie” po supermarkecie lub po galerii handlowej, jakkolwiek wyczerpujące, nie liczy się, jako trening! Dlaczego? Pomyśl, z jakim stresem – nawet tym w postaci podekscytowania –to się zazwyczaj łączy… To nie może być zdrowe ani zrównoważone.

    Takie spacerowanie możemy też wykonywać w wersji bardziej kwalifikowanej i zdecydować się na:

    Nordic walking, czyli chodzenie z kijkami. Praca ramion i specyficzny rytm oraz koordynacja tego ruchu sprzyjają jeszcze lepszym  niż przy „zwykłym” chodzeniu efektom zdrowotnym i wzmacniającym. Ale nie wszyscy chcą mieć zawsze w czasie spacerów zajęte ręce. Oczywiście wybór należy do Ciebie.

    Jazda na rowerze została uznana za jeden z najlepszych treningów sercowo-naczyniowych. A ileż tu możliwości, jeśli masz rower, możesz zacząć od codziennego kółka wokół osiedla, a potem przejść kolejno do popołudniowych przejażdżek, niedzielnych wycieczek rodzinnych, weekendowych rajdów, rowerowych wakacji itp. Ale zawsze możesz „wyczynowo” pojechać raz czy dwa rowerem do pracy czy na bazarek.

    Basen typowy trening o charakterze low impact – łagodnie wpływający na ogromne efekty. Nie ma tu podskoków, wyrzutów, biegów, ale nawet najpowolniejsze pływanie spala mnóstwo kalorii, bo samo utrzymanie się na wodzie i pokonanie ruchami jej oporu to już wysiłek większy niż machanie rękami i nogami w powietrzu. Dzisiejsze baseny mają także zazwyczaj różne hydromasaże, aqua aerobik itp. – może jesteś niespełnioną rybką i odnajdziesz się właśnie w wodzie?

    Ćwiczenia aerobowe, czyli dotleniające, jak się łatwo domyślić, bardzo usprawniają układ krążenia i oddechowy. Znacznie podnoszą też wytrzymałość, wydolność no i oczywiście spalają kalorie! Ponieważ są bardzo popularne, mamy do nich mnóstwo pomocy – filmy instruktażowe w Internecie i na płytach dvd, zajęcia w klubach fitness oraz przykład ulubionych trenerek. Pozostaje, więc tylko motywacja, żeby zacząć ćwiczyć – i tu leży cała tajemnica! Po prostu trzeba ten start dobrać do własnych potrzeb i możliwości. Pomoce multimedialne dają ogromną swobodę wyboru czasu i intensywności ćwiczeń, ale, co tu dużo mówić, zajęcia w grupie bardziej motywują. Kiedyś sama twierdziłam, ze na aerobik chodzę z lenistwa. Jak to? – dziwiły się koleżanki – przecież chodzisz regularnie nie jesteś leniwa! Tak, ale jedynym wysiłkiem, jaki musiałam podjąć, było „zaniesienie” swojego ciała do szatni – reszta robiła się sama! Przebrać się, wejść do sali, ćwiczyć to, co inni patrząc na instruktorkę – zero decyzji do podjęcia! Hmm, to dobry sposób, ale dzisiaj ćwiczenie w domu to dla wielu zajętych kobiet jedyny sposób na regularny ruch.  Wśród popularnych obecnie programów ćwiczeń rekordy popularności biją programy Ewy Chodakowskiej, ale jeśli wolisz trochę łagodniejsze, ale bardzo skuteczne ćwiczenia, polecam Jillian Michaels (np. https://www.youtube.com/watch?v=FTT4W8ygJ7w). I naprawdę nie trzeba znać angielskiego, aby ćwiczyć wraz z tym filmem, zobacz sama.

    No i jeszcze na koniec dwie dziedziny, niezupełnie stricte treningowe, ale dostępne dla znakomitej większości z nas i porządnie spalające kalorie: taniec i seks.

    Taniec traktowany, jako regularne zajęcie wpływa niesamowicie usprawniająco i zdrowotnie.  Ma też działanie psychoterapeutyczne (terapia tańcem skutecznie radzi sobie z frustracjami codziennego życia) oraz… towarzyskie, międzyludzkie. Osoby, które trochę poważniej zajęły się tańcem twierdzą, że to zmieniło ich życie na lepsze. I z reguły twierdzą, że nie są im już potrzebne inne „wyczyny” sportowe, aby zachować dobrą kondycję, szczupłą figurę i radość życia.

    Seks nie, nie będzie tu instruktażu ani szczegółowych wskazówek. Chcę Ci tylko przypomnieć, że seks to często niedoceniany przyjaciel i Równowagi w ogóle, i szczupłej sylwetki. I ma też aspekt ruchowy! Czasami bywa tak, że jeżeli uważamy się za mało atrakcyjne, (bo np. mamy za dużo kilogramów) świadomie lub podświadomie rezygnujemy albo ograniczamy tę sferę życia. To oczywiście zależy od osobistej sytuacji, ale jeśli nic poza Twoimi kompleksami nie stoi na przeszkodzie – nie zapominaj o seksie. To cudowny sposób na bliskość, (czyli także wsparcie!), a poza tym – jakiż to wspaniały „trening” dla całego ciała. A ile spalonych kalorii!


    Asystent Równowagi >>


  • Gimnastyka „dla leniwych”, czyli sposób na ćwiczenia dla każdego


    Ćwiczenia izometryczne są idealne dla osób: bardzo zajętych, zabieganych, nie mających czasu na fitnessy w klubach, nielubiących zbiorowego wysiłku, a przede wszystkim dla nielubiących się ruszać w ogóle (także tych, którzy ruszać się nie powinni lub nie mogą). Oczywiście dla wszystkich pozostałych osób takie ćwiczenia też są świetne, ale dla wymienionych na wstępie „kategorii” osobników to czasami jedyny akceptowalny sposób ćwiczenia.  Niektórzy nazywają je ćwiczeniami dla leniwych…Bez przesady! Po pierwsze ja bym powiedziała: dla ceniących swój czas a po drugie: pomimo, że statyczne, ćwiczenia te dają efekt solidnego treningu wytrzymałościowego i siłowego, a także ODCHUDZAJĄ! Oczywiście, jak wszędzie, efekt zależy od systematyczności i na to nie ma rady. Prawdą jest jednak, że aby ćwiczyć w ten sposób nie potrzebujemy sali gimnastycznej, trenera, specjalnego sprzętu, stroju ani nawet dużo miejsca. Więcej! Czasami nawet nie potrzebujemy wstać z łóżka. Z drugiej strony jednak takie ćwiczenia są stałym elementem treningu wyczynowców sportowych pragnących zwiększyć siłę, elastyczność  i wytrzymałość swoich mięśni, a  ich uniwersalność i skuteczność sprawia, że są wykorzystywane w treningach kosmonautów. Największe zastosowanie, oprócz sportu wyczynowego, mają ćwiczenia izometryczne w rehabilitacji, ponieważ wykonywanie ich w ogóle nie obciąża stawów. Jest, więc możliwe nawet dla osób z różnych powodów ograniczonych ruchowo.

    Ale do rzeczy. Pierwszym ćwiczeniem tego typu, które możesz wykonać zaraz po przebudzeniu, nawet nie wstając, jak wcześniej zaznaczyłam, z łóżka, jest uciskanie głową na poduszkę. Leżąc na wznak, miarowo, NIE WSTRZYMUJĄC ODDECHU, naciskamy tyłem głowy na poduszkę, wytrzymując około 5 do 7 sekund i powtarzając ten ruch kilkakrotnie z 7 – 10-sekundowymi przerwami. To JUŻ jest trening wzmacniający mięśnie szyi i karku. Jeśli nadal chcesz potrenować, leżąc, możesz obudzić w ten sposób całe ciało: plecy, kończyny, stopy i dłonie. Ćwiczenia izometryczne polegają, bowiem na okresowym napinaniu mięśni i zwiększaniu ich objętości, ale bez wykonywania ruchu. Niezastąpioną pomocą przy wykonywani tych ćwiczeń jest jakaś powierzchnia albo nieruchomy element, który taki ruch będzie ograniczał, zwiększając przy tym siłę, z jaką wykonujemy napięcie mięśni poprzez nacisk. Klasyk to naciskanie dłonią albo stopą (piętą, biodrem, plecami…) na ścianę. Ćwiczenia izometryczne mają oczywiście także swoją zaawansowaną formę, najczęściej są wtedy wykonywane w salach treningowych pod okiem instruktorów i trenerów. Ta  metoda ćwiczenia – uzyskanie pozycji wymagającej napięcia mięśni i utrzymania takiej nieruchomej pozycji przy jednoczesnym miarowym oddechu – jest też podstawą pracy w hatha jodze, w tzw. asanach. Na potrzeby przeciętnego człowieka pragnącego utrzymać się w  zdrowiu, sprawności i szczupłej sylwetce wystarczy jednak trening domowy, powtarzany systematycznie w krótkich 10 – 15 minutowych sesjach, które możemy wykonywać o dowolnej porze, w dowolnym miejscu i bez specjalnego przygotowania. I to jest ich największa zaleta – dostępne zawsze i wszędzie – nawet czekając w zatłoczonym snack barze na zamówioną przekąskę, możesz poćwiczyć mięśnie dłoni i przedramion,  przyciągając odpowiednio palce dłoni albo splótłszy dłonie naciskać miarowo śródręczem na śródręcze.

    Można oczywiście – poza ścianą, podłogą i poduszką – korzystać z innych pomocy, np. z piłeczki do ściskania, taśmy Thera Band albo… towarzystwa drugiej osoby. Ćwiczenie w parach może być takimi przyjaznymi, statycznymi „zapasami”, w których przeciwstawiamy siłę mięśni jednej osoby sile mięśni jej partnera. Oczywiście, nie chodzi o to, kto kogo pokona w siłowaniu się na rękę, ale coś w tym jest – ten sam rodzaj ruchu. Pamiętajmy jednak, że w ćwiczeniach izometrycznych nacisk (napięcie) ma trwać 5 – 7 sekund, z 7 – 10-sekundowymi przerwami. Seria powinna zawierać 5 powtórzeń albo coś koło tego.

    Szczerze powiem, że najlepszy, tzn. dokładny, opatrzony rysunkami i niezwykle przejrzysty instruktaż dotyczący ćwiczeń izometrycznych, a także sensowne ułożenie ich w krótkie układy, udało mi się znaleźć na stronach www poświęconych rehabilitacji w chorobach ograniczających ruchomość, np. www.biegusy.zgora.pl lub www.hemofilia.org.pl, dobra jest też  masters.azs-awf.pl. Bardziej zaawansowane, nieco już wyczynowe treningi można znaleźć w filmikach na YouToubie i na stronach poświęconych sportom wyczynowym. Myślę jednak, że warto zacząć od rzeczy najprostszych, uczynić sobie z takich krótkich, ale regularnie wykonywanych ćwiczeń nowy, bardzo dobry nawyk i zobaczyć, do czego nas to doprowadzi, do czego zainspiruje. Jeśli tej inspiracji wystarczy właśnie na takie regularne, np. codzienne ćwiczenie, to już jesteśmy mocno wygrani! Pamiętaj: dwa razy dziennie 10 – 15 minut treningu izometrycznego już uczyni rewolucję dla Twojej sprawności, samopoczucia i wagi.

     

    SZYBKA GIMNASTYKA
    Zanim wstaniesz z łóżka:
    1.  Leżąc na plecach, połóż ręce luźno wzdłuż tułowia i wciskaj mocno głowę w poduszkę. Licz przy tym wolno do 6. Odpręż się potem przez chwilę i powtórz wszystko od nowa. Można tak samo ćwiczyć leżąc na brzuchu.
    2.  Leżąc w łóżku, ale można również siedzieć lub stać, ćwiczymy ramiona i barki. Ręce zgięte w łokciach złóż dłońmi i przyciskaj jedną do drugiej przez 6 sekund tak silnie, jak tylko możesz. Następnie rozluźnij mięśnie i za chwilę powtórz ćwiczenie. To samo ćwiczenie można wykonać z wariantem rozciągania.
    3.  Usiądź w łóżku z wyciągniętymi nogami, oprzyj podeszwę jednej stopy o podbicie drugiej i naciskaj energicznie przez 5 –7 sekund. Rozluźnij potem mięśnie i powtórz ćwiczenie, zmieniwszy położenie stóp. Podczas ćwiczeń najlepiej oprzyj ręce przy tułowiu.
    4.  Usiądź wyprostowana na brzegu łóżka, postaw stopy na podłodze, obejmij lewą dłonią prawe kolano, a prawą lewe i z całej siły próbuj rozchylać uda wbrew oporowi rąk, które ciągną kolana do siebie. Wytrzymaj tak przez 5 – 7 sekund, rozluźnij się nieco i zacznij ćwiczenie od nowa

     

    W drodze do łazienki:
    5.  Zatrzymaj się w drzwiach i obiema rękami z całej siły rozpieraj futryny na wysokości ramion. Rób to tak mocno, jakbyś chciała rozsadzić drzwi. Wytrzymaj tak przez 5 – 7 sekund, rozluźnij nieco mięśnie i zacznij ćwiczenie od nowa.

    W łazience:
     6.  Stojąc przed lustrem, podczas golenia, mycia lub czyszczenia zębów, wciągnij mięśnie brzucha przez 5 – 7 sekund tak silnie, jak tylko potrafisz, bez zatrzymania oddechu. Pozwól potem mięśniom na pełne odprężenie. Dla większego efektu zrób to samo jeszcze kilka razy.

     

    Wracając z łazienki:
    7.  Połóż się na podłodze z nogami zgiętymi w kolanach i stopami opartymi o ścianę. Z całą energią naciskaj obiema stopami. Po intensywnym napięciu mięśni zrób małą przerwę, a następnie spróbuj wykonać to wszystko po raz drugi i kolejny.
    A teraz poranna szklanka wody, śniadanie, kawa  i kolejny dzień przed Tobą! Dzień, w którym wszystko może się zdarzyć!

  • Jak zapewnić sobie uczucie sytości na długi czas?

     

     

    Uczucie sytości jest bardzo ważne, szczególnie kiedy się odchudzamy, a poradzić sobie z tym można, jak zwykle ze sprytem. Uczucie głodu, dopada nas często wtedy, gdy zmieniamy sposób odżywiana,  niekoniecznie musi to być dieta odchudzająca, ale jest wyjątkowo deprymujące i potrafi spowodować pełen poczucia winy i złości, powrót do dawnych nawyków. I nie zawsze jest to związane z ograniczeniem ilości spożytych kalorii – możesz być pełna kalorii i… wściekle głodna. To siedzi w głowie i jest takim emocjonalnym protestem organizmu.  Ten protest możemy uciszyć zarówno odpowiednim myśleniem (tu się kłaniają techniki motywacyjne, wizualizacje i inne sposoby) albo na poziomie fizycznym – odpowiednio dobranymi posiłkami.

    Kluczem do zagadnienia jest spożywanie jak największej ilości  pokarmów o tzw. niskiej gęstości kalorycznej – czyli takich, gdzie liczba kalorii na gram jest niewielka. Jakie to pokarmy? Przede wszystkim te, które zawierają dużo wody. I tu uwaga – popijanie potraw wodą ze szklanki nie działa! Musi być to płyn zawarty w potrawach. Dzieje się tak dlatego, że w mózgu mamy oddzielne ośrodki zawiadujące uczuciem głodu i pragnienia, taka woda czy inny napój ze szklanki działa tylko na ten drugi ośrodek. Głód zaspokoi zaś płyn zawarty w jedzeniu, bo tylko taki nasz mózg zakwalifikuje na poczet ośrodka głodu/sytości. 

    A konkretnie: jedz więcej zup na bazie bulionu z kurczaka lub warzywnego. Wybieraj zupy lekkie, bez śmietany, zasmażki czy mąki. Jedz dużo świeżych zielonych warzyw, sałaty, szpinaku, jarmużu, mieszanych sałat z beztłuszczowym (lub nisko tłuszczowym) dressingiem, albo skropionych sokiem z cytryny czy z pomarańczy. Jedz dużo soczystych owoców, takich jak jabłka, jagody, gruszki, grejpfruty, pomarańcze, brzoskwinie (ale nie z puszki ponieważ są wysoko słodzone!), truskawki (teraz np. z mrożonek) i arbuzy oraz melony. Wybieraj na przekąski i do dań obiadowych warzywa nisko skrobiowe, takie jak szparagi, brokuły, marchew, kalafior, seler, ogórki, pomidory i dynia. Dobrym sposobem jest zaczynanie posiłku od porcji lekkiej zupy, a zakończenie miską sałaty.

    Warto też wspomnieć o błonniku – jego „gęstość” to 1,5 do 2,5 kcal na gram, podczas gdy innych węglowodanów – około 4. Błonnik znajdziesz oczywiście w owocach i warzywach, ziarnach, w pieczywie, makaronach, kaszy. Wybieraj te nisko przetworzone, ciemne – razowe pieczywo i makarony, ciemny ryż, mąkę.

    Jedz sporo chudego białka. Białko zostało już dokładnie zbadane pod tym kątem – zapewnia na długo uczucie sytości. Jeśli zadbasz o to, by białko nie występowało w otoczce tłuszczu (np. w tłustych mięsach, wędlinach, sosach do potraw strączkowych), zapewnisz sobie sytość bez skutków ubocznych (tłuszczyku na biodrach). Poszukując dania sycącego na długo, drogą badań empirycznych pierwsze miejsce można przyznać soczewicy. Jedz więcej chudego białka z mięsa, drobiu, owoców morza, chudy nabiał, rośliny strączkowe, soczewicę i produkty sojowe. Ale uwaga, nie przesadzaj! Badania pokazały, że spożywania więcej białka niż potrzebuje Twój organizm, w ogóle  nie przyspiesza metabolizmu, za to obciąża nerki.

    Ogranicz tłuszcze, one mają naprawdę zabójczą gęstość kaloryczną! Ale też z głową – jedzenie całkiem bez tłuszczu jest po prostu niesmaczne, często ma też nieciekawą konsystencję. A często zjadając zdrowy, ale niesmaczny posiłek, jesteśmy tak nieusatysfakcjonowani emocjonalnie, że aż …głodni! Tłuszcze są nam bardzo potrzebne, ponadto hamują apetyt, chociaż  dla odchudzających się  to oczywiście najmniej efektywny sposób walki z głodem! Wystarczy, że wyeliminujesz tłuszcz tam, gdzie jest zbędny – wykrawaj tłuszcz z mięsa, piecz i gotuj zamiast smażyć, wybieraj nisko tłuszczowe wersje ulubionych dań.

    Miej zawsze pod ręką porcję (około 1 garści) orzechów lub nasion i użyj ich, gdy dopadnie Cię głodowy kryzys. Bardzo szybko i na długo uciszają głód i na pewno pomogą Ci się uratować przed desperacko pochłanianym ciastkiem, batonem czy fastfoodem. Najbardziej godne polecenia są orzechy włoskie, nerkowce, orzechy ziemne, migdały i pestki dyni.

    I na koniec wracamy do napojów. Co prawda bezpośrednio na głód nie wpływają, ale pić i tak musimy. Szczególnie wtedy, gdy spożywamy więcej błonnika. Zwracaj więc też uwagę na kalorie, które wypijasz – soczek z kartonu, kawka z syropem czy coca cola, pomimo że w płynie, „gęstością kaloryczną” mogą konkurować z niejednym ciasteczkiem! 

    Jeszcze jedno - kiedy coś za Tobą chodzi po prostu sobie na to pozwól. Ale koniecznie zgodnie z zasadą - w rozsądnej ilości. Pamiętaj, to od Ciebie zależy jakie będą tego konsekwencje.

  • Jak często się ważyć podczas odchudzania?

    Ważenie się to dla puszystego żadna przyjemność. Prawdę mówiąc, unikamy tego, jak możemy. Często na pytana o wagę ciała, odpowiadamy, że nie wiemy. Bo do póki nie wiemy, problem nie jest aż taki wielki. Po co mamy potwierdzać podejrzenia, że jest źle, a może nawet bardzo źle?!  Taka niewiedza to także cudowny sposób unikania odpowiedzialności za siebie. Znasz to zjawisko?

    Ale kiedy już z jakichś powodów (często „pod przymusem”) dokonamy operacji zważenia się, następuje panika: Ojej! nie wiedziałam, że jest aż tak źle! Wtedy zazwyczaj podejmujemy spontaniczną decyzję o natychmiastowej głodówce, po której „założymy sobie kaganiec” najbardziej restrykcyjnej diety, na jaką nas stać! I wytrzymamy na niej w zawziętości (albo nie). No i wiesz, co nastąpi: błędne koło dieta → jo-jo → dieta → itd. bez końca… Lepiej było się nie ważyć?! J

    Sytuacja zazwyczaj diametralnie się zmienia, jeśli już taki puszysty zaczyna chudnąć, a przynajmniej zamierza. Wtedy grozi nam pułapka odwrotna gdyż często popadamy w obsesję ważenia. Jeśli tylko masz wagę w zasięgu ręki i zanotowałaś jakiś pierwszy centymetr luzu w pasie, kusi Cię, aby ciągle potwierdzać ten świeżo osiągnięty sukces. Aby trwożliwie go strzec, żeby nie umknął. Kończy się na tym, że stajesz na wadze kilkanaście razy dziennie! Jakby waga miała odpowiedzieć na każe Twoje pytanie, każdą wątpliwość, uspokoić Twoje lęki. Przypisujesz jej rolę wyroczni i magicznej maszyny, podczas gdy to tylko proste urządzenie rejestrujące.  Tak więc nie pędź po „odpowiedź” do tej wyroczni po każdym posiłku, po każdym treningu, tak dla sprawdzenia, czy to aby na pewno prawda, że chudniesz. Zwariujesz od tego! Waga jest bezrefleksyjna. Czasem np. pokaże te 20 dag więcej, a Ty popadniesz we frustrację. A to tylko zwykła reakcja organizmu. Fizjologia Twojego ciała ma swoje prawa i bardzo często z uzasadnionych przyczyn gromadzi (czasowo) w tkankach pewne płyny, które znacznie wpływają na wagę, ale nic nie mówią o tym, czy pozbywasz się niechcianego tłuszczyku.

    Waga nie daje informacji o składzie. Częściowo taką informację możesz uzyskać dzięki wadze podającej zawartość wody w ciele, ale tylko częściowo. Bo np. jeśli trenujesz, przyrost tkanki mięśniowej powoduje wzrost ciężaru właściwego Twojego ciała, a waga informuje Cię, że nie chudniesz, albo chudniesz bardzo powoli. Tymczasem zamiana tłuszczu na mięśnie  stanowi bardzo poważną różnicę. Ponadto po treningach, po bieganiu w mięśniach miewamy tzw. zakwasy, a przy tym zwykle kolejne tymczasowo zgromadzone w nich płyny. Ważne też, czy ważymy się „brutto” czy „netto” (czyli po wypróżnieniu). U pań oczywiście dochodzi kwestia comiesięcznego działania  hormonów, te to potrafią wypełnić nasze tkanki płynami… Normalna fizjologia. Po sutej kolacji rano możemy ważyć nawet 2 kg więcej, a przecież nie jedliśmy 2kg pokarmów ani 14000 kcal (tak, 14 tysięcy, taka jest przybliżona "równowartość" 2 kg naszego tłuszczyku) - po prostu trochę pokarmu zostało w naszych jelitach i związało wodę. Takich czynników jest mnóstwo, nie będę ich wszystkich wymieniać i Ty też nie musisz ich znać, po prostu wiedz, że są. I daj sobie prawo normalnie funkcjonować.

    Ważenie to najprostszy i bardzo przydatny sposób kontroli postępów w odchudzaniu, pod warunkiem, że użyjesz go umiejętnie i rozważnie. Ważenie daje nam potrzebne informacje o tym, czy idziemy w dobrym kierunku i w dobrym tempie, pomaga kontrolować, a więc i korygować w razie potrzeby nasze poczynania. No i najważniejsze – motywuje! Jeśli jednak Ciebie nie motywuje, a wręcz rozprasza lub wkurza – zrezygnuj z ważenia, w końcu chodzi tu o Ciebie i Twoje samopoczucie, a nie o buchalterię.

    A więc jak się ważyć, aby skorzystać w pełni z tego przydatnego instrumentu? Na pewno o stałej porze dnia, bo jak pewnie się domyślasz, nasza waga ma swoje stałe wahanie dobowe. Najbardziej miarodajne jest ważenie się z samego rana, w miarę możliwości w tym samym ubraniu (lub bez ubrania). Ale oczywiście jeśli wybierzesz inną stałą porę, też jest ok. No i ważne, żeby wyciągać średnią z jakiegoś okresu, czyli obserwować tendencję, a nie krótkotrwałe wahania wagi. Czyli np. jeśli ważysz się co tydzień, dopiero wyniki z trzech kolejnych tygodni dają jakieś wiarygodne pojęcie o kierunku zmian. Jeśli trudno Ci się oprzeć i ważysz się codziennie, to i tak bierz pod uwagę dopiero uśredniony rezultat z całego tygodnia. I z kolejnego, i z następnego... Ważenie się raz na miesiąc to jednak trochę za rzadko dla bieżącej kontroli i np. do w miarę szybkiego reagowania, gdy zmiany nie przebiegają zgodnie z Twoim planem.  Ale jeśli jesteś osobą, która woli cierpliwie poczekać  i zobaczyć naprawdę sporą zmianę, jeśli właśnie to Cię motywuje – to ok, tak właśnie rób. Pamiętaj, to tylko narzędzie!

     

    Regularne ważenie się pozwala na jeszcze jedną ważną ocenę – tempa zachodzących zmian. Może się zdarzyć, że chudniesz zbyt szybko. To niedobrze. Może sygnalizować jakieś niekorzystne zmiany w Twoim organizmie (chorobę), albo po prostu zaczęłaś się traktować zbyt restrykcyjnie, zbyt surowo. To niekorzystne, organizm może zareagować jak w czasie ścisłej diety, a potem jo-jo i cały ten kram. W Metodzie Równowagi właśnie tego chcemy uniknąć. Cierpliwości! Wystarczy, że będziesz konsekwentna, a szczupła sylwetka na pewno się pojawi. W końcu odchudzasz się już na całe życie, ten tydzień czy dwa Cię nie zbawią.

    No i na koniec o tym, gdzie się ważyć. Masz kilka możliwości. Korzystaj np. z wagi w klubie fitness czy na basenie, jeśli chodzisz tam regularnie. Wybieraj najlepiej zawsze tę samą wagę, bo urządzenia mogą być różnie wyskalowane. Oczywiście możesz kupić wagę domową. Jeśli zdecydujesz się na tę inwestycję – wybierz wagę elektroniczną, z co najmniej średniej, a nie z najniższej półki. Kup wagę nieco solidniejszą, sztywniejszą, te najtańsze zazwyczaj nie są wiarygodne. Czy warto szarpnąć się na wagę dokonującą dodatkowo pomiaru zawartości wody w organizmie z bioimpedancją? Ja osobiście mam taką wagę, ale korzystam z niej tylko do pomiaru masy ciała. Dlaczego? Po prostu nie uprawiam sportu bardzo intensywnie, zatem rozbudowa tkanki mięśniowej nie specjalnie mi "grozi". Jeżeli mam zatrzymaną wodę, to czuję, że jestem trochę spuchnięta, znam swój organizm. Wtedy piję więcej wody. Nie potrzebuję zatem mierzyć się na dodatkowe sposoby. Jeżeli jednak Ty planujesz zająć się sportem nieco bardziej intensywnie i interesuje Cię zamiana tkanki tłuszczowej w mięśniową, lub jeśli nie potrafisz ocenić, czy nieco spuchłaś czy raczej utyłaś - taka waga może dla Ciebie być dobrym pomysłem. Ale... i tak nie daj się zwariować nieustającemu mierzeniu.

    Pamiętaj jak już kupisz sobie fajną wagę, nie używaj jej bez opamiętania, pomimo że kusi. Nie, nie dlatego że waga się zniszczy! Po to, by nie zniszczyć Twojego dobrego samopoczucia i wewnętrznej równowagi. Bo przecież w końcu o Równowagę, a nie o wagę nam chodzi.

  • Zupy ze sprytem dietetycznym odchudzają.

    Znakomitym patentem na zdrowe odchudzanie i w ogóle na zdrowe odżywianie są warzywne zupy przecierowe. Jest danie niewymagające i bardzo wdzięczne „w obsłudze”. Wpadli już na to producenci i od jakiegoś czasu takie zupy w plastikowych  kubkach zawierających porcję akurat na lunch można kupić w większości sklepów. Ceny są różne… Nie zawsze też wiadomo, co w środku, więc uważnie czytajmy etykiety. Ale taką zupę bardzo szybko można też zrobić samemu w domu i podawać na obiad, na ciepłą kolację albo zabrać do pracy, jeśli mamy ją jak podgrzać. Do zrobienia takiej zupy potrzebny jest dowolny zestaw warzyw (może być nawet lodówkowy „remanent”)  i blender. Można się też obyć bez blendera – dla pracowitych jest przewidziana wersja z sitkiem i przecierakiem. Zmiksowane zupy są znakomite, bo posiadają naturalną gęstość, nie potrzebują żadnych zagęstników – mąki, śmietany, zasmażki i innych wrogów dobrej figury. Bez ich udziału potrafią nasycić i nasze żołądki, i… nasze głowy. Kiedy jemy zawiesistą zupę, zawsze  mamy wrażenie, że posiłek jest solidny. Zupa przecierowa daje ogromne pole manewru: możesz ją zmiksować drobno (będzie aksamitna) albo nieco „grubiej”, z wyczuwalnymi drobinami warzyw. Jeśli zrobisz ją odpowiednio gęstą, możesz potem dowolnie rozrzedzać (w drugą stronę niestety nie działa), dzięki temu osiągać różne wersje. Możesz zostawić kilka lub kilkanaście kawałków ugotowanych warzyw w całości i dodać je po zblendowaniu do reszty zupy – świetnie wyglądają na talerzu i dostarczają dodatkowych wrażeń. Możesz też taką zupę ugotować na chudym mięsie (np. na piersi kurczaka) i będzie wtedy bardziej pożywna – z porcją ZdrowegoBIAŁKA. Oczywiście mięso można zarówno wrzucić wraz z warzywami do blendera albo zostawić i pokrojone w kostkę dodać na talerzu. Można  dorzucić do warzyw ziemniaki lub fasolę – powstanie zupa treściwa  –  albo przeciwnie,  zdecydować się na same „lekkie” warzywa (pomidory, paprykę, selera naciowego). Można mnożyć wersje i bawić się cudownie, odkrywając kolejne kombinacje. Dodanie do zupy już na talerzu łyżki lub dwóch naturalnego jogurtu uczyni z niej wykwintny krem. No i oczywiście nie zapominaj o dużej garści posiekanej zieleniny.

     

  • Daj sobie luz i … zjedz 10 bananów

    Prowokujące, prawda? W końcu mamy tu mówić o odchudzaniu…
    Ale kiedy przeczytasz ten tekst, spojrzysz może inaczej na to, co banany mają wspólnego z luzem, a co luz z odchudzaniem. Banany, obok winogron, to jedne z najbardziej kalorycznych owoców.

    A propos, znasz już ten dowcip o kaloriach? To takie małe wredne stworzonka, które nocami buszują w Twojej szafie i zwężają Ci ubrania. Rozmnażają się, kiedy zaczynasz je liczyć. Jedyny na nie sposób to liczyć je bardzo cichutko, a najlepiej nie liczyć wcale. Wtedy ubrania z czasem zaczynają być za luźne, słowo honoru.
    A teraz bardziej serio. Pamiętasz, co się Tobą dzieje, kiedy, będąc na diecie odchudzającej, zjesz już wszystko, co na dany dzień przewiduje dietowa ‘rozpiska’, a do pójścia spać jeszcze daleko? A przecież jesteś jakaś taka ‘niedojedzona’…
    Przygnębienie? Smutek? Złość? Poczucie krzywdy? Rozdrażnienie?

    ‘Dzisiaj naprawdę już NIC nie mogę zjeść? To niesprawiedliwe! ’

    I walka wewnętrzna: złamać dietę czy pozostać w tym dyskomforcie (a czasem koszmarze)? I kolejne dni z powtarzającymi się NIE, NIE, NIE (pisałam o tym 21 lutego – jo-jo psychologiczne). Niemałe napięcie. A od tego napięcia już malutki krok do GŁODU, a przynajmniej uczucia niedosytu.I nieważne, czy naprawdę jesteś głodna (rzadko), czy po prostu pragniesz szybkiej rekompensaty za ten nieprzyjemny stan (duuużo częściej) – nie jest Ci z tym dobrze, czegoś Ci brak.

    Tego wszystkiego nie doświadczysz w Metodzie Równowagi Metabolicznej. W tej metodzie nie chodzi o to, żeby dziś koniecznie zaoszczędzić 200 dodatkowych kalorii, tylko żeby na trwałe, w długim okresie, stopniowo i delikatnie zredukować zjadane ilości. Robienie tego w napięciu NIGDY się nie udaje. Dlatego 90% osób na diecie, nawet jeżeli schudną, maksymalnie po 2 latach wracają do wagi sprzed diety.

    Mając jednak świadomość, że, jeżeli tylko masz taką potrzebę, możesz jeszcze coś zjeść, świadomość, że to Ty rządzisz i masz możliwość wyboru – nie dopuścisz do takiego napięcia. Bardzo często nasze niby-głodowe zachcianki są spowodowane właśnie głodem emocjonalnym, psychicznym, nie fizycznym.

    A na głód emocjonalny jest tylko jeden sposób – dać sobie luz.
    I na takim założeniu bazuje Metoda Równowagi Metabolicznej.
    Więc jeśli dopadnie Cię głód – mały czy duży – ZAWSZE możesz sięgnąć po coś z grupy DoWOLI*. Dobra wiadomość, prawda? Co więcej, produkty z tej grupy wręcz POWINNAŚ jeść w porcjach określonych ‘co najmniej’.

    A więc co to jest to DoWOLI?
    DoWOLI to prawie wszystkie warzywa i owoce, a także produkty zawierające dużo białka, a mało tłuszczu, czyli na przykład drób bez skóry, pieczona szynka bez tłuszczu, ryby, półtłusty jogurt, tofu czy cieciorka. Produkty białkowe, dla łatwiejszego odróżnienia nazwane ZdrowymBIAŁKIEM, wręcz trzeba jeść, najlepiej trzy razy dziennie, jako główny składnik trzech zasadniczych posiłków. Warzywa lub owoce – także co najmniej trzy razy dziennie, najlepiej żeby stanowiły połowę talerza czy miseczki. I nie musisz tu w ogóle liczyć ilości, ani przejmować się tym, czy najesz się 1 czy 2 plastrami pieczonego mięsa, czy potrzeba Ci więcej. I czy masz ochotę na pół czy na całego banana do porannej owsianki. Tak, nawet bananów i winogron nie musisz ograniczać. Jeżeli jesteś weteranem diet, przypuszczam, że w tym miejscu trochę się dziwisz.

    Empiryczne uzasadnienie tego podejścia najlepiej chyba wyjaśnia ten rysunek, nie mówiąc o tym, że znów kompromituje te wredne kalorie.
    Czy to znaczy, że możesz zjeść 10 bananów? Możesz, bo są DoWOLI.
    Pytanie tylko, czy naprawdę chcesz? Czy jest to odżywianie w równowadze? Będąc na diecie zadajemy takie pytania, co mogę, czego nie mogę, ile mogę i próbujemy ‘wyszarpywać’ ile się da, niejako wyciskać z takiej diety maksimum - ile można zjeść i nadal jeszcze ‘być na diecie’. A kiedy wiesz, że niskokaloryczne i odżywcze produkty są najważniejsze, że możesz ich zjeść naprawdę dużo, a nawet tak powinnaś, takie pytania w ogóle przestają się pojawiać. I po prostu wiemy, że 10 bananów to nie jest dobry pomysł. Natomiast całkowity zakaz bananów jest też słabym pomysłem. Wśród osób stosujących tę metodę wielu zjada przynajmniej 1 banana dziennie. I chudną. Bo, jak sami mówią, fajniej jest żyć w równowadze niż na huśtawce od restrykcji do objadania się.
    A na koniec propozycje kilku przekąsek ‘na szybko’, złożonych z samych produktów DoWOLI:

    • Zwykłe jabłko to najszybsza, najzdrowsza i moja ulubiona przekąska, najlepiej każdego dnia choć raz.
    • Dowolne owoce z półtłustym jogurtem.
    • Koktajl (shake) z maślanki, chudego jogurtu lub mleka z dowolnymi owocami mrożonymi.
    • Dowolne surowe warzywa (marchew, seler naciowy) pokrojone w słupki z dipem jogurtowym własnej roboty (chudy jogurt z przyprawami wg uznania).
    • Tuńczyk z puszki z pomidorem, ogórkiem i sałatą.
    • Kawałki melona owinięte szynką drobiową i skropione sokiem z cytryny.
    • Paluszki krabowe (dobrej jakości)
  • Słówko o zielonej kawie

    Traktuję ją tak samo jak inne „cudowne, całkowicie naturalne”, bardzo drogie suplementy. Działa znakomicie na odchudzenie portfela! Zauważ, że producenci zawsze podkreślają, że specyfik „najlepiej działa wraz ze zrównoważoną dietą i aktywnością fizyczną”. Akurat te dwa czynniki same świetnie działają, bez dodatku suplementu! Jeśli wyekstrahujemy, sproszkujemy i skoncentrujemy składniki jakiejś rośliny, zawsze otrzymamy efekt turbo. Efekt zupełnie nienaturalny dla naszego organizmu (bo np. kto zjada 15 kg ananasa dziennie), z którym nasz organizm jakoś sprytnie będzie musiał sobie poradzić, żeby go taki efekt turbo całkowicie nie rozregulował. I czy to będzie zielona kawa, zielona pietruszka czy tęczowa fasolka, nie ma znaczenia. Ja wolę sałatkę z ananasa, natkę do zupy i fasolkę do obiadu. A na deser kawę! :)

  • Gluten


    Gluten to białko roślinne. Znajduje się w pszenicy, życie, jęczmieniu i innych zbożach. Gluten nadaje wypiekom właściwości ciągnące i zlepiające. Dlatego najlepsze makarony i placuszki zawierają dużo glutenu. Gluten nie może być spożywany przez osoby cierpiące na celiakię, skrajną nietolerancję glutenu. Panująco ostatnio moda na dietę bezglutenową stosowna przez osoby zdrowe nie ma naukowych podstaw i jest wyłącznie modą. Niektóre osoby czują się lepiej po wyłączeniu pieczywa ze swojego menu, ale to prawdopodobnie dzięki odstawieniu w ten sposób soli i polepszaczy.

  • Polepszacze


    Gotowe mieszanki pieczywa przemysłowego są niestety pełne polepszaczy, czyli substancji chemicznych zwiększających wchłanianie wody i przedłużających trwałość wypieków. Jak wybrać dobry chleb? Najkorzystniejszy (jeżeli tylko nie cierpisz na problemy z żołądkiem) będzie chleb żytni na zakwasie. Będzie on ciężki, nieco mokry, z widocznymi pęcherzykami i kawałeczkami otrębów. Unikaj pieczywa „nadmuchanego”.

  • Puste kalorie


    Puste kalorie nie oznaczają braku kalorii lecz mnóstwo kalorii całkowicie bez składników odżywczych. Okazuje się, że wiele osób uważa, że puste kalorie to zero kalorii. Tymczasem alkohol po prostu tuczy. 1 mały kieliszek (50ml) mocnego alkoholu lub likieru to 1 cała porcja MałegoCoNIECO, tyle co nieduży batonik. Co bardziej Ci się opłaca?

  • Od jutra nie jem słodyczy

     

    Najprostszy sposób, aby czegoś naprawdę chcieć, to sobie tego zabronić. Dlatego „od jutra nie jem słodyczy” po prostu nie działa. Spróbuj przez chwilę nie myśleć o cytrynie, a potem zauważ, jak reagują Twoje ślinianki. Dlatego nie zabraniaj sobie słodyczy, ale koncentruj się na tym co korzystne. Na przykład powiedz sobie „Od dziś jem więcej owoców!

  • Insulinooporność


    Jeżeli miewasz niewyjaśnione inną przyczyną wahania nastroju, niepohamowaną ochotę na słodkie albo kiedy zjesz coś słodkiego, to nie możesz przestać, możesz cierpieć na insulinooporność. To stan, kiedy tkanki są niewrażliwe na insulinę, mimo jej wysokiego poziomu. W takim stanie łatwiej o przybranie na wadze. Metoda Równowagi przyczynia się do zmniejszenia insulinooporności. 

  • Desery na diecie


    W Metodzie  Równowagi dbamy o Twoje dobre samopoczucie. Dlatego nasze menu jest jak najbardziej zrównoważone, zgodnie z Metodą Równowagi Metabolicznej. Oznacza to od czasu do czasu ciasto, galaretkę, czekoladę, koniecznie owoce. To produkty na wielu dietach „zakazane”. Ta odrobina słodkości, w ilościach serwowanych przez Metodę  Równowagi, jest absolutnie zbilansowana i nie przeszkadza w procesie odchudzania. Wręcz przeciwnie, mając poczucie, że jesz normalnie, możesz łatwo wytrwać w swoich postanowieniach 

  • Pokarmy szczęścia


    Po zjedzeniu tych pokarmów, niekoniecznie od razu, ale po dłuższej chwili poziom hormonów szczęścia wzrośnie. Takie pokarmy to na przykład łosoś i inne ryby, brokuły, orzechy, ciemna czekolada (powyżej 60%), awokado, banany, pestki dyni.

  • Pokarmy nieszczęścia


    Tu są „stety” czy niestety wszystkie pokarmy z rafinowanymi węglowodanami. Czyli wszystkie batoniki, ciasteczka (za wyjątkiem pełnoziarnistych), ciasta, wafelki, białe pieczywo, słodkie napoje, np. typu cola. Jedzą czy pijąc je uczucie przyjemności z kubków smakowych daje do mózgu natychmiastowy impuls o zadowoleniu. Ale trwa to sekundy, a po chwili poziom hormonów szczęścia spada na długi czas…

  • Jedzenie, a nowotwory


    W Indiach częstotliwość występowania raka prostaty ale i innych rodzajów raka jest od 30 do 200 razy niższa w grupach takiego samego ryzyka niż w USA. Prawdopodobnie powodem jest duże spożycie curry, a w szczególności KURKUMY połączonej z pieprzem, które powoduje dramatyczne zanikanie komórek raka. Jest to prawdopodobnie jedna z najbardziej przeciwrakowych substancji w pożywieniu. Jeżeli tylko lubisz curry – zajadaj się nim baaaaaardzo często. W Metodzie  Równowagi kurkumę mieszamy z pieprzem, dla spotęgowania efektu prozdrowotnego. 


    CO JESZCZE NA NOWOWTORY?


    Inne pokarmy, mające bardzo silne i aktywne działanie antyrakowe to: zielona herbata, maliny, kapusta, brokuły,  a ponadto czosnek i cebula. W Metodzie  Równowagi czosnek zawsze miażdżymy, a nie kroimy. Dzięki temu jego działanie prozdrowotne jest większe.

  • Cholesterol


    Cholesterol to rodzaj tłuszczu (lipoprotein), który służy do budowy naszych komórek oraz pełni wiele innych funkcji. Jest to bardzo ważna substancja, bez której nie możemy żyć. W uproszczeniu, mamy cholesterol „zły” – LDL i „dobry” – HDL. Warto się zbadać i mieć świadomość ewentualnych problemów. Ale samo badanie nie zmieni poziomu cholesterolu. Natomiast udowodniono, że jedzenie owoców i ryb morskich wpływa normalizująco. W Metodzie  Równowagi, nie ma tygodnia bez ryb i prawie nie ma dnia bez owoców.

  • Zdrowe używki

    W umiarkowanych ilościach działanie prozdrowotne ma też czerwone wino, ciemna czekolada, naturalne kakao i kawa. To wspaniała wiadomość, prawda? Na zdrowie !!!

  • Słowo o insulinie

            

     

    Wspomniałam, że nie chcę nadmiernie wnikać w medyczne mechanizmy wpływające na nasze wybory żywieniowe. Ale wpływ insuliny odczułam na sobie tak mocno, że aż do dziś ciężko mi w to uwierzyć. Dlatego króciutko.

             Insulina to hormon produkowany przez trzustkę, służący, w bardzo dużym uproszczeniu, do neutralizowania nadmiernie wysokiego poziomu cukru we krwi. Jest to mechanizm niesłychanie czuły i istotny dla naszego życia. Bez trzustki żyć nie można, a jej choroby należą do najcięższych. Zbyt wysokie stężenie cukru działa na nas jak trucizna. Dlatego zaawansowani cukrzycy ślepną, głuchną, mają pouszkadzane wszystkie organy po kolei. Całe życie miałam zasadę, że dieta dietą, ale czekoladę jeść trzeba. I przez całe życie wytrzymałam bez czekolady tylko dwa razy – przez 6 tygodni po urodzeniu każdego dziecka, z obawy przed alergią. Wytrzymałam ledwo. To była męka. A oprócz tego CODZIENNIE przez CAŁE ŻYCIE pałaszowałam mleczną czekoladą. Ciemna była za gorzka. Bez tego byłam na głodzie. Jak narkoman. To robota mojej trzustki i sygnałów docierających poprzez krew do mózgu.

             Jeden pączek z kawą z cukrem ma ok. 400 kcal. Nominalnie. A ja twierdzę, że tak naprawdę należałoby taki deser policzyć tak bliżej 1000 kcal. Powiesz, że bzdura, że każda tabela z kaloriami twierdzi, że 400 kcal. Ale spójrz na to całościowo. Co to są kalorie? To ilość ciepła (energii), jaka wydzieli się podczas spalania. Jeśli spalimy 100 g cukru, czy poprzez reakcję chemiczną w naszym organizmie, czy też doświadczalnie, w ogniu, to ciepło tego płomienia i promieniowania będzie równowartością energii wyrażonej jako 400 kcal. Dlatego we wszystkich tabelach kalorycznych 100 g cukru ma 400 kcal. Ale mnie nie interesuje doświadczenie w laboratorium, tylko moje ciało. Jest trochę bardziej skomplikowane niż palnik i termometr. Owszem, sam pączek i cukier w kawie mają właśnie

    400 kcal. Ale po zjedzeniu tego dania „szybki” cukier przejdzie do krwi błyskawicznie i poziom mierzony we krwi poszybuje w górę, może i przekroczy 200 mg% (a nie powinien). Liczy się i tempo jego wzrostu, i poziom. U zdrowego człowieka odpowie trzustka, produkując mnóstwo insuliny. Z tego powodu znaczna część cukru z krwi zostanie zmagazynowana jako tkanka tłuszczowa, bo insulina właśnie przyspiesza proces magazynowania. Następnie szybki spadek poziomu cukru (zneutralizowanego insuliną) spowoduje odczucie „dołka” i ochotę na coś do zjedzenia, najlepiej coś słodkiego. Więc co najprościej zrobić, jeśli tylko jest okazja? Zjeść następnego pączka z kawą. Kolejne 400 kcal nominalnych. Jeżeli zdrowy rozsądek każe Ci się tu zatrzymać, to popatrz na bilans: 400 kcal w pączku i w kawie zostało metabolizowane w taki sposób, że już powiększyły Ci się zapasy tłuszczowe, praktycznie od razu. A ponadto sprowokowało to kolejny zły wybór. 400 kcal pierwszy pączek + 400 kcal drugi pączek + powiedzmy 200 kcal na trudniejszy do zrzucenia odłożony w tkankach tłuszcz = 1000 kcal. A teraz popatrz na te same 400 kcal, ale zjedzone w postaci grillowanego łososia z surówką i z razową grzanką. Przede wszystkim musi to być spora porcja, żeby dać te 400 kcal. Powiedzmy, że robimy z tego porcję normalnej wielkości i na deser dokładamy małe ciastko owsiane. Popijamy to zieloną herbatą. Porcja taka, że wiele więcej w żołądku się nam nie zmieści. I co dzieje się z insuliną? Cukier (którego jest w sumie dużo mniej) uwalnia się do krwi powoli i nie osiąga zbyt wysokiego poziomu. Trzustka produkuje insuliny stosunkowo niewiele i powoli. Nic nie odkłada się na bioderkach, bo nie zdąży. Jest spalane na bieżąco. Nie masz potem spadku energii i głodu na słodkie. Kończysz posiłek na ciastku owsianym i jesteś usatysfakcjonowana. Bilans? 400 kcal = 400 kcal, a nie 400 kcal (pierwszy pączek + pierwsza kawa) = 1000 kcal. Dlatego nie ma sensu liczenie kalorii. Nie dlatego, że nie są prawdziwe. Są. Ale wpływają na nasz bilans energetyczny bardzo różnie. 400 kcal może spowodować, że w ogóle nie przytyjesz albo wręcz przeciwnie. ...

             Siedzę sobie w kawiarni znanej sieci, której nazwy nie wymienię (bardzo ją lubię, choć niekoniecznie za kawę, raczej za zawsze ciekawy wybór tortilli), a na stoliku stoi trójkątne menu z obrazkiem, ślicznym wystylizowanym. Czy wiesz, że…?:  sztuczne słodziki mają praktycznie zero kalorii, jednak badania na szczurach potwierdziły, że zwierzęta karmione słodzikami tyły bardziej niż te karmione zwykłym cukrem. Kiedy jemy słodziki, oszukujemy mózg – słodki smak powoduje większą produkcję insuliny, ale we krwi nie ma cukru. Organizm reaguje rozchwianiem i tym bardziej gromadzi tkankę tłuszczową... anym zdjęciem małego co nieco w promocji „crunchy cookie frostito”. Czytam dalej: ”słodka mrożona kawa z kawałkami kruchych ciasteczek podana z puszystą bitą śmietaną”. I jeszcze: „mrożone kawy frostito pobudzają, orzeźwiają i dodają energii, ale przede wszystkim zaskakują niezwykłym smakiem. Wyśmienity relaks i orzeźwiającą przyjemność znajdziesz w naszej nowej propozycji”. Kawa wydaje się ok. Mrożona też. Ale słodka, z ciasteczkami, z bitą śmietaną.... hm...

             Super, odwołują się do chwilowych doznań, ale zapomnieli dodać, co taka przekąska zrobi z moją insuliną i z ośrodkiem głodu. A jeśli taką jedną porcję na ząb mamy w zwyczaju codziennie? Rozchwianie insuliny kumuluje się. Nie mam na to dowodów naukowych, ale, niestety, doświadczyłam tego osobiście. Niedawno, na wakacjach z dziećmi, to stało się dosłownie w jeden tydzień. Dzieci, jak to latem, jadły lody. Ponieważ są to jeszcze malutkie dzieci, lody kapały, więc mama je oblizywała. Pierwszego dnia wydawały mi się strasznie słodkie. Drugiego też. Trzeciego dnia przestałam na to zwracać uwagę i dalej oblizywałam. Czwartego dnia, bez zastanowienia, kupiłam porcję lodów też dla siebie. Po tygodniu bezwiednego jedzenia lodów zauważyłam, że coś jest nie tak. Byłam głodna częściej niż przed wakacjami. Częściej byłam rozdrażniona, jeśli nie było pod ręką czegoś do zjedzenia. Co dzień było gorzej. Zaczęłam wpadać w stan rozchwiania metabolizmu. Utyłam prawie 2 kg... A przecież tylko kilka razy oblizałam lody... I nie chodziło tutaj o same lody. Przecież one też są dozwolone. U mnie jednak był to impuls do powrotu do złych nawyków. I to jest groźne. …

             Czy wiesz, że… wystarczy jeść warzywa ugotowane na półtwardo, a makaron wypłukać wodą po ugotowaniu, żeby indeks glikemiczny tych potraw był niższy... Jedzenie, które częściej i łatwiej powoduje takie rozchwianie i powrót do złych nawyków, to, ogólnie rzecz biorąc, produkty z tzw. wysokim indeksem glikemicznym, IG (lub GI od Glycemic Index). Warto orientować się choćby mniej więcej, co ma wysokie IG (bliżej 100), a co niskie (bliżej 20–40).

             Generalnie rzecz biorąc, produkty z rafinowanego cukru i z oczyszczonej mąki powodują szybki skok insuliny i mają wysoki indeks. Obniża go dodanie do potrawy tłuszczu i białka oraz zamiana węglowodanów na nieoczyszczone, ponieważ taka kombinacja spowoduje spowolnienie trawienia. Z tego punktu widzenia lepiej zjeść białą bułkę z masłem niż suchą. Lepiej zjeść Snickersa (zawiera orzechy, w których pełno tłuszczu) niż Marsa (który ich nie zawiera). Choć w sumie lepiej zjeść bułkę razową z twarożkiem i z chudym mięsem, a najlepiej kawałek ryby z warzywami. Tyle o IG. Jednak IG to nie wszystko. Lody mają średnie IG, ok. 50, czyli nie tak źle, ale u mnie rozpoczęły etap spirali w dół. Słodzik ma indeks 0. Ale, jeśli kawa ze słodzikiem spowoduje u Ciebie niepohamowaną ochotę na pączka, bo kiedyś zawsze do słodkiej kawy jadłaś pączka, to słodzik z zerowym IG spowoduje rozchwianie. Trzeba obserwować siebie i patrzeć na całokształt. Samo IG, podobnie jak same kalorie, nie są rozwiązaniem „tajemnicy” Twojej nadwagi.

  • Co przechowywać w lodówce, a czego nie? Praktyczny przewodnik.

    Produkty tak oczywiste, jak mięso, wędliny, świeże ryby, mrożonki i lody trzymamy zgodnie z przyzwyczajeniami – w chłodziarce lub w zamrażarce. Ale co z warzywami, owocami i innymi rzeczami? Zanim po następnych zakupach odruchowo zapakujesz je w swoje stałe miejsca, przeczytaj ten tekst. Pomoże Ci zachować ich świeżość i walory smakowe w maksymalnym stopniu.

    Chowamy do lodówki:
    • 
    marchew, pietruszkę, seler – niska temperatura spowalnia ich proces starzenia,
    • 
    sałatę i seler naciowy – luzem, bez folii, aby był dostęp powietrza, gdyż w przeciwnym razie azotany znajdujące się w tych warzywach przekształcą się w szkodliwe azotyny,
    • 
    owoce jagodowe, tj. truskawki, maliny, jagody, borówki, jeżyny itp. jako owoce nietrwałe wymagają niższej temperatury,
    • 
    wiśnie, winogrona, śliwki, czereśnie – to owoce z naszej strefy klimatycznej, dlatego po zerwaniu wolą temperaturę niższą niż ta, w jakiej dojrzewały latem,
    • 
    kiwi – jako jedyne z egzotycznych owoców lubią „chłodniejszy klimat”,
    • 
    pokrojone warzywa i owoce, aby do ich miąższu nie dostały się drobnoustroje
    • 
    otwarte przetwory warzywne, aby zminimalizować rozwój bakterii,
    • 
    jajka, gdyż niska temperatura zapobiega wyparowywaniu wody, przez co jajka dłużej zachowują trwałość, smak i walory odżywcze,
    • 
    surowe grzyby, aby nie spleśniały,
    • 
    olej lniany – tylko lniany! , inne oleje trzymamy poza lodówką, w ciemnym, chłodnym miejscu,
    • 
    otwarte konserwy, aby nie dostały się do nich bakterie.
     
    Nie chowaj do lodówki:

    • owoców egzotycznych, tj. ananas, arbuz, mango, banany, awokado, cytrusy. Przechowywane w lodówce szybciej się psują i są mniej smaczne, wyjątek stanowią kiwi,

    • cebuli i czosnku, gdyż lubią mieć swobodny dostęp do powietrza, dobrze jest trzymać je w chłodniejszym miejscu, np. w dolnej szafce, ale nie w lodówce,
    • 
    pomidorów i ogórków – najlepiej trzymaj je bez folii, na kuchennym blacie w jakiejś ładnej miseczce,  w lodówce bowiem zbyt szybko się psują,
    • 
    ziemniaków – skrobia występująca w ziemniakach pod wpływem niskiej temperatury zamienia się w cukry proste, przez co są one słodsze i podczas gotowania szybko ciemnieją,
    • 
    pieczywa, które w chłodzie szybciej czerstwieje. Najlepiej przechowywać je w drewnianych chlebakach,
    • 
    miodu – w zbyt niskiej temperaturze krystalizuje się,
    • 
    kawy – wilgotnieje w niskiej temperaturze,
    • 
    olejów – (poza lnianym)  gdyż kwasy tłuszczowe szybko się utleniają. Oleje powinny stać w ciemnym miejscu,
    • 
    konserw, ale tylko do momentu otwarcia. Później przechowuj je w lodówce,
    • 
    octu, bo nie wymaga niskiej temperatury, ale nie lubi światła, dlatego najlepiej przechowywać go w szafce.


  • Wierzyć reklamie? Jak odróżnić zdrowe produkty, od tych niezdrowych?

    • Razowe pieczywo. Na pewno lepsze i zdrowsze niż białe. Ale czy przez to niezaprzeczalnie zdrowe? Takie naprawdę razowe, z mąki z pełnego przemiału, najlepiej żytnie i na zakwasie - to prawdziwe ZdroweEXTRA. Ale chlebek najczęściej kupowany, jako razowy jest po prostu podbarwiony karmelem albo słodem i dzięki temu brązowy. Nie ma to nic wspólnego z jego "razowością". Też często obok zakwasu i tak są dodane drożdże, czyli nie taki on na zakwasie. Jak się ustrzec przed tymi oszustwami? Po rozkrojeniu obejrzyj chleb. Prawdziwy na razowy zakwasie będzie lekko kleisty, ciężki, i będzie gołym okiem widać kawałki łupinek ziarna. Nie będzie też jednolicie brązowy, tylko niejako brązowy, ale kolorowy.

    • Soki owocowe. Po pierwsze – produkty, które kupujemy w sklepach pod nazwą soków owocowych to w głównej mierze ciecze pełne cukru, sztucznych słodzików, sztucznych barwników i konserwantów. Czasami cukru jest tak dużo, że rzeczywiście mogą być „bez konserwantów”, takiego za słodzenia prawie nic nie ruszy! Po drugie nawet, jeśli pijemy soki świeżo wyciskane i bez żadnych dodatków pozbawiamy owoce bardzo cennego składnika – błonnika oraz sporej części składników mineralnych, które wraz z tym błonnikiem oddzielamy. Pozostaje sporo fruktozy, która pozbawiona zdrowych dodatków może sobie w naszym organizmie poszaleć. Poza tym odpada nam chrupanie i żucie, tak ważne dla procesu poczucia sytości.

    • Nektar z agawy. Niemal obowiązkowy element każdego stoiska z tzw. zdrową żywnością. To prawda, że ma niski indeks glikemiczny tyle, że szkodliwość zawartego w nim cukru (mnóstwo fruktozy) nie ma nic wspólnego z IG. Syrop z agawy ma prostego, czyli tzw. szybkiego cukru wręcz nienaturalnie dużo (a produkt, a jakże, w 100% naturalny), bo ponad 90%, podczas gdy normalny cukier około 50%. Taka bomba fruktozowa prowadzi do stłuszczenia wątroby równie szybko i skutecznie jak poważne nadużywanie alkoholu. Prowadzi też do zaburzeń metabolicznych, takich jak  insulinooporność, zaburzenia hormonalne, a w konsekwencji do otyłości i cukrzycy. 

    • Napoje sportowe, izotoniczne. Sport to zdrowie – to błyskawiczne, zakodowane mocno w naszej świadomości skojarzenie. A więc wszystko, co sportowe także na pewno jest zdrowe. Napoje dla sportowców zostały zaprojektowane dla osób, które właśnie skończyły intensywny trening i potrzebują szybkiego uzupełnienia utraconych wraz z potem elektrolitów, wody oraz szybkiej energii, czyli cukru. I taki jest skład izotoników: woda, cukier, elektrolity. Jeśli nie jesteś akurat po naprawdę intensywnym treningu, z tego zestawu polecam tylko wodę. Cukru i tak zjadamy i wypijamy za dużo, a elektrolity w normalnych warunkach najlepiej radzą sobie same, bez interwencji z, zewnątrz, która zaburza ich gospodarkę. 

    • Oleje „zdrowe dla serca”. Odkąd świat ogarnął strach przed tłuszczami nasyconymi, obok zainteresowania oliwą z oliwek i dobrymi olejami znacznie wzrosło spożycie różnych paskudztw wytłaczanych z nasion i roślin. W handlu szybko się zorientowano, że wystarczy, żeby produkt pochodził z surowca roślinnego, aby sprzedał się, jako zdrowy. A to nieprawda. Po pierwsze ważne jest, w jakim procesie taki olej uzyskujemy. Może to być np. przemysłowa rafinacja, która jest procesem dość drastycznym, używającym  bardzo wysokich temperatur, substancji wybielających i szkodliwego rozpuszczalnika hexanu. Tak pozyskane oleje mogą też zawierać bardzo szkodliwe tłuszcze trans. Niektóre oleje roślinne zawierają bardzo dużo frakcji omega-6, podczas gdy cenne dla zdrowia jest właściwe zrównoważenie omega-3 do omega-6. Omega-6 jest nam potrzebne w niewielkim stopniu, wystarczy tyle, co w orzechach i w mięsie. Nadmiar prowadzi do chorób. Bezpieczne i godne polecenia są oliwa z oliwek oraz dobre oleje rzepakowe. Oleje z kukurydzy, soi czy nasion bawełny trzeba traktować z dużo większą podejrzliwością.
    • Nisko tłuszczowe i beztłuszczowe przekąski.
    Powstały na tej samej fali ucieczki od tłuszczów nasyconych, które, nota bene, wg najnowszych badań, same w sobie okazały się nie takie groźne. Problem polegał na tym, że takie pozbawione tłuszczu produkty były po prostu niezjadliwe. Aby z nich uczynić „ulubione przekąski” dbających o zdrowie, producenci nafaszerowali je mnóstwem chemii oraz naturalnych i sztucznych dosładzaczy. Przeczytaj uważnie informację na opakowaniu owocowego jogurtu „0%”. Dlaczego np. jest tak wysoko kaloryczny, jeśli jest bez tłuszczu?!

    • Śmieciowe jedzenie bezglutenowe. Zjawisko podobne, jak z tłuszczami. Np. w USA, z różnych powodów już 1/3 ludności nie chce w ogóle jeść glutenu. Problem polega na tym, że naturalnie bezglutenowe są jedynie… mięso i warzywa. Wszelkie inne produkty ze słowem „bezglutenowe” w nazwie są to produkty, w których mąkę ze zbóż zastąpiono innego rodzaju skrobią (ziemniaczaną, z tapioki lub inną) i są to zazwyczaj skrobie wysoko przetworzone, pozbawione jakichkolwiek substancji odżywczych i powodujące tak samo szybki skok poziomu cukru, jak rafinowana pszenica. Nie mówiąc o dodatkowym cukrze i chemii, tak jak w beztłuszczowych przekąskach. 

    •  „Zdrowe” płatki śniadaniowe. W sklepie naprawdę zdrowych nie kupisz na pewno! Pamiętaj: jedyne zdrowe muesli to takie, które zrobisz sama: z czystych płatków zbożowych, nasion, orzechów, suszonych owoców. Sklepowe są ładowane cukrem, rafinowanymi węglowodanami, sztucznymi witaminami, a czasem też konserwantami (tzw. stabilizatorami). Nie daj się zwieść kawałkom orzechów, papai i całym ziarnom, niskiej tłuszczowości ani chwytliwym sloganom na ślicznych opakowaniach. To fałsz, prawdziwa jest „lista obecności” składników, przeczytaj ją uważnie. Dietetycy i lekarze uważają takie sklepowe muesli za jedną z najbardziej oszukańczych pozycji w „zdrowym menu”.